B?LGEN Fala

Bolgen Faala recenzja UthaugB?LGEN
Fala
2015, Norwegia
katastroficzny, reż. Roar Uthaug

Mogłoby się wydawać, że filmy katastroficzne to domena Hollywood. Poniekąd to prawda. Z tym wiekszą przyjemnością i zainteresowaniem sięgnąłem po Falę norweskiego reżysera Roara Uthauga, która przełamuje ten schemat. To tegoroczny kandydat w walce o Oscary 2016 rodem ze Skandynawii, która kojarzy się raczej z klimatycznym kinem psychologicznym, a nie pełną rozmachu produkcją. Scenariusz filmu powstał w oparciu o prawdziwe zagrożenie, które czyha na mieszkańców Norwegii. Oczywiście schemat jest zwykle ten sam i nie ma tu mowy o fabularnym nowatorstwie – oglądamy po prostu niszczycielską moc żywiołu oczami bohaterów, którzy jednoczą się i zyskują nadludzkie siły w obliczu zagrożenia. Na szczęście twórcy nie silą się na sztuczne zagmatwanie relacji międzyludzkich, co jest standardem za Oceanem. Uthaug starannie przedstawia zwykłą rodzinę, z którą łatwo się identyfikować i kibicować jej członkom podczas tragedii. A zagrożenie jest poważne, bowiem grupa geologów ostrzega przed osunięciem się do morza jednej z gór tworzących fiord, co spowoduje gigantyczną falę, która zmiecie z powierzchni ziemi okoliczne miasteczka. Niestety przepowiednia się spełnia. Niby nic nowego, jednak nie sama treść jest głównym atutem filmu tylko odświeżające norweskie krajobrazy oraz brak hollywoodzkiego zadęcia, które tak często psuje poprawne technicznie obrazy made in USA.
Dziwię się, że dystrybutorzy tak późno wprowadzają Falę na nasze ekrany, ale dobrze, że obraz w ogóle tu trafił. To przyzwoicie nakręcony film katastroficzny, ze wszystkimi zaletami i wadami podobnych produkcji. Nie ma amerykańskiego rozmachu (i bardzo dobrze) lecz chociaż żywioł nie niszczy połowy kraju, a tylko niewielkie miasteczko i dotyczy lokalnej społeczności, w niczym nie umniejsza to tragizmu zdarzeń, zaś efekty specjalne są na przyzwoitym poziomie, zwłaszcza zważywszy na skromny budżet produkcji. Szkoda, że trwają tak krótko, a całą resztę wypełnia jedynie melodramatyczna historyjka, jakich wiele w kinie, z podobnym rozwinięciem i dość przewidywalną końcówką. Tutaj twórcy nie odważyli się wyjść poza schemat. Trzeba jednak przyznać, że do pewnego momentu (czytaj: do uderzenia tsunami) scenariusz jest w miarę logiczny, fabuła wciąga swą dramaturgią, akcja może nie gna na złamanie karku lecz film ma równe tempo i potrafi utrzymać zainteresowanie widza. Pytanie brzmi: czy byłoby o czym pisać, gdyby nie nakręcono go w Norwegii? Chyba nie. Nie porywa tematyką ani aktorstwem i raczej utonąłby w zalewie podobnych produkcji. Fala jednak ma niezaprzeczalne atuty – zachwyca zdjęciami i skandynawskim minimalizmem, który urealnia opowiadaną historię. Dobrze wiemy, że głównym bohaterom włos z głowy nie spadnie – taki już urok filmów dla mas, jednak tutaj ludzie nie są niezniszczalni, wręcz razi ich bezradność wobec matki natury. Poza tym liczy się jeszcze jedno – Roar Uthaug udowodnił, że dobrze nakręcone, pełne napięcia kino katastroficzne może powstać poza amerykańską Fabryką Snów. Niedawno zrobił to Juan Antonio Bayona filmem Niemożliwe. Cóż… – jednak możliwe.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: