REAL-BARCELONA 0-3 La Liga adiós…

Real-Barcelona 0-3 el clasico la liga 2017/2018O okolicznościach starcia Realu z Barcelona napisałem wszystko wczoraj w artykule Na dobę przed El Clásico. Wiadomo, że przy 11 punktach straty do rywala dla Realu to starcie o pozostanie w walce o mistrzostwo Hiszpanii. Dla madrytczyków wchodziło w grę tylko zwycięstwo, a na Bernabéu przyjechała drużyna niepokonana w tym sezonie w La Lidze. Zresztą bez względu na sytuację w tabeli Klasyk to zawsze Klasyk i jego wygranie to nie tylko punkty, lecz także prestiż i rozgłos plus zastrzyk energii na dalszą część sezonu. Dowód, że coś robisz dobrze, lub nie do końca. I z takim nastawieniem Królewscy, świeżo upieczeni mistrzowie świata, podjęli dziś Katalończyków. Ale tytuły nic nie pomagają – swoją przewagę trzeba udokumentować na boisku. Dziś w Madrycie zrobiła to Barcelona kończąc dyskusję, kto jest lepszy. Real ma tytuły, ale Blaugrana ma lepszą drużynę. I trzeba to zaakceptować, bez względu na alternatywną rzeczywistość, jaką stwarza swoimi wypowiedziami Zinédine Zidane. Smutne święta dla madridistas, a „temperatura” w Madrycie spadła o kolejne 3 stopnie, już do -14.

Co się działo w stolicy Hiszpanii? Real ruszył z animuszem i najpierw był gol Ronaldo w 2. minucie ze spalonego, potem kiks Portugalczyka w idealnej sytuacji, były dwie świetne okazje Paulinho, gdy świetnie interweniował Navas, w odpowiedzi ter Stegen cudem obronił uderzenie CR7, a w 42 minucie po raz pierwszy i jedyny pokazał się Benzema uderzając w słupek. Pierwsza połowa ze zdecydowaną przewagą Realu, ale to się nie przekładało na okazje bramkowe, było ich za mało. Ale to nie nowina, że madrytczycy mają w tym sezonie problem ze strzelaniem goli.

Po zmianie stron grała już tylko Barcelona, za którą po prostu nie nadążąli madryccy emeryci. Akcja za akcją, strzał za strzałem, pełna kontrola wydarzeń boiskowych. Pierwsze uderzenie Suáreza jeszcze wybronił Navas, ale w 54. minucie był bezradny, gdy Urugwajczyk wykończył świetną kontrę gości. Potem kolejna okazja i wreszcie idiotyczny, chamski faul Ramosa (atak na twarz zawodnika), za który powinien wylecieć z boiska. Kapitanowi zbyt często odcina prąd w mózgu, nie wytrzymuje presji ważnych meczów, ale to też żadna nowina. Po golu gra Realu posypała się zupełnie, a francuski „trener roku” nie miał planu B. W 63. minucie znów świetna akcja Katalończyków, strzał Suáreza broni Keylor, ale dobitkę wybija ręką z bramki Carvajal. Czerwona kartka, rzut karny i Messi strzela swojego 25. gola w Klasykach. Koniec tematu. Real w 10-tkę nie ogra Barcelony, skoro w 11-tkę nic nie potrafił zrobić. Nie pomogły zmiany Zidane’a – były zbyt późne. Owszem, gdy wszedł Bale i Asensio, akcje były szybsze i siła rażenia Realu teoretycznie wzrosła, bo wcześniej Królewscy oddali raptem 2 celne strzały (Barcelona 7), ale to niewiele dało. Bale i Ramos nawet mieli okazje, ale wyniku nie zmienili. Zmienił go Vidal w 93 minucie wbijając ostatni gwóźdź do trumny ekipy Zidane’a. Ekipy, która przecież w tym roku kalendarzowym wygrała 5 trofeów! I spoczęła na laurach. Czas pewnych piłkarzy w Madrycie dobiegł końca. Im szybciej to sobie uświadomią decydenci, tym szybciej jest szansa przywrócić królewski klub na właściwe tory. Pierwszy musi to zrozumieć Zidane. Albo jak najszybciej odejść z posady.

Madrytczykom brak pomysłu, gry na jeden kontakt, umiejętności zaskoczenia rywala, wszystko jest rozgrywane za wolno, kontry są wstrzymywane, bo nie ma kto ich przeprowadzać, i tak dalej. Szkoda pisać, bo powtarzam to po każdym meczu. Już po derbach Madrytu  pisałem, że jest po lidze (a po remisie w Bilbao analizowałem dlaczego), ale należało czekać do Klasyku. Teraz mecz z Barceloną pokazał wyraźnie, kto jest lepszy. Nie Real. Real ma tytuły, Barcelona ma drużynę – zgraną i przebojową, lepszą technicznie, ruchliwą i skuteczną. Drużynę, która pewnym krokiem zmierza po kolejne mistrzostwo Hiszpanii i właśnie wygrała w Madrycie trzeci mecz ligowy z rzędu. A Zidane niech dalej żyje we własnym świecie i udaje, że nic się nie stało.

Szkoda, że takim upokorzeniem – bo przegrana u siebie trzema bramkami jest upokorzeniem – kończy się 2017. rok, mimo wszystko najlepszy w historii klubu. Barcelona wygrała na zupełnym luzie, nawet się zbytnio nie wysilając. Nie musiała. Jeśli Real chce jeszcze cokolwiek wygrać, potrzebne są wielkie zmiany. Nie kosmetyczne – wielkie. I to już, bo największy rywal daleko odjechał, a niedługo będzie jeszcze mocniejszy.


Plus meczu: Navas
Minus meczu: Benzema, Kroos, Ramos, Carvajal

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: