REAL-PSG 1-0 Kiepska gra daje zwycięstwo w meczu o prestiż

Real Madryt PG 1-0 faza grupowa Liga Mistrzów 2015/2016   Mecz z Paris Saint-Germain, powszechnie anonsowany jako najważniejsze spotkanie tej kolejki Ligi Mistrzów, miał pokazać, w którym miejscu jest Real Madryt Rafy Beníteza. Drużyna, która mimo osłabienia kontuzjami bez straty bramki prowadzi w swojej grupie, a także przewodzi w La Liga, wciąż nie potrafi zachwycić kibiców. Dziś na Bernabéu miała ich przekonać, że potrafi grać efektownie i efektywnie. Miała, ale… na pierwszą połowę nie zdołała dojechać. W jej miejsce pojawiła się grupa wystraszonych, niepewnych grajków, którzy na własnym szczelnie wypełnionym stadionie nie potrafią skonstruować jednej zgrabnej akcji. Przepraszam – jedna taka była na minutę przed końcem, zakończona strzałem Isco, lecz chwilę później w odpowiedzi paryżanie przeprowadzili kapitalną kontrę, Di María idealnie obsłużył Cavaniego, który będąc tuż przed Navasem nie trafił w bramkę. Takich sytuacji rywale mieli kilka i tylko cud sprawił (czy raczej rozregulowane celowniki gwiazd znad Loary), że zagubiony Real nie stracił gola. Mimo przygniatającej przewagi gości bramkarz Królewskich nie miał wiele pracy – Rabiot trafił w słupek, Ibrahimović dwukrotnie chybił o centymery. O pierwszej połowie wystarczyłoby powiedzieć, że się odbyła, gdyby nie jedno wydarzenie. W 33 minucie z boiska zszedł kontuzjowany Marcelo, zastąpił go Nacho, i to właśnie on stał się bohaterem wieczoru. W 35 minucie na uderzenie z daleka zdecydował się Kroos, do odbitej od obrońcy piłki doskoczył właśnie obrońca Realu i wykorzystując niezdecydowanie Trappa umieścił ją w siatce. Praktycznie pierwszy groźny strzał podopiecznych Beníteza i bramka kuriozum, dzięki której drużyna wyraźnie słabsza wyszła na prowadzenie.
Skoro do przerwy było tak źle, a Real zwykle gra dwie różne połowy, wydawało się, że po zmianie stron Królewscy pokażą swoją siłę. Nic z tych rzeczy. Pary starczyło na kilka minut, potem sytuacja wróciła do normy, a normą była dziś pełna dominacja gości z Francji i szarpana gra gospodarzy, którzy jedyną godną kamery akcję przeprowadzili w 73 minucie. Reszta była milczeniem, a o wzorcowo zepsutych przez Jesé i Ronaldo kontrach nawet nie warto wspominać. Paryżanie kulturą gry zmiażdżyli madrytczyków ale swej przewagi w posiadaniu i rozgrywaniu piłki, ilości i dokładności podań czy ilości strzałów nie potrafili przełożyć na bramki (tuż przed końcem najlepszy na boisku Di María trafił w poprzeczkę). Z kolei Los Blancos nie mieli z przodu żadnych argumentów, do tego każda wybijana w pole przez bramkarza czy obrońców piłka (a była ich cała masa) była dla Madrytu stracona, bo w środku rządził Paryż, a to przecież Real ma podobno najlepszą pomoc świata. Dzisiaj nie było tego widać. To najsłabszy mecz Realu pod wodzą Rafy Beníteza. Paradoksalnie – wygrany. Chociaż więc piłkarze swoją nijakością wymęczyli kibiców (bądźmy szczerzy – tego się po prostu nie dało oglądać), zwyciężyli w prestiżowym starciu i już po 4 kolejce zapewnili sobie awans do rundy pucharowej. To trzeba docenić, bo nawet jeśli styl martwi (a raczej kompletny brak stylu tej ekipy), to wynik idzie w świat, a moralna satysfakcja wygrania dwumeczu z PSG też nie jest bez znaczenia. Brawo dla Nacho – taki rezerwowy to prawdziwy skarb. Na brawa zasłużyła tez formacja obronna. Cała reszta natychmiast do poprawy. W niedzielę z Sevillą tak koszmarnie grać nie można.


Plus meczu: Nacho
Minus meczu: Cristiano Ronaldo

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: