Puchar Króla – Real Madryt wyeliminowany przez drugoligowca

Albacete - Real 3-2 Puchar Króla 2026

W meczu 1/8 finału Pucharu Króla Real Madryt przegrał 2-3 z Albacete i odpadł z rozgrywek. Był to pierwszy mecz pod wodzą nowego trenera Álvaro Arbeloi. To już drugie trofeum stracone przez Los Blancos w ciągu zaledwie czterech dni. W grze pozostała La Liga i Liga Mistrzów. To wszystko brzmi tak absurdalnie, że aż nie wiadomo, jak to skomentować. Wystarczy chyba napisać, że Albacete jest na miejscu 17 w drugiej lidze. I okazuje się, że to zbyt silny przeciwnik dla Królewskich. Wprawdzie nie wystąpił najsilniejszy skład (Arbeloa zagrał rezerwami i trzecioligową Castillą, więc nieco zlekceważył rywala), ale to nie jest żadne wytłumaczenie ani wyniku, ani tym bardziej żałosnej postawy Realu, którego było stać tylko na 5 celnych strzałów. Bramki dla madrytczyków nie padły po składnych akcjach godnych miliardowej kadry, bo takowych nie uświadczyliśmy. Padły po stałych fragmentach gry, konkretnie rzutach rożnych. Jednego strzelił w doliczonym czasie pierwszej połowy Mastantuono wyrównując stan na 1-1, drugiego Gonzalo w doliczonym czasie drugiej połowy wyrównując na 2-2. Real ani przez moment nie prowadził. Sekundy przed końcem zwycięską bramkę dla Albacete strzelił wypożyczony z Olympiakosu Jefté Betancor przy biernej postawie obrony i przede wszystkim Łunina w bramce.

Wstyd, zażenowanie, hańba – to określenia, które od razu cisną się na usta. Znudzeni, sfochowani milionerzy z Madrytu znów myśleli, że mecz sam się wygra. Bez wysiłku, bez zaangażowania, bez intensywności, bez przebojowych akcji i choćby odrobiny jakości piłkarskiej ponad bezproduktywne klepanie wszerz boiska i strzały do gołębi na dachu. Rzecz jasna, rywal się głównie bronił, ale jeśli już organizował kontrę, operował piłką lepiej i szybciej od gości ze stolicy. Realowi zdarzały się już podobne wpadki (przypomnę 0-4 z Alcorcón w sezonie 2009/2010 czy w 2021 roku porażka z trzecioligowym Alcoyano w ostatnim sezonie Zidane’a), ale wczorajsze wydarzenie ma charakter symboliczny. Doskonale obrazuje chaos, jaki panuje w klubie w kwestii zarządzania pionem sportowym. To od lat domena prezesa Florentino Péreza. Dyrektora sportowego nie ma, nikt nie pilnuje porządku, a trener jest marionetką, która ma wystawiać zakupione bez ładu i składu gwiazdy. Stąd bałagan w obronie, brak organizatora gry w miejsce Kroosa, puste prawe skrzydło, za to jest trzech lewoskrzydłowych, bo tak sobie Pérez wymyślił. Jak z tych niedopasowanych klocków zbudować drużynę? Nawet Ancelottiemu się nie udało. Chociaż wygrał dużo pucharów, jego wyniki były mocno ponad stan, wszyscy pamiętamy te kilkunastominutowe zrywy, które odwracały wyniki w źle przygotowanych meczach. Real wygrywał, ale grą nie zachwycał. Teraz już nawet przestał wygrywać. Zatracił swe wartości. To nie tylko kryzys sportowy, lecz kryzys tożsamości. Zanikła etyka pracy. Zamiast ambitnych wojowników ma w składzie gwiazdy medialne, dla których wpis na Instagramie jest ważniejszy niż dobry występ na boisku. Piłkarze nie mają charakteru ani ambicji. Są wyrobnikami za wielkie pieniądze, które inkasują bez względu na prezentowany poziom. Ale to oni, nie trener, są aktywami klubu i dla Péreza będą nietykalni. Dlatego wywalili niewygodnego szkoleniowca, który wymagał ruchu, pressingu, przedstawiał dokładne analizy rywala, wyjaśniał szczegóły taktyki. To za dużo. Ponoć Vinícius Júnior przysypiał na odprawach! Do prostych ludzi trafia tylko prosty komunikat. Grajta co chceta – i jedziemy. Bo przecież jesteśmy Realem Madryt, niech inni się boją. Ale już nikt się nie boi Los Blancos, a ograć ich może nawet outsider z drugiej ligi (niedawno Real grał w outsiderem trzeciej ligi i ledwo wygrał 3-2 po golach Mbappé – bez Francuza i tam by było trudno).

Nastały ciężkie czasy dla madridistas. Nie chodzi o kryzys, bo każda drużyna może mieć gorszy okres, Real też nie zawsze musi wygrywać, nawet jeśli do tego przywykliśmy. Chodzi o totalną degrengoladę kadry, wartości, zarządu, decyzyjności. Chodzi o oddanie władzy rozpieszczonym i rozleniwionym piłkarzom, którzy mają wywalone na to, co stanowi esencję Realu Madryt. Wielu nie dorosło, by być w tym klubie. I to będzie bardzo trudno naprawić bez głębokich zmian kadrowych, które zapewne nie nastąpią. Również w zarządzie. Bo jak wiadomo – ryba psuje się od głowy.

Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: