DREDD

Dredd Karl Urban recenzjaDREDD
Dredd 3D

2012, USA
sci-fi, akcja, reż. Pete Travis

O ocenie filmu bardzo często decyduje właściwe nastawienie. Kłania się teoria ogórka i dżemu, o której pisałem komentując film Człowiek na krawędzi. Tak samo jest z filmem Dredd, opowiadającym o egzekwowaniu prawa w zdegenerowanym mieście przyszłości. Ponieważ panuje ostatnio moda na odgrzewanie starych kotletów, spodziewałem się, że Dredd będzie to remake filmu z Sylvestrem Stallone z 1995 roku. Nie był to film udany. Naciągana do granic możliwości fabuła, nadęte i pretensjonalne dialogi oraz idiotyczny Rob Schneider, który pasował tam jak kwiatek do kożucha. Tymczasem Alex Garland napisał całkiem nowy scenariusz, a Pete Travis znakomicie przenióśł wszystko na ekran. Jest to więc raczej reboot komiksowej postaci niż remake starego filmu. John Wagner, który w 1977 roku stworzył postać Dredda, może być naprawdę zadowolony z tej ekranizacji. Sędzia Dredd grany przez Karla Urbana, który ani na moment nie odsłania twarzy (widzimy tylko jego zaciśnięte usta, żywcem skopiowane od Stallone’a), jest dokładnie taki, jaki powinien być stróż prawa w mieście bezprawia. Mega City One to ogromna metropolia, powstała z połączenia wielu miast w świecie przyszłości. Prawo egzekwują tu sędziowie – oni decydują o życiu i śmierci, a wyroki zapadają natychmiast. Najbardziej bezwzględnym wobec bandytów jest właśnie Dredd. Gdy podejmuje interwencję w gmachu opanowanym przez handlarzy narkotyków, nie wie, że został zwabiony w pułapkę. Władająca budynkiem szefowa lokalnej mafii, okrutna Ma-Ma, nie zamierza wypuścić go żywcem. Tym bardziej, że właśnie wprowadziła na rynek nowy, potężny narkotyk o nazwie „slo-mo”, zwalniający stukrotnie pracę mózgu. W tej morderczej walce Dredd jest zdany na siebie i towarzyszącą mu młodą rekrutkę.
   Tyle na temat fabuły, jakże odmiennej od tej z 1995 roku. Czy jest oryginalna? Trudno powiedzieć, bo za bardzo przypomina tę z kultowego już, indonezyjskiego filmu Raid, który miał premierę kilka miesięcy wcześniej (co wcale nie musi oznaczać, że scenariusz czy zdjęcia powstały wcześniej). Nie podejmuję się rozsądzać, kto kogo kopiował. Lubię oba filmy i traktuję je jako odmienne produkty, chociaż Raid przy produkcji Travisa wygląda jak ubogi krewny. Dredd ma wszystko to, czego zabrakło filmowi ze Stallonem. Prosta, minimalistyczna fabuła, bez zbędnych dywagacji moralnych i nadmiernie rozbudowanych wątków; znakomity ponury i klaustrofobiczny klimat opowieści; odpowiednie stopniowanie napięcia; aura tajemniczości wokół głównego bohatera (brak osobistych wycieczek, nie dowiadujemy się niczego o przeszłości Dredda, charakteryzują go wyłącznie jego czyny); świetna, realistyczna, obskurna scenografia (jest brud i syf, taki jak powinien być), bez niepotrzebnych tandeciarskich efektów; niezłe aktorstwo, zwłaszcza rola Urbana po prostu wymiata. Jego sędzia Dredd przeraża i zarazem budzi respekt. Nastrój filmu potęguje dobrze dobrana, industrialna muzyka, która po mistrzowsku komponuje się z obrazem. Jednym słowem dostaliśmy bezkompromisowy, mocny i brutalny film, dokładnie taki, jak jego bohater.
   Czy jest coś, co mi się nie podobało? Owszem. Denerwowały mnie niepotrzebne w takiej ilości spowolnienia obrazu – np. ponad pół minuty pokazywany jeden ruch ręki rozbryzgujący wodę w wannie. Oczywiście tłumaczy to wspomniany slo-mo, który spowalnia pracę mózgu, ale nie trzeba było tego tak akcentować. Technika slow motion w nadmiarze po prostu irytuje, zwłaszcza w krótkim filmie z dynamiczną akcją. Technika 3D równiez nie powala, a przecież właśnie temu służyły opisane efekty. Dziwi też zbyt długa reakcja sędziów, którzy nie przybyli z odsieczą swojemu koledze, ale to już naprawdę drobiazgi. Generalnie jest to świetne kino akcji, mimo niewielkich nakładów finansowych naprawdę dobrze zrobione, znakomicie zagrane i trzymające w napięciu do samego końca. Nawet obowiązkowy happy end nie przeszkadza, bo taka jest konwencja. Jeśli tylko się z nią zgodzicie, będzie się naprawdę dobrze bawić.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: