REAL-BARCELONA 0-4 Wielki wstyd i upokorzenie na Bernabeu

Real Barcelona 0-4 Clasico Gran Derbi 2015   Za nami następny odcinek wielkiej sportowej rywalizacji między Realem a Barceloną. Kolejny Klasyk, który zapewne na długo przejdzie do historii potyczek między tymi wielkimi klubami. Madrytczycy w swojej świątyni, na Estadio Santiago Bernabéu, zostali upokorzeni przez Katalończyków, którzy wygrali 4-0 i byli co najmniej o klasę lepsi w każdym aspekcie piłkarskiego rzemiosła. W zasadzie rzemiosło prezentowali Królewscy, zaś Blaugrana pokazała artyzm najwyższej klasy obnażając wszystkie niedoskonałości projektu Rafy Beníteza. Los Blancos w pierwszej połowie nie dojechali na mecz (bo trudno inaczej określić ich bezbarwną postawę), a gdy po przerwie zaczęli wreszcie grać, Iniesta błysnął geniuszem, po zagraniu piętką Neymara strzelił golazo na 3-0 i było po zawodach. Pozostałe bramki zdobyli Neymar i Suárez (dwie). Wynik nie w pełni odzwierciedla to, co dzisiaj działo się w Madrycie. Barcelona mogła i powinna była wygrać znacznie wyżej, gdyż na boisku zabrakło godnego rywala. To był mecz profesora z uczniem, mecz dobrze poukładanej, grającej zespołowo drużyny ze zlepkiem niezgranych ze sobą indywidualności, mecz znakomitych techników z prostymi wyrobnikami, którym trudno było wymienić kilka podań. Owszem, Real miał swoje okazje w drugiej połowie (raz chybił Marcelo, raz nie popisał się Benzema, a kilkukrotnie Claudio Bravo fantastycznie bronił uderzenia Jamesa, Karima i dwukrotnie Cristiano), jednak szanse Katalończykow były bardziej klarowne i tylko refleks Marcelo, Navasa oraz indolencja strzelecka Munira spowodowały, że wynik nie był bardziej okazały. Warto odnotować powrót Messiego do gry po dwumiesięcznej przerwie (lecz i bez niego gra Katalończyków to poezja w czystej postaci) oraz drugi, tym razem smutny fakt: czerwoną kartkę dla Isco za brutalne wejście w Neymara pod koniec spotkania. Szkoda, bo Andaluzyjczyk po wejściu na boisko w 55 minucie był jednym z najlepszych po stronie Królewskich. Głupie zachowanie zawodnika tylko podkreśliło bezsilność Realu w starciu z lepszym rywalem i nie wpłynęło na przebieg meczu ani jego wynik. Ten został już wcześniej ustalony.
W ramach protestu przeciw niegodnej królewskiego herbu postawie piłkarzy nie zamierzam tym razem szczegółowo opisywać ich gry. Wystarczy poczytać moje relacje z poprzednich meczów (z PSGSevilą) czy rozmyślania przed El Clásico, tam są podane wszystkie błędy i zaniechania Realu pod wodzą Beníteza (a jeśli komuś mało, poniżej cytuję niektóre komentarze internautów po meczu). Zamiast tego pokuszę się o kilka refleksji na temat tej ekipy, jej trenera i obecnego sezonu. Chociaż z drugiej strony, czy jest sens to wszystko pisać…
Co właściwie się stało dzisiaj na Bernabéu? Skąd takie upokorzenie na własnym terenie? Dlaczego Królewscy nie potrafili strzelić gola drużynie, której bramkarze już 12 razy w La Liga wyjmowali piłkę z siatki? Przecież licząc wszystkie mecze, od sierpnia aż 3 ekipy zdołały wbić Barcelonie po 4 gole! Czy Real Madryt naprawdę jest aż tak słaby? Nie jest łatwo to wszystko ogarnąć lecz moja diagnoza jest następująca. Kiepska gra Blancos nie jest wyłącznie winą trenera czy piłkarzy, problem madryckiej ekipy jest znacznie głębszy. Błąd leży u podstaw całej filozofii tworzenia galaktycznej drużyny Florentino Péreza. Pomysł Cristiano Ronaldo brak formy Klasyk 2015zatrudniania największych gwiazd był ekonomicznie znakomity – prezes dość szybko stworzył z Realu finansową potęgę, jednak nie poszły za tym sukcesy sportowe. Po części z powodu genialnie grającej w ostatniej dekadzie najlepszej w historii Barcelony, a po części dlatego, że biznesmen Pérez chciał sam wszystko nadzorować, a nie powinien zajmować się sprawami czysto piłkarskimi, decydować kogo kupić, itd. – od tego powinien mieć dyrektora sportowego, którego w Realu nie ma. Pisząc „Pérez” mam na myśli nie tylko jego samego, lecz cały zmurszały zarząd klubu. Nie ma też żadnej spójnej polityki ani stylu gry – tak jak chociażby w Barcelonie, gdzie każdy nowy gracz czy trener musi się dostosować do istniejących zasad. W Madrycie jeden trener każe grać z kontry, drugi chce klepać, trzeci murować tyły, w efekcie żaden dobrze nie wykorzystuje potencjału graczy, których ma do dyspozycji. Ci zaś nie zostali odpowiednio dobrani pod doraźne potrzeby i styl gry, bo ten  styl nie istnieje. Kupowani (i mocno przepłacani) są piłkarze o wielkich nazwiskach, nawet jeśli nie są w tej ekipie potrzebni. Bardziej liczy się wizerunek i marketing. Dlatego np. kupiono Bale’a, choć na jego pozycji gra nienaruszalny Ronaldo, i od wtedy szuka się miejsca na boisku dla Walijczyka, a ten nie może się w tym odnaleźć. Brakuje graczy od tzw. czarnej roboty – w Realu występują same gwiazdy, a te zwykle nie chcą umierać za klub, walczyć na 100%, często zaprzątają ich inne zobowiązania, dekoncentrują inne sprawy (i dotyczy to nie tylko Ronaldo). Nie widać między nimi chemii, ekipa nie funkcjonuje jako drużyna, jest zlepkiem indywidualności. Nie ma radości ze wspólnego grania, o nawiązywaniu przyjaźni nawet nie wspomnę. Grupa bogatych egoistów nie chce się przemęczać, często gra na pół gwizdka więc i efekty są na pół gwizdka. Zawsze można szukać usprawiedliwień typu „Mourinho skłócił szatnię” (a może tylko wkurzył gwiazdeczki o nadętym ego sadzając je na ławkę, czego nie mogły znieść i rozpętały burzę), „Carlo nie rotował bo nie miał kim” (a może by miał kim, gdyby miał jaja i wymagał konkretnych wzmocnień zamiast być wiecznie zadowolonym z konkurencyjnej kadry i bredzić o równowadze), „Rafa ma połowę ekipy w szpitalu” (owszem, ale też ma dobrych zmienników i ustawia ich defensywnie, na skutek czego grają bojaźliwie i nieatrakcyjnie dla oka), itp. Błędem jest ustawienie gry drużyny pod jednego zawodnika, który ostatnio zawodzi na całej linii, ale nikt mu tego nie powie, bo gwiazdor się obrazi i będzie smutny. A przecież nie wolno go posadzić na ławkę bo kosztował krocie i ma grać nawet bez formy, ma strzelać wolne chociaż trafia raz na sto uderzeń, itd. To wszystko nie ma sensu, ale tak właśnie funkcjonuje Real Madryt. I tu nie pomoże zmiana trenera czy dokupienie kolejnej megagwiazdy.
Czy Rafa Benítez powinien stracić pracę? Nigdy nie byłem zwolennikiem drastycznych rozwiązań w trakcie sezonu. Czasem to przynosi szybki efekt (ale to oznacza, że piłkarze celowo sabotowali grę i chcieli wymusić zmianę trenera), czasem wcale nie (gdy problem jest głębszy). Zresztą kto miałby zastąpić Hiszpana, skoro ci najwięksi już tu byli i wylecieli przed czasem, a każdy miał coś za uszami? Do tego jedyny sensowny kandydat, Jürgen Klopp, latem murowany faworyt do objęcia schedy po Ancelottim, właśnie został zatrudniony w Liverpoolu (który w równoległym meczu pokonał na wyjeździe Manchester City 4-1 grając szybko i z pełnym zaangażowaniem, czyli zupełnie odwrotnie niż Real). Sądzę, że tego sezonu nie uratuje nowy szkoleniowiec. Nie z tą grupą piłkarzy bez ambicji i honoru, a takich niestety jest kilku w Madrycie. To ci sami zawodnicy, którzy rok temu czarowali i odnosili 22 zwycięstwa z rzędu (nie wszystkie piękne, ale jednak zwycięstwa). Nagle wszyscy stracili formę i przestali umieć grać? Zbiorowo zatracili swoje umiejętności, bo przecież grają wolno, schematycznie, mało kreatywnie, nie potrafią wymienić kilku podań, a do tego zwyczajnie im się nie chce biegać. Ktoś powie, że to jawny sabotaż w celu usunięcia nielubianego szkoleniowca. Ja nawet snując teorie spiskowe aż tak daleko bym się nie posunął, bo przecież tak samo źle grali u Carletto począwszy od stycznia 2015. Nie wierzę, by w profesjonalnym i tak znanym klubie piłkarze mogli odstawiać taki cyrk. Nie zmienia to jednak faktu, że nie grają na 100% swoich możliwości i wyglądają jak grupa zramolałych emerytów. Nie tylko na tle Barcelony – tak samo jest w każdym meczu, nawet ze słabeuszami Królewscy nie zachwycają, zbyt często oddają inicjatywę i nie grają ładnie. Czy nowy trener to zmieni, i to natychmiast? Musiałby nazywać się Harry Potter.
Osobiście nie sądzę, by terapia wstrząsowa zadziałała od razu, a Real wymaga wyników już i natychmiast. Tymczasem desperaci chcą powrotu Ancelottiego (chyba zapomnieli, jak Real grał pod koniec jego kadencji), inni Mourinho (gdyby tylko ten popracował nad swoim charakterem…), mówi się też, że nowym trenerem mógłby zostać Zidane, który póki co średnio radzi sobie w trzecioligowej Castilli (ale ten przynajmniej miałby posłuch i szacunek w szatni). Mimo wszystko nagła, desperacka wręcz zmiana szkoleniowca byłaby nie tylko przyznaniem się do błędu (a tego prezes nie uczyni), ale ruchem potwierdzającym władzę piłkarzy, a na to nie wolno pozwolić. To nie piłkarze powinni decydować o losie trenera. Jeśli się buntują, olewają swoje obowiązki (a takim jest zasuwanie po boisku do utraty tchu za te grube miliony na koncie i za możliwość reprezentowania barw tak wielkiego klubu), jeśli nie chcą wykonywać poleceń, bo ktoś wreszcie czegoś od nich wymaga i z Benítezem nie mają tak dobrze jak z tatusiem Ancelottim, to ich a nie trenera należy wymienić. To pracownik ma słuchać szefa, a nie odwrotnie.
Nie zmienia to mojej opinii o Benítezie – to nie jest trener na tyle dobry, by prowadzić Real, i nie rozumiem, dlaczego Pérez mając lepsze opcje wybrał człowieka, który nie wygrał niczego od 10 lat i zostawił złe wspomnienia (czy raczej wypaloną ziemię) we wszystkich klubach, w których ostatnio pracował. Real Barcelona 0-4 21.11.2015 liga hiszpańska 2015/2016Dlatego, że jest madridistą z krwi i kości? Czy to wystarczy? Póki co Hiszpan się nie popisał – w Realu źle dobiera skład, nie ma odwagi posadzić gwiazdorów bez formy i zaryzykować stawiając na ambitnych zmienników, a co gorsza nie okazał się dobrym taktykiem, a taką przecież ma opinię. Robi podczas meczu setki notatek, a efektów nie ma. Do sobotniego starcia przygotowywał się 2 tygodnie i widzieliśmy, jak wyszło – dziury między formacjami były nie mniejsze niż u Carletto, a motywacja i zaangażowanie na zerowym poziomie. Poza tym Real wyglądał, jakby grał systemem 4-2-4 – to jakieś novum w piłkarskim świecie i taktyka samobójcza w meczu z Barceloną, gdzie należy maksymalnie zagęścić środek pola i nie dać rywalowi swobodnie rozgrywać piłki. Tymczasem Rafa zostawił tam tylko dwójkę zagubionych ludzi. To nie obrona (niedokładny Varane, spóźniony Ramos i Danilo objeżdżany jak tyczka przez dynamicznego Neymara i Suáreza) przegrała ten mecz. To niemrawy Kroos i Modrić zawalili na spółkę z leniwym BBC, które nie wspomagało defensywy, a z przodu poruszało się jak dzieci we mgle i nie umiało stworzyć zagrożenia.
Narzekałem na Real Ancelottiego, ale ten Beníteza jest na tę chwilę jeszcze gorszy, a dzisiejszy wynik boli nawet bardziej niż pamiętne 2-6 z 2009 roku (bo tam Real nawiązał walkę, strzelał bramki, nie przespał jednej połowy, tylko kosmiczny rywal był poza zasięgiem) czy manita na Camp Nou rok później (bo tam budowany dopiero zespół Mourinho stanął naprzeciw najlepszej Barcelony Guradioli, której tego dnia wychodziło wszystko). Boli bardziej, ponieważ dzisiaj madrytczykom brakowało intensywności, poświęcenia i woli walki, a nie samych umiejętności (tych także, ale to można nadrobić ambicją i ciężką harówką – tak właśnie z Barceloną wygrała Celta, Sevilla czy Athletic Bilbao). Dlatego sama zmiana trenera tu nie wystarczy. Moim zdaniem Rafa powinien zostać i dokończyć swą misję, zaś latem potrzebna jest głęboka rewolucja kadrowa, zwłaszcza w formacji ofensywnej, a takich rzeczy nie robi się w środku sezonu pod wpływem emocji. W Realu potrzeba młodych walczaków w miejsce leniwych i przepłacanych gwiazdorów. Zamiast wydawać grube miliony na medialnego Pogbę, Hazarda, Verrattiego, itp., warto rozejrzeć się po mniej znanych klubach i tam wyławiać talenty. Kosztują mniej, a grają lepiej. Polecam zwłaszcza Amerykę Południową, bo graczy technicznych najbardziej brakuje Realowi, a nóż otwiera się w kieszeni na samą myśl, że taki np. Douglas Costa kosztował tyle co Danilo i mniej niż Illarramendi. Nawet szkoda komentować pracę skautów w Madrycie (są tacy w ogóle?) i politykę transferową klubu. Naprawdę pora to całkowicie zmienić. Obawiam się jednak, że dzisiejsza kompromitacja na Bernabéu jest tylko preludium do tego, co nastąpi dalej. Oczywiście jako fan muszę naiwnie wierzyć, że Real odmieni się już od następnego meczu, ale podobnie wierzyłem przed meczami z PSG, Sevillą i Barceloną. I co? I było coraz gorzej. Choć teraz jest mi smutno i zwyczajnie wstyd za tę drużynę, to nurtuje mnie inne pytanie: czy może być jeszcze gorzej niż dziś na Bernabéu? Niedługo się przekonamy.


Wybrane komentarze z internetu:
To jest Hiszpania. Barça kupuje szybkich techników, a Real kupę czasami szybkiego, ale jednak drewna. Real nie ma systemu odpowiedniego szkolenia zawodników. Nie wypracowuje żadnego stylu opartego na technice. To przypadkowi zawodnicy o różnej charakterystyce. Druga drużyna gra sobie. Pierwsza nie wiadomo co. Niemal każda drużyna w Hiszpanii, nawet jak przegrywa z Realem, to gra składniej i ładniej. Neymar sobie kiwa sam z pięciu, a u nas śmieszne BBC ma problem z jednym we trzech.


Nie zrzucałbym całej winy na Beniteza. W tym sezonie gra wygląda tak, jakby piłkarzom kompletnie brakowało ambicji, zgrania, jakiegoś wspólnego celu. Choćby ten ostatni mecz z Sevillą – to nie wina trenera, że wszyscy piłkarze nagle po 30 minutach zaczynają grać jak zawodnicy polskiej klasy B. Choć nie mówię, że trenera winy w tym nie ma. Ale tak samo wina jest po stronie piłkarzy, zarządu, dyrektora sportowego (a raczej jego braku) i prezesa. W Realu od lat nie ma drużyny. Są raczej ludzie, którzy razem grają w piłkę, każdy sobie.


To cała koncepcja zawodzi. Real od przyjścia Beniteza nie zagrał ani jednego meczu z polotem, nawet te dwie wygrane 5:0 i 6:0 były szarpane. Skończyła się forma Navasa i skończyły się czyste konta. Z tych wszystkich meczów nie stwarzało nam okazji jedynie PSG, bo inne to już Navas ratował. Na tyle przydała się „dyscyplina taktyczna” Beniteza. O ile druga połowa gdyby nie Bravo to na remis, to pierwsza połowa to było całkowite dno. Real nigdy za Carlo nie grał za aż tak słabo. Te wszystkie durne pomysły, luka między atakiem a obroną, Kroos robiący pressing z pozycji napastnika (mecz przeciwko PSG), to jest istna tragedia. Real już powinien ten zespół przebudować, aby móc powalczyć o jakieś trofeum. Jeszcze nic nie jest stracone. Liga Mistrzów na poważnie zacznie się od następnego roku, Puchar Króla także. 6 pkt w lidze jest do odrobienia, tylko z Benitezem się nie uda. Real gra po prostu nudno. Dla mnie jako pasjonata dobrej piłki nie chce się oglądać Realu w tym sezonie. Końcówka Carlo to przy tym nic.


Benitez i jego nieudolność to jedno … ale piłkarze, przynajmniej niektórzy również okryli się hańbą. Skoro Marcelo mógł grać dobrze, to dlaczego nie mógł Kroos, Modrić, Varane? Modrić przynajmniej jako tako walczył, ale od strony czysto piłkarskiej przypominał siebie z okresu „najgorszego transferu La Liga”. Skoro James po kontuzji może być najlepszym ofensywnym piłkarzem, to Benzema chyba też mógłby ruszać się jak profesjonalista, a nie stara babka z pierwszym stopniem niepełnosprawności. Bale, Ronaldo pokazali dziś, że nie są żadnymi liderami.


Gdyby stało się to miesiąc temu to być może szykowalibyśmy się do witania Kloppa, a tak? Zidane i tak były lepszy od Beniteza, ale jakoś nie widzę go póki co jako trenera dającego nam tytuły.
Benitez od początku mi nie pasował. Wygrywał mecze z ogórkami, sprawiał dobre wrażenie ALE!!! wg mnie tylko dzięki Keylorowi Real jest, tam gdzie jest. To całe gadanie o dobrej obronie „Galácticos” nie ma sensu, bo Galácticos już dawno nie ma! Przykro mi po prostu patrzeć na drużynę, która u siebie dostaje bęcki 4-0 od największego rywala. WSTYD mi Realu, WSTYD. Gdzie jest walka? Gdzie jest kapitan? Raúl już skończył, gdzie jego następcy?
Po raz kolejny porównywanie Ronaldo do Raúla okazuje się bezsensem. Gdzie był wielki lider i egzekutor? Nie było! Barça była lepsza w każdym aspekcie gry. To nie tylko wina zawodników. Trener widząc poczynania piłkarzy na boisku powinien reagować ekspresowo. Tu było slow motion jak w biegu Benzemy. Trzeba zmian, trzeba mózgu i przede wszystkim trzeba JAJ! Poz tym Barça zjadła Real taktycznie. Co mnie śmieszyło już przed meczem to informacje o tym, że Benitez oh jaki to świetny taktyk, jak on to uwielbia, jaki on jest w tym dobry. Nie. On zwyczajnie w tym klubie nie ogarnia kuwety. Jak, no JAK można wystawić Danilo zamiast Carvajala? Dlaczego 90 min grał Benzema? Co w takim meczu robił Kroos, który jest bez formy? Trzeba było dać Casemiro i ryzyko straty bramki na pewno by zmalało.
Reasumując, dlaczego Real przegał?
1. Barcelona zgniotła ich taktycznie.
2. Neymar zagrał lepiej niż cały Real razem wzięty.
3. Real źle wszedł w spotkanie, jakby się bali. Za dużo respektu.
4. Ronaldo po raz kolejny zagrał tragedię.
5. Środek pola został zdominowany. Co dziwi szczególnie mając takich piłkarzy w polu, jak ma Real.


Dotychczas broniłem Benitez’a, ale wygląda na to, że nie ma żadnego pomysłu na Real i możemy go zwonić po tym meczu, gdyż nie widzę żadnego powodu za tym, żeby go zostawiać. Drużyna pokazuje się zupełnie żenująco. Gracze wyglądają jak dzieci we mgle, a BBC to największa ideowa porażka, jaką tylko widziałem przez dwadzieścia lat kibicowania. Nie wiem po co Benzema i Bale są na boisku i chcę żeby Benitez wyszedł i wytłumaczył, co on robi, a potem Pérez wyszedł i powiedział, co on robił wyrzucając Carlo i zatrudniając Benitez’a.
1. Benitez nie ma kompletnie pomysłu na ekipę. Miał 2 tygodnie do jej przygotowania, a to co widzimy, to jest poziom Getafe przetrzebionego kontuzjami.
2. Brak jakiekolwiek chęci do gry w wykonaniu graczy Realu.
3. Niech Pérez zwoła konferecję i poda przyczyny, dla których jest tu Benny Hill, a nie Carlo.
4. Danilo to tykająca bomba, która niestety ciągle wybucha.


Dla mnie to jest wynik 5:0 (ostatnia akcja koncertowo, wprost niewyobrażalnie zmarnowana przez jednego z graczy Barçy. Ten strzał powinien być w bramce). Miałem z tyłu głowy taki wynik, czułem to. Nikogo nie ma, oprócz Jamesa, Modricia i Marcelo, by jakoś pociągnąć grę. Ronaldo zniknął…
Real klęknął wczoraj. Niestety. Stateczność, do bólu przewidywalna gra, brak iskry, werwy… wiary. Barça pokazała, że inni co najwyżej mogą jej czyścić buty. Niestety. Ja tak to widzę. Za to wszyscy widzą że Messi był, jest i będzie nie z tego świata, nieosiągalny dla wszystkich. Gratulacje dla Barcelony kosmicznego zespołu. Gol Iniesty był majstersztykiem, cudo, piękna bramka.


Ja się pytam…gdzie był środek pola? Gdzie było jakieś jedno przemyślane, wyćwiczone zagranie? Dlaczego nie grał Kovačic, Casemiro? To ludzie głodni gry, biegaliby więcej niż nasze gwiazdki, które grały taką kupę, że przypominały bardziej te z opakowania Milky Way’a? Już lepiej od Ronaldo zagrałby choćby Jesé czy Vazquez. Prawda jest taka, ze odbijemy się od dna dopiero po rewolucji szatniowej, trzeba pożegnać się z niektórymi.


Żenada nosić herb Realu na piersi i nie być gotowym gryźć trawy, szczególnie w Klasyku. Niektórzy pokazują, że nie zasługują by tutaj grać. Kibice zapieprzają miesiące, by móc wybrać się na taki mecz. W podzięce za wysiłek oglądają, jak ich piłkarze dają bez walki się rozjechać. Wstyd, po prostu wstyd. Trzeba się zastanowić, czy kilku zawodników nie powinno opuścić tej drużyny.
Najgorsze jest to, że obecnego Realu Madryt nie chce się oglądać. Jak spojrzysz na byle jaką inną drużynę z Europy, to widzisz mniej więcej jaki ona preferuje styl. Da się też zauważyć jakieś proste schematy, a w Realu tego nie ma. Real nie ma żadnego stylu, chyba, że ktoś nazywa stylem ciągłe beznadziejne wrzutki kończące się na nodze pierwszego obrońcy. Nie do pomyślenie jest to, że lekko ponad pół roku temu Real grał najpiękniejszą piłkę w Europie zwyciężając 22 razy z rzędu, a teraz gra po prostu paskudnie. Jak mając takich zawodników, wartych miliony, utalentowanych, kreatywnych, moża grać tak brzydko? W głowie mi się to nie mieści.
Na koniec wielkie gratulacje dla Barcelony. Nie byliśmy wczoraj dla nich ŻADNYM rywalem. Ich trio pokazało, że każdy jest DUŻO lepszy od swojego odpowiednika z BBC. Aktualnie BBC nie jest godne nosić im butów na mecze.


Ja bym powiedział, że mentalność naszych piłkarzy jest tragiczna. Nawet, gdy nie ma taktyki, gdy wszystko nie idzie – można walczyć, biegać, starać się. BBC standardowo biega gdzieś na środku pod polem karnym jeden obok drugiego (ani jednej takiej sytuacji nie zauważyłem w Barcelonie!), nasza pomoc skupia się na dogrywaniu piłek do bocznych obrońców, którzy mają wrzucać piłkę w pole karne (w ogóle nie wiem skąd wzięła się taka taktyka i kto ich tego nauczył), obrona obroną, nic nie mogli poradzić (chociaż Danillo w tym meczu?! od pierwszej minuty?! przecież to skandal!). Brakuje nam kreatywności, brakuje nam poruszania się po boisku, wymiany pozycji, nasi napastnicy nie tworzą wolnych przestrzeni, nie mamy w ogóle zagrań prostopadłych, a połowa naszego składu w ogóle nie ma formy, z Cristiano na czele. Grają pieniądze, nazwiska, nie gra forma, nie gra nastawienie, nie gra serce. Bez tego, nie da się wygrywać i widzę, że nikt w Realu tego nie rozumie. Atlético Madryt, Borussia Dortmund, Liverpool, FC Porto pokazali całemu światu, że można nie mieć ani jednego znanego nazwiska, a dochodzić do finału Ligi Mistrzów.


Mourinho przegrywając w debiucie na Camp Nou 0:5 miał naprzeciw siebie prawdopodobnie najlepszą Barcę w historii, z nowoczesnym, nikomu wtedy nieznanym jeszcze stylem gry tiki-taką, która roznosiła każdego i nad każdym dominowała, więc taki wynik był fatalny, ale gdzieś tam wiadomo było, że może tak się stać. A co było dzisiaj? Barça bez swojego maga Messiego, z Sergim Roberto w składzie i wcale nie grając spektakularnie, rozp***la nas w pył, kompromituje i ośmiesza naszą jedenastkę, która na papierze wygląda jak goliat, potężne nazwiska itd. Jak Barça będzie mogła korzystać z Turana i Vidala, to dopiero będą pogromy. Jednym słowem WSTYD.


Thierry Henry:
„W takich meczach nie chodzi o taktykę. W pewnym momencie musisz wydobyć z siebie odpowiednią wolę i zdolność do poświęcenia na boisku, a także grać na odpowiedniej intensywności. Tego w ogóle tam nie było. Nie można tak grać Klasyku. Ludzie będą mówić o Benítezie i taktyce. Ale o taktykę chodzi wówczas, gdy wola i poświęcenie obu zespołów są w porządku, a mecz jest zacięty. Wówczas trener musi zmienić jedną, dwie, trzy rzeczy, żeby sprawdzić, kto jest lepszy, on czy rywal.
Nie staram się szukać wymówek dla Beníteza, ale najpierw i przede wszystkim musisz wejść na boisko z odpowiednią wolę. Z jednej strony widzieliśmy dzisiaj zespół, a z drugiej grupę zawodników, która w tamtym momencie nie grała dla zespołu, ale dla siebie. To sprawa kolektywna. Na koniec dnia być może to on weźmie winę na siebie. Ale ostateczni zawiedli dzisiaj jako zespół. Nie grali dobrze.”


Jak można błagać o powrót Ancelottiego? Przecież pod koniec jego kadencji mecze Realu oglądałem chyba za karę. Teraz jest to samo w sumie. Mniej więcej w połowie tej naszej passy zwycięstw z końca roku 2014 zaczynała się powolna śmierć tej ekipy i jakiejkolwiek taktyki. U Beniteza zmieniło się jedynie to, że ma lepszą kadrę, zaczynając od normalnego bramkarza. Taktycznie ma te same problemy, kontuzje dalej są. Zmiana Ancelottiego była obowiązkowa, ale zatrudnienie Beniteza było tylko i wyłącznie wymianą trybu w błędnym kołe.


Śmieszą mnie komentarze: „Carlo wróć!”. Taki sam cienias jak Benitez. Bez jaj, Ikerek na bramce i reszta świętych krów w pierwszym składzie. Po 22 zwycięstwach graliśmy takie gówno, ze oczy krwawiły, bo treneiro nie wiedział, co to rotacje, a zawodnicy siedzieli mu na głowie. Trzeba było brać Kloppa, a nie taką fajtłapę jak Benitez.


Starszym kibicom Realu Madryt, obecna sytuacja zapewne do złudzenia będzie przypominać tę z pierwszej ery Galácticos… podobnie jak wtedy brakuje w drużynie walczaków Mamy gwiazdki, którym nie chce się biegać i walczyć. W każdej drużynie muszą być pracusie jak Khedira, Casemiro, ale tylko w Madrycie uważa się inaczej i skład ustala się patrząc na nazwiska i marketing.


Ale mnie denerwują ludzie, którzy tęsknią za Carlo! No tak, bo najlepiej, żeby w każdym meczu wychodziła ta sama 11stka i żeby grali na wrzutki z każdym. No tak, supertaktyk i w ogóle geniusz. To Ancelotti zaszczepił w naszych zawodnikach całkowity brak kreatywnego myślenia! Nie potrafimy przez cały mecz wykonać jednego podania prostopadłego! To jest hańba! Ancelotti jedyne co zrobił, to zjednoczył skłóconą szatnię i nie zmienił w zasadzie w ogóle taktyki Mourinho. Kiedy w drugim sezonie zaczął wprowadzać na dobre swoją filozofię, to się skończyło jak się skończyło.
Ja uważam, że powinno się przyprowadzić do porządku piłkarzy. Trener trenerem, ale mamy zawodników klasy światowej, którzy nawet bez trenera POWINNI chociażby walczyć na boisku do utraty tchu, a nie dreptać sobie bez celu po boisku! To jest hańba! Za to powinny być kary finansowe, za to powinna być ławka, za to powinny być inne konsekwencje! Włodarze Realu nie dostrzegają jednej rzeczy – nawet najlepszy trener nie wskóra nic z drużyną, która się nie stara i nie gra na maksimum swoich możliwości! Jak po takim haniebnym meczu można wyjść przed kamery i powiedzieć „walczyliśmy, daliśmy z siebie wszystko!”? Powiem wam, że nawet gdybyśmy przegrali 4:0, ale walczylibyśmy cały mecz, gryźli ziemię i robili, co tylko się da w szaleńczych atakach – to ta porażka by nie bolała aż tak, jak boli teraz. Gdzie się podziały te czasy, gdy ktoś sadzany na ławkę z powodu słabych występów (to była dla niego hańba) przepraszał kibiców, zapieprzając na treningach 3 razy częściej, żeby się poprawić? Teraz wszyscy uśmiechnięci – przegrywają, radość i uśmiech, wygrywają, bez różnicy. To jest skandal.


To co napisałem ostatnio o substytucie drużyny w białych koszulkach, wczoraj się jeszcze raz potwierdziło. Różnica między DRUŻYNĄ na boisku a zlepkiem indywidualności, chyba nigdy wcześniej nie była tak jaskrawa. W Realu każdy chce błyszczeć, tylko pracować na boisku nie ma komu? Wykpiwany tutaj Sergi Roberto, ilu by teraz chciało takiego pracusia w białej koszulce, co? Ano właśnie. Iniesta z siwymi skroniami robi co chce w środku pola i polecam popatrzeć na jego bramkę, jaki dystans dzielił go od piłki i co w tym czasie robią panowie Modric i Kroos. Wstyd i ośmieszenie. A pierwsza bramka? Ile tam było podań, 30 czy więcej? nagłe przyśpieszenie i bach. 0-1. Coś pięknego. O grze Busquetsa to już w ogóle nie ma co gadać, to że w ogóle go nie ma na liście kandydatów do ZP mówi wszystko o tej nagrodzie. Gość jest przemocarzem i tyle.
Niech tutaj nikt się nie łudzi że zmiana trenera coś zmieni, a przynajmniej zmieni w jakimś poważnym stopniu, w sposób długofalowy. Z tą ekipą pracowało już w ostatnich latach kilku fachowców z najwyższej półki (czy ich lubimy czy nie to inna sprawa), o krańcowo różnym podejściu, i kończy się zawsze podobnie, zespół jest wiecznie niezadowolony, zespół przeciwko trenerowi, zespół to, zespół tamto. Nie w trenerze zatem rzecz a w zawodnikach. No i w jaśnie wielmożnym prezesie, który z Chiny ludowe nie potrafi zakapować że drużynę nie buduje się patrząc tylko i wyłącznie na wartość marketingową graczy i na to żeby ładnie wyglądali na klubowych fotach. To się musi kleić, a w Realu się nic pod tym względem nie klei. NIC.


Czytam tutaj jak to się Ronaldo wczoraj starał, no ludzie? Od wielu miesięcy gość konsekwentnie redukuje swoje boiskowe poczynania do przysłowiowego przystawienia nogi. OK, jego wybór, jego sprawa, natomiast są pewne konsekwencje takiej postawy i można na to przymknąć oko tylko i wyłącznie wtedy, gdy są z tego gole i korzyść dla zespołu. Tymczasem wczoraj zmarnował dwie absolutne 100% sytuacje, których wykorzystanie mogło wlać nieco otuchy w zespół podczas tego blamażu. Ja się pytam, jaki z tego gościa pożytek na boisku, skoro nawet czegoś takiego już nie strzela? Leo wchodzi po ciężkiej kontuzji na pół godziny i truchtając od niechcenia wypracowuje kilka dogodnych sytuacji kolegom, zaliczając przy tym asystę drugiego stopnia. Zaiste, w tym widzę grę dla zespołu, w przypadku CRa najwyraźniej jestem ślepy?


Rok temu Sergi Roberto był pośmiewiskiem dla wszystkich, a teraz przykrył czapką pomoc Realu za 250mln euro. Ja nie mam wytłumaczenia dla tego, co się wczoraj stało. Po prostu tego nie rozumiem. Wystawił teoretycznie najsilniejszy skład, który rok temu bił wszystkich jak chciał o tej porze roku, łącznie z Barceloną. Wczoraj właściwie nic nie wychodziło. Ronaldo to nawet nie ma co porównywać do któregokolwiek z tria MSN. Wczoraj duet SN pokazał, że jest lepszy od tego naszego tria. James też wczoraj niczego nie pokazał. Najlepszy był Marcelo, którego zdjął Benek z niewyjaśnionych przyczyn. Wygląda to tragicznie. I ni porównujcie tego meczu do 0:4 z Atleti. Wtedy zagrali fatalny mecz, ale brakowało 6 zawodników podstawowego składu, a do tego był to mecz na wyjeździe. Wczoraj nie brakowało nikogo, mecz u siebie, a oni zagrali takie coś. Wierzę, że dadzą radę odrobić stratę, ale mam już dość tego upokarzania przez Barcę. Sergi Roberto ośmieszył wczoraj naszą drużynę.


Real nie umie grać kombinacyjnie. To jest przykre. Tacy piłkarze! Benzema, Bale i CR nie potrafią między sobą zagrać nawet 3 podań. Zero zmysłu. Zauważcie jak prosto gra czasami Barça. Iniesta podaje do Neymara, ten z pierwszej piłki do Suáreza, a obaj na wysokości spalonego. Wszystko na centymetry. To jest prosty futbol acz szybki i megadokładny. Technika użytkowa. BBC wygląda przy nich jak dzieci we mgle.


Za kadencji Péreza dostajemy regularny wp***l od Barcelony. Miażdżą nas na własnym podwórku i w Europie. My cieszymy się z Décimy po 12 latach, oni co dwa-trzy lata wygrywają LM ostatnio. Mieli jeden słabszy sezon, a i tak z tego nie skorzystaliśmy. Wk**wia mnie p***lenie, jakim to wielkim klubem jesteśmy, oh najlepsi, najwięksi… Przez takie p***lenie Barça nas gniecie. Bo oni nie wpadają w samozachwyt po jednym udanym sezonie. Mają ambicje na coś więcej. Tak jak Alves powiedział w ostatnim wywiadzie. My po udanym sezonie myślimy, że jesteśmy Panami świata i teraz wszyscy będą się kładli. Tak było po mistrzowskim sezonie José i tak było po Décimie. Barcelona z banem, aferami, bez najlepszego zawodnika na świecie i tragiczną ławką jest 6 punktów przed wielkim Realem! Dopóki w tym klubie nie nauczą się pokory, nic się nie zmieni. Nadal będą zachwyty nad nazwiskami, kwotami na transfery, a potem przyjdzie Barça i zgarnie wszystko. My raz na jakiś czas coś wygramy. Tak to wygląda w ostatnich 15 latach.


Ja to się boję, że zawodnicy faktycznie tak nie trafią Beniteza, że są w stanie przegrać tyle spotkań, aż zostanie on zwolniony… To są zawodnicy z topu, nie zapomnieli jak się gra bo zmienił się trener. Jedynie zmieniło się podejście zawodników. Są trenerzy, przy których zawodnicy grają na 120%, „oddadzą życie” za niego i zrobią wszystko, żeby zdobyć wszelkie trofea, no i są trenerzy, przeciwko którym zawodnicy zrobią wszystko, żeby odszedł… Real był na kolanach w sobotę już po pierwszym gwizdku sędziego, to nie jest normalne zachowanie zawodników.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: