DIVERGENT SERIES: ALLEGIANT Seria Niezgodna: Wierna

Allegiant Seria Niezgodna Wierna recenzja SchwentkeDIVERGENT SERIES: ALLEGIANT
Seria Niezgodna: Wierna
2016, USA
sci-fi, reż. Robert Schwentke

Ciągnięte na siłę i pozbawione sensu adaptacje futurystycznych książek dla nastolatków do tego stopnia mnie znudziły, że już staram się nie chodzić do kina i czekać na premiery DVD. Kino domowe to lepsze kino, nikt nie żre popcornu i nie psuje klimatu. Tylko o jakim tu klimacie mowa, gdy twórcom brakuje pomysłów, a lista fabularnych absurdów byłaby dluższa od samego filmu? Ważne, by tak zamotać widza, by ten nawet nie zadawał pytań o sens i logikę. Facebookowa generacja i tak łyknie wszystko, prawda? Tak więc trzecia odsłona serii Niezgodna (co obowiązkowo zaznaczono w tytule, bo jeszcze by się ktoś nie domyślił) i zapewne nie ostatnia (bo przecież jest moda na rozdzielanie ostatniego rozdziału trylogii, sztuczne rozciągnięcie go na dwa filmy i dwukrotne sięgnięcie do kieszeni widza) stawia recenzenta w niezręcznej sytuacji. Bo niby wszystko jest na miejscu, a nic się nie zgadza. Zamiast odpowiedzi mamy jeszcze więcej pytań. Bohaterowie przekraczają mury, ruszają w nieznane i co chwila rozbijają się o głupotę scenarzystów. Tu już nawet nie chodzi o książkę Veroniki Roth, bo wydarzenia z filmu są bardzo odległe od literackiego pierwowzoru – trudno powiedzieć, czy to jeszcze ekranizacja, czy tylko luźne dywagacje na temat powieści. Już recenzując poprzednią odsłonę przygód Tris (film Zbuntowana, bez informacji o nazwie serii) pisałem, że twórcy tak wszystko pogmatwali, że będą się musieli sporo nabiedzić, by to sensownie poskładać i w miarę trzymać się zamysłu pani Roth. Okazało się, że poszli w drugą stronę i w ogóle się nie przejmują autorką. Gmatwają dalej, do tego pozbawiają bohaterów rozumu (np. stoją na murze pod obstrzałem i czekają, aż zostaną trafieni lub wikłają się w intrygę, którą dostrzega nawet średnio rozgarnięty człowiek), zaś fabułę wiarygodności (tu pada zwykły deszcz, a obok czerwony;  jednych trzeba odkazić, innych już nie; dyrektor kontroluje wszystko, ale nie kontroluje nic; osłonę oddzielającą światy i prawdę od fikcji niszczy jeden niewielki statek powietrzny; wszystko jest w pełni zautomatyzowane, ale latająca maszyna po zabiciu pilota pikuje w dół, itd. – jak pisałem, lista absurdów byłaby dłuższa od filmu).
Najpierw była Niezgodna – film nie był pozbawiony wad lecz oferował jakiś pomysł, podział na frakcje, walkę o pewną ideę, miał spójny przekaz i pewną aurę tajemniczości. Potem nadeszła kontynuacja – Zbuntowana to już inne kino, więcej tu akcji, walki prowadzącej ostatecznie do naiwnego finału, który jednak zostawia zaintrygowanego widza z niedopowiedzeniem i pytaniem: co dalej, co jest za murem? I w trzeciej części widzimy, że za murem jest jeszcze gorzej. Sens opowieści sypie się jak domek z kart. Znika tajemnica, zostaje pustka. Panuje chaos fabularny, masa wydarzeń przedstawiona jest po łebkach, bez spójności, wszystko przekombinowane, efekty specjalne nie robią wrażenia (nie są lepsze niż wcześniej, wręcz przeciwnie, na ogólnych planach widać komputerową sztuczność), a aktorzy nawet nie starają się, by poprawić złe wrażenie (Naomi Watts wypada blado w roli nowej władczyni, sztywny Jeff Daniels to parodia grania, nawet między dwójką głównych bohaterów brakuje chemii, chociaż obściskują się i całują nadzwyczaj często). Niestety nic nie ratuje tego filmu. Guma do żucia dla oczu. Stracony czas. A to niestety nie koniec trylogii – bo kto powiedział, że trylogia ma mieć tylko trzy części? Może ostatnia odsłona powinna nosić tytuł Niepotrzebna? Byłby niezwykle trafny…

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: