DEMOLITION Destrukcja

Demolition Destrukcja recenzja Vallee GyllenhaalDEMOLITION
Destrukcja
2015, USA
dramat, komedia, reż. Jean-Marc Vallée

Jean-Marc Vallée to ostatnio całkiem modny reżyser. Jego filmy charakteryzuje specyficzny klimat i poruszająca tematyka. Witaj w klubie opisywał walkę chorego na AIDS o równy dla wszystkich dostęp do taniej terapii, skutecznie hamowany przez firmy farmaceutyczne. Dzika droga obrazuje jedną z form dochodzenia do siebie i szukania sensu życia poprzez kontakt z przyrodą i wędrówkę po USA. Z kolei najnowszy film Destrukcja to osobliwe studium ludzkiej natury na przykładzie Davisa, który musi się pozbierać po stracie żony w wypadku samochodowym. W takich sytuacjach każdy reaguje inaczej, a nasz bohater (brawurowo odegrany przez Jake’a Gyllenhaala) odnajduje przyjemność w demontażu otaczających go przedmiotów. Dialogi są dość oszczędne, a o uczuciach Davida dowiadujemy się z listów, które w ramach reklamacji pisze do fabryki automatów z batonikami. To jego forma odreagowania. Z czasem staje się nieprzyjemny dla otoczenia i uciążliwy dla teścia (który jest zarazem jego przełożonym w pracy), a jedyną powiernicą jego duszy zostaje zaintrygowana listami pani z biura obsługi klienta (Naomi Watts). Między tym dwojgiem rodzi się specyficzna więź. Tyle w skrócie, dalsze opisywanie meandrów scenariusza mija się z celem. Resztę warto zobaczyć, bo facet jest mocno pokręcony, jego zachowania zaskakują i stanowią paliwo napędowe opowieści.
Jest kilka aspektów, o których jeszcze warto wspomnieć lub je podkreślić. Pierwszy to Jake Gyllenhaal. Zagrał kapitalnie i to już kolejna jego kreacja, w której tak dobrze wypada. Ma facet nie tylko talent aktorski, lecz także nosa do wybierania odpowiednich scenariuszy. Ostatnie produkcje z jego udziałem (Bogowie ulicy, Labirynt, Wolny strzelec) to same strzały w dziesiątkę. Drugi to sama historia, bowiem film, jak to zwykle u Jean-Marca Vallée, skłania do przemyśleń. Dlaczego bohater tak dziwnie się zachowuje? Nie pokazuje emocji, chowa się pod pancerzem obojętności, a bardziej niż śmierć żony wydaje się przeżywać wadliwy automat, który nie wydał mu batonika. Czy to tylko szok po stracie ukochanej? Czy raczej emocjonalna pustka pozornie ułożonego życia u boku pozornie kochanej żony kieruje bohatera na ścieżkę chaosu i destrukcji? Stąd jego fascynacja demolowaniem relacji z ludźmi oraz przedmiotów, a w końcu nawet własnego domu, co jest już chyba zbyt daleko posuniętą metaforą. Tak czy inaczej podczas seansu nie sposób się nudzić, reżyser bawi się formą, umiejętnie balansuje między dramatem a komedią, funduje liczne retrospekcje oraz zwroty akcji. W drugiej połowie tajemniczy klimat wyparowuje i mamy już totalną jazdę bez trzymanki, chwilami mocno przegiętą, ale to też ma swój urok. Poza bohaterem, bo wyzuty z emocji David ma wszystko w nosie. A przynajmniej chce sprawiać takie wrażenie. Robi to całkiem przekonująco.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: