REAL MADRYT Podsumowanie sezonu 2020/2021

Real Madryt podsumowanie sezon 2020/2021Oto moje krótkie podsumowanie sezonu 2020/2021 w wykonaniu Realu Madryt. Krótkie, bo z powodu pandemii koronawirusa sezon był skrócony, a i pisać nie za bardzo jest o czym. Po raz pierwszy od 11 lat Real Madryt nie zdobył żadnego tytułu – wtedy wyleciał Pellegrini, chociaż w La Lidze ugrał 96 punktów, ale szybko odpadł w Pucharze Króla (1/16) i Lidze Mistrzów (1/8). Teraz Zinédine Zidane sam zrezygnował z funkcji trenera po zakończeniu rozgrywek. To akurat może być impuls do niezbędnych zmian, ale pewna epoka się skończyła. Do sezonu 2020/2021 madrytczycy przystępowali jako mistrz Hiszpanii i chcieli tę koronę utrzymać. Jednak nie dokonano żadnych wzmocnień – z wypożyczenia wrócił jedynie Martin Ødegaard, który miał pełnić ważną rolę w środku pola, jednak nie zdobył zaufania trenera i w poszukiwaniu minut zimą uciekł do Arsenalu. Podobnie trzymany na bocznym torze Luka Jović, który zimą przeniósł się do Eintrachtu. Zubożona kadra była nękana kontuzjami (ponad 60 – fatalna praca sztabu od przygotowania fizycznego), wobec czego Zidane ani razu nie wystawił identycznej jedenastki, zawsze ktoś był niedostępny, czasem nawet większość podstawowej kadry. To żadne usprawiedliwienie dla mizernych wyników, ale na pewno spora niedogodność.

Real w pierwszej fazie rozgrywek grał bardzo słabo, po dwóch porażkach z Szachtarem (!) był o krok od odpadnięcia z Ligi Mistrzów w fazie grupowej, co nigdy się nie zdarzyło. Ostatecznie jednak ogarnął się i dotarł nawet do półfinału, gdzie londyńska Chelsea pokazała Zidane’owi, na czym polega nowoczesny futbol. Podobnie było w La Lidze – Real dwa razy ograł Barcelonę (pierwszy raz od czasów sprzed Guardioli), wygrał z Atlético i Sevillą, ale tracił punkty ze słabeuszami, jak Cádiz, Alavés, Elche czy Getafe. Brak koncentracji czy lekceważenie rywala? Tych punktów zabrakło na finiszu. Królewscy dzielnie walczyli do ostatniej kolejki, ale ostatecznie nie dogonili liderującego niemal od początku Atlético. Tytuł pozostał więc u sąsiada zza miedzy. Przy tylu kontuzjach, z 10 przypadkami koronawirusa, bez ataku i skrzydeł wynik i tak był ponad stan w tych obu rozgrywkach, ale gabloty pozostały puste. Teraz przejdźmy do szczegółów.

TROFEA
Nie było żadnych.

TRANSFERY
Nie było żadnych, a powrót z wypożyczenia Martina Ødegaarda okazał się błędem (także z winy zawodnika, który nie pokazywał tego, co w Realu Sociedad, i chyba nie był gotowy na rywalizację w Madrycie).

LA LIGA – LIGA HISZPAŃSKA
Real zajął drugie miejsce ze stratą tylko 2 punktów do Atlético, co zważywszy na okoliczności można uznać za sukces. Ale dla Realu liczy się tylko wygrywanie, więc ten wynik ponad stan nie daje nic poza drobną satysfakcją, że Madryt znów jest wyżej niż Barcelona.

La Liga 2020/2021
Z R P Punkty Bramki
1.  Atlético 26 8 4 86 67 – 25
2.  Real Madryt 25 9 4 86 67 – 28
3.  Barcelona 24 7 7 79 85 – 38
4.  Sevilla 24 5 9 77 53 – 33
5.  Real Sociedad 17 11 10 62 59 – 38
6.  Betis 17 10 11 61 50 – 50
7.  Villarreal 15 13 10 58 60 – 44
8.  Celta 14 11 13 53 55 – 57
9.  Granada 13 7 18 46 47 – 65
10.  Athletic 11 13 14 46 46 – 42
11.  Osasuna 11 11 16 44 37 – 48
12.  Cádiz 11 11 16 44 36 – 58
13.  Valencia 10 13 15 43 50 – 53
14.  Levante 9 14 15 41 46 – 57
15.  Getafe 9 11 18 38 28 – 43
16.  Alavés 9 11 18 38 36 – 57
17.  Elche 8 12 18 36 34 – 55
18.  Huesca 7 13 18 34 34 – 53
19.  Real Valladolid 5 16 17 31 34 – 57
20.  Eibar 6 12 20 30 29 – 52
Pichichi – król strzelców Gole
1. Lionel Messi (Barcelona) 30
2. Karim Benzema (Real Madryt) 23
2. Gerard Moreno (Villarreal) 23
4. Luis Suárez (Atlético) 21
5. Youssef En-Nesyri (Sevilla) 18
6. Alexander Isak (Real Sociedad) 17
Asysty
1. Iago Aspas (Celta) 13
2. Marcos llorente (Atlético) 11
3. Yannick Carrasco (Atlético) 10
3. Toni Kroos (Real Madryt) 10
Zamora – najlepszy bramkarz
1. Jan Oblak (Atlético) 0,66

COPA DEL REY – PUCHAR KRÓLA
Tutaj totalna kompromitacja – Real przegrał już w pierwszym meczu z trzecioligowym Alcoyano, co Zidane skwitował stwierdzeniem, że to żaden wstyd. Otóż to wielki wstyd, bo chociaż zagrali rezerwowi, powinni byli poradzić sobie znacznie lepiej. Do tego rywal długo grał w dziesiątkę, co i tak wystarczyło na wstydliwie grający Real.

SUPERPUCHAR HISZPANII
Rok temu udało się wygrać, teraz Królewscy odpadli już w pierwszym meczu – ulegli 1:2 w meczu z Athletic. Ostatecznie to Baskowie wygrali Superpuchar pokonując w finale Barcelonę.

CHAMPIONS LEAGUE – LIGA MISTRZÓW
Tutaj była całkowita huśtawka nastrojów doskonale oddająca to, co się działo z Realem w tym sezonie. Na otwarcie porażka u siebie z rezerwami Szachtara Donieck (losowanego z ostatniego koszyka). Potem wywalczony rzutem na taśmę remis z Borussią Mönchengladbach i dwa mecze z Interem o być albo nie być. Real wygrał oba, by zaraz potem znów przegrać z Szachtarem. Przed ostatnią kolejką Real był na 3 miejscu i dopiero zwycięstwo z Borussią oraz korzystny wynik w drugim spotkaniu pozwolił wyjść z grupy, i to z pierwszego miejsca. Happy end nie oznaczał, że były to dobre mecze. Potem dwie wygrane z Atalantą i wreszcie najlepszy mecz – 3-1 z będącym w dołu Liverpoolem, w którym dwa gole strzelił Vinícius Júnior. Nie, to nie pomyłka – Brazylijczyk dwa razy trafił w bramkę i strzelił dwa gole w jednym meczu. Cud. Madrytczykom udało się uniknąć trudnych rywali (PSG, City, Bayern) i osiągnęli wynik ponad stan, lecz cudu już nie było w półfinale, gdzie dynamiczna i poukładana przez wyrzuconego z PSG Tuchela Chelsea pokazała Realowi miejsce w szeregu. Nie było żadnych wątpliwości, kto jest lepszy i kto zasłużył na finał.

BOHATER (Plus sezonu)
Tu zwykle wybieram najlepszego zawodnika, lecz trudno jednego wskazać, dlatego podkreślę zasługi wybranego piłkarza w każdej formacji. Gdybym miał wskazać jedną osobę, byłby to Thibaut Courtois, który ponownie dokonywał cudów w bramce utrzymując Real w walce o trofea. Absolutny mistrz, chociaż trofeo Zamora tym razem wygrał Jan Oblak – puścił o 3 gole mniej, bo też Atlético miało obronę lepszą niż Real. W formacji defensywnej Éder Militão. Najdroższy transfer (za 50 mln €) drugi rok grzał ławę, bo przecież Zizou gra swoimi i pewne miejsce obok Ramosa miał zawsze wystrachany Raphaël Varane. Jednak kontuzje obu panów zdziesiątkowały tę formację i Zidane nie miał wyjścia, wpuścił Portugalczyka, a ten czapką nakrył wszystkich kolegów. Zamiast kisić piłkarzy na ławie, czasem wystarczy im zaufać. Warto tutaj też wymienić Lucasa Vázqueza, który przed kontuzją z konieczności grał na obronie lub na wahadle, i spisywał się tam całkiem nieźle. Z przodu pewnego poziomu nie przeskoczy, ale jego zaangażowanie jest godne pochwały. Szkoda, że mu woda sodowa uderzyła do głowy i domaga się sporej podwyżki w nowym kontrakcie. Wśród pomocników nic nowego – niemal wszystko grało ulubione trio trenera czyli CKM. Tutaj szacunek dla 35-letniego Modricia, ale jeszcze większy dla Casemiro. To gracz dość toporny, typowy przecinak bez rozegrania, ale przejmuje dużo piłek, jest nie do zdarcia i ma nosa do bramek – z liczbą 7 goli był drugim strzelcem Realu Madryt. Jakie to wystawia świadectwo napastnikom to chyba nie muszę mówić. Z napastników jak zwykle na wysokości zadania stanął Karim Benzema. Karim nigdy nie da liczb Lewandowskiego, 30 bramek to jego sufit, ale jako jedyny strzela je regularnie, nie mając żadnej pomocy. Chapeu bas.

ROZCZAROWANIE (Minus sezonu)
Tu też trudno wybrać jednego piłkarza, bo co najmniej kilku zasługuje na szczególne wyróżnienie. Łatwo wskazać na Edena Hazarda, który w drugim roku grał jeszcze mniej niż w pierwszym, ale to wynik niezaleczonej kontuzji. Belg nie był sobą, nawet gdy się pojawiał na murawie, brakowało mu odwagi i przebojowości, a teraz głośno o tym, że chce odejść. Nie dźwignął mentalnie gry w Realu Madryt. Jednak jest kilku większych antybohaterów. W obronie na pewno Raphaël Varane. Niepewny, bojaźliwy, na trzęsących się nogach, gdy tylko widzi biegnącego przeciwnika. Od dwóch lat bez formy. Podobno ma odejść, wypada trzymać kciuki, by ktoś go kupił. W obronie przebija go Marcelo. Legenda Realu, lecz dawno wyblakła. Każdy mecz z Brazylijczykiem to potencjalna strata punktów. W obronie nie nadąża, w ofensywie nic nie daje. Pora zejść ze sceny. Wśród pomocników podobny status ma Isco. Ociężały, leniwy, uwikłany w niepotrzebne dryblingi, kółeczka. Każde jego wejście to czas stracony, jednak Zidane uparcie wstawiał go częściej niż Ødegaarda, więc Norweg spakował manatki i uciekł do Arsenalu. I na koniec formacja ofensywna. Chaotyczny Vinícius Júnior, który po trzech latach dalej niewiele potrafi, strzela do gołębi, zagrywa niedokładnie i zatracił swój główny atut – drybling na szybkości. Pod skrzydłami Zizou stał się bojaźliwy, nie ryzykuje, woli wycofać piłkę. Ale to nic w porównaniu do mojego idola. Marco Asensio. Bardziej daremnego, bezpłciowego zawodnika nie ma z przodu. Może jeszcze Mariano, ale tu brakuje warsztatu, nie psychiki, poza tym Mariano jako trzeci napastnik wchodzi rzadko, więc i robi niewiele. Asensio z kolei grał non stop, chociaż trudno było zauważyć, że jest na boisku. Zero dryblingu, zero prób, zero ryzyka, zagrania głównie do tyłu, nawet po jego świetnych uderzeniach nie ma śladu. Piłkarz na Castillę, nie na Real Madryt. Najlepsze podsumowanie napastników Realu to zestawienie ich osiągnięć z liczbami wypchanego do Tottenhamu, znienawidzonego w Madrycie Garetha Bale’a. Walijczyk grał rzadko, ale strzelił tam 16 bramek – to mniej więcej tyle, co Vinícius, Rodrygo, Asensio i Mariano razem wzięci. Przednia formacja Los Blancos to żart. Kapiszony, nie strzelcy. Real Madryt w minionym sezonie zdobył 88 goli. 88! Cztery lata temu, gdy Zidane wygrywał mistrzostwo, na liczniku były173 bramki. Dwa razy tyle. Więcej nie trzeba dodawać.

PODSUMOWANIE
Zinedine Zidane Real Madryt koniec 2021Zidane ma wiele zalet, ale nigdy nie byłem zwolennikiem jego filozofii cierpienia (bo przecież to nie Real powinien cierpieć, tylko jego rywale, zwłaszcza w Madrycie) i braku intensywności (ile razy można o tym słuchać – trener musi wymóc tę intensywność). Real Zidane’a wyglądał na starą, zmęczoną drużynę, nie było tam życia, błysku, magii, nawet od strony rzemieślniczej tak sobie, bo często niedbałe zagrania, proste straty, rzadko pressing, niemal zero podań prostopadłych, które rozbijają zabetonowanego rywala. Często odpuszczona pierwsza połowa, dopiero potem jaśnie panowie brali się do roboty. Oglądając Real trudno było odnieść wrażenie, że im zależy, że im się chce. Nawet ostatni mecz Real musiał wygrać, a do 85 minuty przegrywał, spotkanie wyglądało, jakby grały drużyny z 10 miejsca, a nie kandydat na mistrza z finalistą Ligi Europy. Tak się nie da wygrać trofeów. Drużyna się mobilizowała na Barcelonę czy innych silnych, a odpuszczała mecze z ogórkami. To trener wymyśla taktykę, to trener motywuje, to trener uczy schematów gry. Nic takiego nie funkcjonowało w Madrycie. Wypalonym weteranom się nie chciało, a młodych gniewnych Zidane nie wpuszczał na boisko. Dopiero w ostatnich meczach, gdy już nie było kim grać z powodu kontuzji, wtedy się okazało, że ci pomijani też dają radę. Nie można winić Zizou za wszystko co złe, ale popełnił zbyt wiele błędów, bez których była realna szansa na La Ligę. Zabrakło tylko dwóch punktów. Może to jednak lepiej i odejście Zidane’a przyspieszy proces zmian, których już nie można odkładać? Barcelona miała gorszą sytuację, większe problemy i założyła nawet sezon bez trofeów (ostatecznie wygrała Puchar Króla), ale przynajmniej wprowadziła zmiany i ogrywała młodych, tymczasem Real zostaje bez trofeów, bez trenera i bez wprowadzonych nowych zawodników. To jednak problemy na przyszły sezon. Ten miniony się nie udał.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: