BARRENS
Barrens
2012, USA, Kanada
horror, reż. Darren Lynn Bousman





Dobrze żarło i zdechło – to najkrótszy komenatrz po obejrzeniu Barrens. Film zapowiadał się nieźle, stopniowo budował klimat grozy, ale drewniana gra głównego aktora (Stephen Moyer) i brak logiki scenariusza zepsuły niezłe wrażenie. O efektach specjalnych nie wspomnę, bo to niskobudżetówka, ale rzeczywiście mogli się znacznie lepiej postarać, bo finał bardziej śmieszy niż straszy, ale przynajmniej zaskakuje i to jedyna tak naprawdę zaleta tego filmu. Fabuła stara jak świat – ojciec zabiera żonę i dwójkę dzieci na weekendowy wypad na łono natury. Taki wyjazd zwykle pozwala uczestnikom zbliżyć się do siebie i polepszyć stosunki wewnątrz rodziny (które nie mogą być najlepsze, skoro w domu jest nastolatka), ale gdy ojciec zabiera córce telefon komórkowy, od razu wiadomo, że na miły weekend nie ma szans. Później następuje seria dziwnych wydarzeń (napotykają okaleczone zwierzęta, z pobliskiego pola namiotowego znika student), a grozę potęguje tajemnicza opowieść o mitycznym stworzeniu żyjącym w okolicznych lasach. Na domiar złego pogryziony przez wściekłego psa ojciec czuje się coraz gorzej, a jego zachowanie jest dalekie od normalności…
Akcja nie jest szybka, ale brak tempa nie jest problemem Barrens gdyż fabuła przedstawiona jest w całkiem znośny sposób, nawet dialogi specjalnie nie męczą. Niestety mocno przerysowano delirium bohatera, co zdecydowanie odbiera filmowi realizmu, podobnie jak wspomniany wcześniej brak logiki i spójności wydarzeń. Darren Lynn Bousman ma na koncie m.in. 3 części Piły, niezły Powrót zła, a także pokręcony 11-11-11 Liczba przeznaczenia, do którego napisał też scenariusz. Podobnie jak do Barrens. Chyba jednak reżyseria wychodzi mu lepiej. Omawiany film nie wciąga widza ani nie pozwala sympatyzować z żadną postacią. Zaskakuje niezłą końcówką (od strony fabularnej, nie technicznej), ale i tak zostawia widza bez odpowiedzi na powstałe w czasie seansu wątpliwości. Od biedy można obejrzeć, ale niekoniecznie.
Akcja nie jest szybka, ale brak tempa nie jest problemem Barrens gdyż fabuła przedstawiona jest w całkiem znośny sposób, nawet dialogi specjalnie nie męczą. Niestety mocno przerysowano delirium bohatera, co zdecydowanie odbiera filmowi realizmu, podobnie jak wspomniany wcześniej brak logiki i spójności wydarzeń. Darren Lynn Bousman ma na koncie m.in. 3 części Piły, niezły Powrót zła, a także pokręcony 11-11-11 Liczba przeznaczenia, do którego napisał też scenariusz. Podobnie jak do Barrens. Chyba jednak reżyseria wychodzi mu lepiej. Omawiany film nie wciąga widza ani nie pozwala sympatyzować z żadną postacią. Zaskakuje niezłą końcówką (od strony fabularnej, nie technicznej), ale i tak zostawia widza bez odpowiedzi na powstałe w czasie seansu wątpliwości. Od biedy można obejrzeć, ale niekoniecznie.
