HOBO WITH A SHOTGUN Włóczęga ze strzelbą

Hobo with Shotgun Włóczęga strzelbą recenzja Rutger HauerHOBO WITH A SHOTGUN
Włóczęga ze strzelbą

2011, Kanada, USA
akcja, reż. Jason Eisener

To mi dopiero zabił ćwieka Jason Eisener swoim pełnometrażowym debiutem. Dlaczego? Bo choć lubię obie części Grindhouse: Death Proof Tarantino i Planet Terror Rodrigueza, a jego Maczetę wręcz uwielbiam, to jednak po obejrzeniu Włóczęgi ze strzelbą mam mocno mieszane uczucia. Niby ta sama konwencja, a jednak nie to samo. Czegoś brakuje – może właśnie szlifu dwóch doświadczonych kolegów? Nie bez powodu są uznawani za kultowych twórców. Eisener dopiero wchodzi na tę ścieżkę, ale wchodzi z hukiem i bez kompleksów. O fabule nie ma się co rozpisywać – zdradza ją już sam tytuł: w sterroryzowanym mieście rządzonym przez psychopatę Drake’a, gdzie nawet policjanci są zastraszeni i skorumpowani, bezdomny włóczęga kupuje strzelbę i postanawia zaprowadzić porządek. I tyle. Pamiętacie Życzenie śmierci z Bronsonem? Tylko tamten film był robiony na poważnie. Tutaj facet biega więc sobie po mieście i bez problemu wykańcza kolejnych złoczyńców. Fanom klimatu grindhouse powinno się podobać. Jak ktoś nie czuje bluesa to nawet niech nie próbuje oglądać. To jest kino dla wtajemniczonych. Ono z założenia ma być mało realistyczne, przerysowane, tandetne, groteskowe i pełne absurdu. Nie wolno brać tego na poważnie. Problem widzę gdzie indziej – przyjmując takie założenia możemy akceptować każdą szmirę i pod hasłem „grindhouse” wychwalać totalne gnioty. A jak odróżnić gniota od dzieła, skoro o gustach się nie dyskutuje? Oto jest pytanie. Otóż uważam, że o gustach się jak najbardziej dyskutuje. Z jakichś powodów przyjęto na świecie pewne kanony. Wielbicielowi Beethovena trudno się będzie dogadać z fanem AC/DC, ale każdy z nich ma prawo lubić co innego. Tylko dyskutując będzie potrzebował konkretnych argumentów. Wracając do filmu – jakie są (poza ogólnymi odczuciami) argumenty za, a jakie przeciw? Argument za to na pewno odtwarzający główną rolę Rutger Hauer, kiedyś gwiazdor kina akcji, ostatnimi czasy kompletnie zapomniany i zepchnięty do miernych produkcji. To może nie jest powrót pełną gębą, ale jego kreacja jest dobra i warta odnotowania. Nikogo więcej nie sposób zapamiętać. Jeśli zaś chodzi o ilość przemocy na ekranie, to moim zdaniem autor mocno przesadził. Urywane głowy, dzieciaki spalone w autobusie, palenie matki z dzieckiem, hektolitry krwi – celowe przerysowanie, żeby tego nie brać na poważnie? Jak najbardziej, ale miałem stałe wrażenie przesytu. Pominę kwestię fabuły, że całe miasto jest kompletnie bezradne wobec jednego faceta ze spluwą. Nawet w absurdzie potrzebny jest umiar. Nie podobał mi się cieniutki finał opowieści, którego z wiadomych przyczyn nie zdradzę, więc na tym stwierdzeniu poprzestanę. Tak czy inaczej film Eisenera warto obejrzeć, ale tylko jeśli ktoś lubi takie klimaty. Jak pisałem wcześniej – dla czujących bluesa….
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: