ARENA

Arena recenzja Samuel L. Jackson Kellan LutzARENA
Arena

2011, USA
akcja, reż. Jonah Loop
altaltaltaltalt

Samuel L. Jackson to nie Denzel Washington i jego udział w filmie nie jest absolutnie gwarancją jakości. Zbyt często widuję go ostatnimi czasy w produkcjach przeciętnych bądź słabych. Takich jak omawiana Arena. Film schematyczny, przewidywalny i prosty jak budowa cepa. Rodakom się spodoba, bo nie ma to jak browarek pod ręką i hektolitry krwi na ekranie. Co z tego, że sensu nie ma za grosz, o realiźmie i dobrym aktorstwie nie wspominając. Scenariusz zerżnięty z innych podobnych ale znacznie lepszych filmów (Gamer, Wyścig śmierci). Oto tajemniczy biznesman Logan (Samuel L. Jackson), choć przez wielu ścigany to jakimś cudem nienamierzalny, organizuje brutalne walki gladiatorów i transmituje je przez Internet. Zarobek łatwy, bo przecież nie brakuje debili lubujących się w krwawych widowiskach i gotowych sporo zapłacić za transmisję na żywo. Tym bardziej, że show jest przedni – walki są autentyczne, a każda kończy się efektowną śmiercią jednego z uczestników. Dodatkowo można obstawiać zakłady, kto wygra. Na arenie pojawia się nowy wojownik, były strażak David Lord (w tej roli drewniany mięśniak ze Zmierzchu Kellan Lutz), który wygrywa kolejne pojedynki, za co otrzymuje od organizatora propozycję nie do odrzucenia.
   Powiem tak: dla półmózgów to genialny film – dużo akcji, walki, krwi, odciętych głów, są nawet gołe panienki (właściwie jedna, ale co za różnica). Nie trzeba myśleć, wystarczy chłonąć. Spodoba się też miłośnikom gier komputerowych, bo sceny walki wypisz wymaluj wyjęte z typowych rozwalanek. Pozostali będą czuć niedosyt, bo – jak już wspomniałem, wszystko to kiedyś widzieliśmy w lepszym wydaniu. Faktem jednak jest, że film ma niezłe tempo, a sama końcówka trochę zaskakuje (to na plus), więc nie można tej produkcji do końca potępić. Da się obejrzeć, tylko nie wiadomo po co. Typowe kino klasy B, z dobrym aktorem, który tutaj się dostosował i niczego wielkiego nie wnosi. Poza nazwiskiem oczywiście. Jak będzie częściej grywał w takich produkcjach, to nawet nazwisko straci swą magię – o ile jeszcze ją ma po udziale w kilku gniotach. Zupełnie nie rozumiem, jak facet może zagrać w nędznym Meeting Evil, potem w świetnym Avengers, następnie w nijakim The Samaritan i znów znakomita rola w Django u Tarantino. Prawdziwy Jekyll i Hyde. W każdym razie rola Logana chwały mu nie przynosi, a jego udział nie uszlachetnia tego przeciętnego filmu. Ja żałuję zaledwie epizodu wymienionej w obsadzie Niny Dobrev, którą lubię za Pamiętniki wampirów. Nawet ona uciekła jak najszybciej z tej produkcji….
Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: