BOSS Szefowa

Boss Szefowa recenzja Melissa McCarthy Kristen BellBOSS
Szefowa
2016, USA
komedia, reż. Ben Falcone

Michelle Darnell to prawdziwy rekin biznesu, jest popularna i bogata. Swoim show potrafi zapełnić stadion i zgromadzić miliony widzów przed ekranem telewizora. Jednak każdy sukces ma swoją cenę. Wychowana w sierocińcu kobieta nie ceni wartości rodzinnych, ludzi traktuje przedmiotowo i trzyma na dystans, a partnerów oszukuje. Lista jej wrogów rośnie i na skutek intrygi jednego z nich nielubiana bizneswoman trafia na 5 miesięcy do więzienia. Traci cały majątek, lecz po wyjściu chce szybko odzyskać swą pozycję. Dla bankrutki bez przyjaciół u boku nie jest to takie proste. Kobieta dostanie prawdziwą lekcję życia. Pytanie, czy zechce z niej skorzystać. Tak przedstawia się fabuła drugiego filmu pana Falcone.
Ben Falcone to prywatnie mąż Melissy McCarthy, nie dziwi więc, że ta aktorka gra w każdym filmie, który napisał lub wyreżyserował. Tutaj również. Małżonkowie razem napisali scenariusz, więc chyba ich naprawdę śmieszą obsceniczne teksty o obciąganiu czy waginie jak portmonetka z atłasu i równie wulgarne kadry z wypiętą pupą. Przykro mi to pisać, bo lubię tę aktorkę i wiem, że stać ją na znacznie więcej. Tym bardziej, że tematyka filmu obraca się wokół dzieciaków rywalizujących w pieczeniu ciasteczek, czyli jest blisko kina familijnego, lecz pod żadnym pozorem nie należy pokazywać Szefowej swoim pociechom. Nie te teksty, nie te wzorce, chociaż z góry wiadomo, jak to się wszystko potoczy. W kinie amerykańskim wartości rodzinne to świętość i muszą zatriumfować, nawet jeśli rodzina jest rozbita, jak w przypadku pomagającej bohaterce Claire (Kristen Bell).
Wiadomo, że gdy gra Melissa McCarthy, reszta obsady jest tylko tłem (i nie chodzi mi o jej wymiary). Kobieta ma określone emploi i nigdy go nie zmienia. Jest wszechobecna, irytująca i wygadana do granic wytrzymałości, tutaj jeszcze paskudna i wulgarna. Wprawdzie początek może zmylić – aktorka ma nowy image, fryzurę, kostium, lecz to tylko nowe opakowanie starego towaru. Jednak to wcale nie McCarthy kładzie film, tylko idiotyczny scenariusz. Najpierw niewiarygodnie szybkie bankructwo z byle powodu, potem nieudolna próba uratowania twarzy po wyjściu z paki i cała masa głupich zachowań raniących Claire i jej córkę – jedyne osoby, które chcą pomóc byłej milionerce. Żadnych refleksji po tym, co ją spotkało? Poważnie? A potem nagle bum – eureka, i zmiana o 180 stopni, bo niedługo koniec filmu, a tak wiele trzeba naprostować. Kto w to uwierzy? Kto jej będzie kibicował w tej nienaturalnej przemianie? Chyba tylko Ben Falcone…
Infantylna historyjka o antypatycznej bizneswoman z równie płasko przedstawionym przesłaniem o potędze rodziny i miłości wobec marności pieniądza. Słabo, słabo i jeszcze raz słabo. Słaba treść, słaba forma i słabe wykonanie. Lepiej pójść na spacer.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: