BEYOND THE REACH Pojedynek na pustyni

Beyond Reach Pojedynek na pustyni recenja Leonetti Douglas IrvineBEYOND THE REACH
Pojedynek na pustyni
2014, USA
thriller, reż. Jean-Baptiste Léonetti

Latka lecą i Michael Douglas z 70-tką na karku nie może sobie pozwolić na przebieranie w scenariuszach. Ofert niewiele i trzeba brać, co dają. Tak oto niegdyś hollywoodzki gwiazdor pierwszej wielkości trafił do niskobudżetowej produkcji nieznanego francuskiego reżysera Léonettiego. Ponieważ jednak przyszło mu zagrać psychopatę, a w takich rolach aktor czuje się jak ryba w wodzie, i tym razem jest bardzo przekonujący. Madec to obrzydliwie bogaty biznesmen, którego jedyną pasją poza zarabianiem pieniędzy jest polowanie. Tym razem postanowił wytropić grubego zwierza na pustyni Mojave, a jako przewodnika wynajął młodego zastępcę szeryfa Bena (Jeremy Irvine). Pech chciał, że przypadkowo zabił lokalnego włóczęgę. Gdy okazało się, że milczenia towarzysza nie da się kupić za pieniądze, Madec postanowił zabawić się inaczej: zwierzyną zostaje niewygodny świadek, którego szanse na przeżycie w konfrontacji z pozbawionym skrupułów i wyposażonym w liczne gadżety przesiębiorcą wydają się nikłe…
Podczas seansu towarzyszyło mi wrażenie deja vu, bo polowanie na ludzi to motyw w kinie często wykorzystywany. Uświadomiłem sobie pewe podobieństwa do produkcji z 2013 roku Sezon na zabijanie z De Niro i Travoltą, ale tam mieliśmy lepszą fabułę i pojedynek dwóch wielkich osobowości kina, który nieco wynagradzał momenty, gdy wiało nudą. Pojedynek na pustyni tego nie oferuje, a nudą wieje równie często, i to mimo licznych zwrotów toczonej w ślimaczym tempie akcji. Film zawiera lokowanie produktu, a mówiąc bez ogródek – to po prostu pełnometrażowa reklama wypasionego mercedesa G63 AMG w wersji 6×6 (nawet zastosowano odpowiednie oświetlenie, żeby w nocy pokazać go tak, jak w reklamówkach). To nie przeszkadza w odbiorze, bo auto zacne i warte grzechu. Tym, co irytuje, jest głupawy scenariusz Stephena Susco, a w tego typu statycznych obrazach właśnie sama historia jest najważniejsza. Na ekranie jest w zasadzie tylko dwóch aktorów i chociaż obaj dają radę, nie uratują obrazu, którego głównym atutem są przepiękne pejzaże pustyni. No i mercedes oczywiście… Pierwsza połowa zaskakuje in plus – dobre zawiązanie historii, stopniowanie napięcia, twist i wiele opcji dalszego poprowadzenia akcji ma prawo zaintrygować widza. Niestety potem jest już tylko gorzej – w wielu scenach brak logiki, Madec jak na tak bezwzględnego typa zbyt szybko się denerwuje, napięcie się rozmywa z każdą kolejną fabularną bzdurą, a całości dopełnia idiotyczna końcówka. Przez to opowieść wypada niewiarygodnie, trudno się identyfikować z bohaterami, a seans się niemiłosiernie dłuży. Reżyser spisał się w miarę poprawnie oferując sprawny montaż i sugestywne kadry morderczej pustyni, jednak to za mało, by film uznać za udany. To pozycja głównie dla fanów Michela Douglasa i ewentualnie wielbicieli kameralnych, monotonnych thrillerów.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: