SEVILLA-REAL 3-2 Pierwsza porażka ekipy Beniteza

Sevilla Real 3-2 liga hiszpańska 2015/2016 porażka Beniteza   Wyjazdy na Ramón Sánchez Pizjuán nigdy nie należały do łatwych. Wprawdzie Sevilla raczej zawodzi w obecnych rozgrywkach, ale jest to drużyna nieobliczalna – potrafiła przegrać z beniaminkiem Las Palmas, potem wygrać z Barceloną i następnie stracić punkty z Eibarem. To ekipa szybka i przebojowa, mogąca w ciągu kilku sekund przenieść grę na połowę rywala i stworzyć zagrożenie, co Realowi w tym sezonie zajmuje długie minuty. Wprawdzie po marnym występie w ramach Ligi Mistrzów madrytczycy dzisiaj zaprezentowali się znacznie lepiej, ale to gospodarze wygrali, bo stanowią lepiej zgraną drużynę. Sevilla pokazała, jak należy grać w piłkę i bezlitośnie obnażyła wszystkie braki drużyny Beníteza. Wcześniej wprawdzie zrobiła to też Celta i PSG, ale tam jakimś cudem (czytaj: Navasem w bramce) udało się wygrać. W Andaluzji szczęścia (czytaj: Navasa w bramce) zabrakło. Co z tego, że Królewscy dominowali w posiadaniu piłki, skoro to ataki Sevilli pachniały golem? Co z tego, że biegali po boisku, skoro poruszali się dwa razy wolniej od przeciwnika? Co z tego, że Real wymienił 700 podań, skoro żadne nie przybliżało do bramki? Co z tego, że oddał 28 strzałów (w tym 12 celnych), skoro większość z nich była niskiej jakości? Sergio Rico w bramce nawet nie musiał się specjalnie wysilać. Tymczasem 4 celne uderzenia gospodarzy dały im 3 gole. Warto dodać, że w bramce Realu zabrakło Keylora Navasa – zastąpił go Kiko Casilla…
Navas 9 kolejek – 3 bramki stracone
Casilla 2 kolejki – 4 bramki stracone
Sam mecz mógł się podobać. W pierwszej fazie to madrytczycy byli lepsi. Grali dość wolno, ale taka już „uroda” ekipy Beníteza, jednak kontrolowali boiskowe wydarzenia i nie dopuszczali gospodarzy do sytuacji podbramkowych. Pierwszej dobrej okazji w 10 minucie nie wykorzystał Cristiano Ronaldo, a chwilę później kapitalny strzał w słupek oddał Nacho. W 22 minucie padł najładniejszy gol Realu w tych rozgrywkach – po rzucie rożnym stojąc tyłem do bramki z woleja w sam róg bramki Rico uderzył Ramos (notabene wychowanek Andaluzyjczyków). Wyglądalo to jak przewrotka. Prawdziwe golazo! Kapitan przypłacił to odnowieniem się urazu barku, lecz naprawdę warto było. Po objęciu prowadzenia obserwowaliśmy niestety stałą reakcję Realu – cofnięcie się i stopniowe oddawanie inicjatywy (dodam, że w podobnej sytuacji Barcelona na ogół błyskawicznie rusza do ataku, żeby wykorzystać mentalną przewagę i dobić rywala). Zresztą gospodarzy nie trzeba było specjalnie zachęcać. Po słabym początku piłkarze Emery’ego rozkręcali się z każdą minutą. Najpierw wyrównał Immobile, a zaraz potem ten sam zawodnik mógł wyprowadzić gospodarzy na prowadzenie. Do przerwy był remis ze wskazaniem na Los Blancos, którzy do strzelenia jednej bramki potrzebowali 6 celnych strzałów. Sevilli wystarczyły dwa. W bramce dość niepewnie grał Kiko Casilla – właściwie w całym meczu obronił tylko jedno uderzenie, miał za to kilka pustych przelotów i niepewnych wybić. Potwierdziło się tylko to, co mimo zakłamujących fakty liczb było jasne dla obserwujących mecze Królewskich – obrona wcale nie jest zbyt solidna (w pole karne Realu Sevilla wchodziła jak w masło, zwłaszcza po stronie Danilo), to Navas w bramce dawał jakość. Gdy go zabrakło, worek z golami się rozsypał. Aż strach myśleć, co zrobią na Bernabéu Suárez i Neymar…
Znając smutną madrycką zasadę, że piłkarze Realu nie grają dwóch równych połówek i zwykle po zmianie stron prezentują się znacznie gorzej, miałem spore obawy o wynik meczu na Pizjuán. Obawy okazały się słuszne. Jeszcze na początku jakoś to wyglądało, lecz gdy po kapitalnej zespołowej akcji (o jakiej wolni i schematyczni milionerzy ze stolicy mogą tylko pomarzyć) Sevilla za sprawą Banegi wyszła na prowadzenie, żarty się skończyły. Królewscy mogli odpowiedzieć, lecz szansy na wyrównanie pozbawił ich egoizm Ronaldo (o czym niżej), zaś uderzenie Casemiro cudem obronił Rico, ale trudno było nie zauważyć boiskowej apatii i gry na stojąco. Jeśli Benítez dysponując najdroższą kadrą w Europie potrafi dobrze zagrać tylko przez 30 minut, nie wróży to sukcesów jego projektowi. Gdy w 74 minucie gola na 3-1 strzelił Llorente, było po meczu. Real zaczął się gubić, wybijać na oślep, i był bliżej do straty kolejnych goli, niż dogonienia wyniku. Wciąż grał zbyt wolno, atakował zbyt małą ilością graczy, brakowało nie tylko kreatywności, ale zwykłej piłkarskiej jakości. Tego, co wyprawiał Konoplanka, po madryckiej stronie nikt nie umiał powtórzyć. Sevilla pod koniec meczu wyglądała jak żwawy nastolatek na tle zramolałych emerytów. I nie zmieni tego bramka „na otarcie łez” strzelona w 93 minucie. Warto ją odnotować z innego powodu – po 71 dniach nieobecności na boisku pojawił się James. Kolumbijczyk wrócił i szybko zrobił to, czego od dawna nie potrafi Ronaldo: uderzył z 20 metrów mocno i celnie (!). Chociaż jego bramka nie dała punktów, dała madridistas nadzieję na lepsze jutro. Teraz James wyjedzie na mecze reprezentacji – oby znowu nie wrócił z kontuzją…
Niezwykle aktywny był dzisiaj kolejny rekonwalescent – Gareth Bale, który pokazywał się z dobrej strony i często niepokoił bramkarza, w przeciwieństwie do Ronaldo, który znowu rozegrał słabiutkie zawody. Nie ma co udawać – Cristiano w obecnej formie osłabia drużynę, a czekanie od wielu tygodni, że wreszcie „odpali”, zakrawa na kpinę. Jedyne, co by mogło go szybko wyleczyć, to ławka rezerwowych, i to na kilka spotkań (by po początkowym „smutku” i złości poczuł głód gry), ale na to nikt się nie odważy. Portugalczyk nie angażował się w walkę, podawał koszmarnie, zaliczył nawet nietrafiony wyskok do prostej spadającej piłki i zmarnował kilka dobrych okazji, a ta z 68 minuty, gdy po raz kolejny uderzył niecelnie zamiast podać do wychodzącego na czystą pozycję Modricia, woła o pomstę do nieba. Tak grać nie wolno. Futbol to sport zespołowy i nie ma tu miejsca dla egoistów. To była najlepsza okazja na wyrównanie stanu meczu i odwrócenie jego losów. Od CR7 mamy prawo wymagać więcej – zwłaszcza, że on wciąż wymaga od wszystkich innych. Szkoda, że nie od siebie. W Sewilli bohater sprzed pół roku, kiedy to ustrzelił tu hat-tricka, został antybohaterem Madrytu. Nie wolno też pominąć kolejnego chamskiego gestu Portugalczyka – niezauważonej przez sędziego próby uderzenia bez piłki Krychowiaka w twarz, za co Ronaldo powinien wylecieć z boiska i pauzować kilka spotkań. Może wtedy Real by zaczął grać jak należy…
Limit szczęścia wyczerpał się kilka dni temu w meczu z PSG na Bernabéu. Aby wygrywać, trzeba po prostu grać zdecydowanie lepiej. Bezbarwne klepanie w ślimaczym tempie nie wystarczy. To nie jest nowoczesny futbol. Tak nie może grać klub uznawany (także przez siebie) za najlepszy na świecie. Potrzeba przebojowości, dryblingu, szybkości, przypomnienia sobie, co to jest gra na jeden kontakt, i przede wszystkim ambicji – biegania i walki do utraty tchu. To wszystko prezentowali dzisiaj tylko piłkarze Unaia Emery’ego. A przecież wcale nie grali wybitnie – wystarczyło przycisnąć, by się gubili (opisany przykład z 68 minuty). Problem w tym, że madrytczycy nie za bardzo cisnęli. Sami wyglądali na zmęczonych, po stracie bramki wcale nie ruszyli do zmasowanego ataku, nie było dodania gazu, przykręcenia śruby. Nie wierzę, że wielkiego Realu Madryt nie stać na więcej niż to, co widziałem dzisiaj (i ostatnio w Madrycie). Bo jeśli tak, to pora na gruntowne zmiany. Panowie przegrali dopiero pierwszy mecz pod wodzą Rafy Beníteza i to grając o niebo lepiej niż we wtorek, więc pozornie nie ma powodu do paniki. Boli co innego. Boli fakt, że wyśmiewana wielokrotnie Barcelona, która w tym sezonie traci masę bramek (Sevilla, Celta i Athletic strzelili Katalończykom po 4 gole!), prowadzi w ligowej tabeli. Mimo absencji Messiego tuż przed Klasykiem w Madrycie odjechała Realowi na 3 punkty! „Silny” Real znów ogląda plecy „słabej” Barcelony! I za 2 tygodnie znów to Real zagra o wszystko, bo porażka u siebie może już jesienią zredukować do minimum mistrzowskie szanse. Jest więc jak zawsze, a przecież tym razem miało być zupełnie inaczej… Ale Barcelona nawet bez Messiego ma z przodu dwóch piłkarskich geniuszy. A Real? Real ma Ronaldo…


Plus meczu: James
Minus meczu: Cristiano Ronaldo


Tyle ode mnie. Na koniec, jak zwykle gdy rozżalenie sięga zenitu (na postawę a nie sam wynik), kilka celnych wypowiedzi znalezionych w Internecie:
Najgorsze jest nie to, że straciliśmy 3 punkty, tylko to, że postawa piłkarzy jest karygodna i żenująca dosadnie rzecz ujmując. Przecież to jest nienormalne, żeby po stracie bramki nie podkręcić tempa i WALCZYĆ tylko stać jak kołek. Real Beniteza nie ma w ogóle w sobie tej pozytywnej agresywności, nie ma chęci, nic nie ma oprócz człapania po boisku. Po co w takim razie oni w ogóle wychodzą na boisko? W statystów się bawią? Nie ten biznes panowie. To nie jest kwestia dzisiejszego meczu, Real jest taki od początku sezonu, przebłyski widzieliśmy tylko w meczu z Bilbao, kiedy drużyna jakoś potrafiła pokazać kły. Na ten moment Real Beniteza jest bezcharakterny -> tragiczny. Wyniki niby są, bo nie oszukujmy się, nie jest źle (topowe drużyny jak Bayern, Barça też czasem przegrywają…), ale gra jest cholernie gówniana, ja nie widzę tu chemii między piłkarzami a Benitezem i tyle.


Nie grali tak źle, ale w 10 trudno się gra, bo Ronaldo tylko zabiera miejsce na boisku. Kroos nie ma wizji gry i nigdy nie będzie miał – ni to ofensywny ani defensywny pomocnik. Modrić się starał ale jest bez formy. Benitez zawalił sprawę zdejmując Isco, który to jako jedyny coś do przodu grał, bo reszta do tyłu, może jeszcze Bale coś próbował, ale to za słabo. Isco nie miał z kim grać. Bez Ramosa obrona się posypała, Danilo cienki, Ukrainiec jechał z nim jak chciał, Casilla znacznie słabszy od Navasa. James nie grał nic wielkiego, bo jak wszedł, to już się reszcie nie chciało grać. Stali i patrzyli, jak Sevilla wymienia podania… to było żenujące. Gola ładnego strzelił, ale co z tego. Wszedł za późno i powinien zmienić Kroosa. Pan z nr 7 jest chyba myślami gdzie indziej, taka prawda, nawet nie minął jednego rywala. Na wygranie LM bym nie liczył, a La Liga też się wymyka, bo jak wtopimy z Barceloną to koniec. Benek poleci i znowu zrobi się kwas.


To jest właśnie cały Real, czyli kolos na glinianych nogach i mało się w tej kwestii zmieniło. Gdyby PSG miało więcej szczęścia, to też powinni wygrać. Coś takiego drugi raz w przyrodzie się nie zdarza i dzisiaj nie mieliśmy za dużo argumentów. Skupiamy się w tym sezonie na defensywie, ale efektów naprawdę brak poza lepszym pressingiem i to tyle. Naprawdę strach pomyśleć, ile punktów mielibyśmy gdyby nie Navas, bo przecież średnio każdy zespół, z którym graliśmy, stwarzał sobie naprawdę klarowne sytuacje. Tym się właśnie różnimy od Barcelony. Jesteśmy przewidywalni i porażki można się było spodziewać. Real znów we frajerski sposób traci lidera przed El Clásico na własne życzenie i komplikuje sobie tabelę. To jest 10 kolejka. Za kolejne 10 bedziemy słyszeć o kolejnych finałach 🙂 a w najbliszszym czasie czekają nas Barcelona, świetny Eibar, Villarreal na El Madrigal i też Valencia.
Z taką grą, którą obecnie przentujemy, dla nas wyzwaniem bedzie Villarreal bo Real się za późno budzi i daje sobie wchodzić na głowę. Co jak co, ale takich ataków ze strony Sevilli się nie spodziewałem, i nie dlatego, że są słabi tylko dlatego, że u nas na ławce jest podobno trener zakochany w taktyce i rozpracowywaniu rywala, a tymczasem mogło się skończyć 4:1, 5:1.


Sevilla stała i czekała na to, co z piłką zrobi Madryt. Nie zrobił nic. A jak oni atakowali, to u nas się gotowało. Oprócz goli Sevilla miała jeszcze ze 2-3 okazje do strzału na pustą bramkę. Real nie miał pomysłu na grę z przodu. Atutem miała być gra defensywna i tu również było kiepsko. Danilo bezużyteczny w obronie i ataku. Casemiro sprawdzał się przy słabszych drużynach, ale z Sevillą i z PSG nie poradził sobie. Jeśli się nie mylę to przy drugiej bramce to on odpuścił bieg za asystującym zawodnikiem. Zamiast Kroosa po bramce na 2-1 powinien był zejść Casemiro. Jak atak to atak, trzeba ryzykować. Dla mnie to była bezsensowna zmiana. Zmiana zawodnika ofensywnego za defensywnego zwiększyłaby siłę rażenia z przodu, a tak zamienił stryjek siekierkę na kijek. Jesé po wejściu przez 15 minut nic nie zrobił.


Kroos jest tak cienki, że aż żal patrzeć. Koleś wykręca 95% celnych podań. Każdy zawodnik na świecie, który nie podejmie ryzyka prostopadłymi piłkami, będzie miał tyle. Żadna sztuka w jego wykonaniu. Spójrzmy na podania Di Maríi w PSG, tylko wina napastników, że Angel nie skończył meczu z nami z 2 lub 3 asystami. Kolejny pionek bez wartości to Isco. Zabija się chłopak o własne nogi i zwalnia akcję za każdym razem. Ronaldo to jest ewidentnie gość na ławę. Ronaldo jest tak słaby, że nie potrafi jednego rywala minąć – żenada po prostu. Modrić swoją grą też d*py nie urywa, ogólnie to słabo i to bardzo słabo. Podobnie jak Kroos. Do wywalenia na pierwszy rzut powinien iść Pérez z Ronaldo. Na taki gówniany football już się nie da patrzeć. Napastnik nam niepotrzebny – teraz wychodzi, jak niepotrzebny. Dostaniemy w dupę w klasyku i tyle. Jedyna nadzieja to Keylor i James bo wczoraj w bramce znowu ręcznik.


Dlaczego zespół po 30 minutach siada? Na to nie ma wytłumaczenia, żadnego. Przecież Sevilla, mimo że naciskała mocniej, „latała jak psy” itd., ale przecież tak samo grał z Realem PSG czy Celta. Nie rozumiem tego, wczoraj II połowa wyglądała jak mecz ospałego Realu, który jest przekonany, że w końcu co wpadnie i Sevilli, która jak wiele zespołów ambitnych po prostu docisnęła maksymalnie śrubkę i dawała z siebie wszystko. Dlaczego Real wczoraj nie potrafił tak docisnąć Sevilli w II połowie jak w 30 minutach pierwszej? Przecież oprócz Ramosa reszta zespołu była na boisku.
Wszedł James, pokazał, że obecnie jest największym crackiem Realu Madryt. Nie Bale, nie Mordić czy Kroos tylko James, gość naznaczony boskim talentem. Sevilla pogłupiała gdy wszedł gość z #10, każde zagranie Jamesa, a tamci na miękkich nogach, bo nie mieli pojęcia, co ten magik zrobi.


Real gra tak słabo od początku sezonu, ratowały go wyniki, a wyniki ratował Navas swoimi paradami. Zabrakło Navasa – zabrakło wyniku, aż boję się pomyśleć gdzie byłby Real gdyby nie Keylor. Nie mamy ani defensywy ani ofensywy. To jak rozgrywamy akcje ofensywne, woła o pomstę do nieba -monotonne utrzymywanie piłki 30 metrów od bramki. Co z tego, że oddajemy po 20/30 strzałów na mecz skoro 10 celnych i to większość zza pola karnego. A to, że bramkarz jest naszym najlepszym zawodnikiem, kiepsko świadczy o drużynie.


Real wygląda znośnie, powtarzam – znośnie z drużynami pokroju Las Palmas etc. W starciach z mocniejszymi rywalami gramy słabo. Co z tego, ze mamy przewagę w posiadaniu i „naciskamy” jak to zwykł mawiać Benitez. Te „naciskanie” jest bezproduktywne, nic z tego nie wynika. Piłka jest bezsensownie klepana w środkowej strefie boiska, ewentualnie przerzucana do boku, a następnie wrzucane w pole karne. Nie ma kombinacji, elementu zaskoczenia, kontr. Oczywiście jedna porażka nikogo nie skreśla, ale tutaj problem jest głębszy. Mam wrażenie, ze dla Rafy wszystko jest ok.


To, co najbardziej mnie zastanawia, to taktyka Beniteza. Nie bardzo mogę pojąć, jak taka drużyna gra do momentu zdobycia bramki, a później oddaje piłkę, inicjatywę i raczej skupia się na defensywie. Tak wyglądał mecz z Atlético, gdzie od bramki Real głównie bronił, tak wyglądał wczorajszy mecz, ba, wczoraj Real zaczął grać jeszcze przy 2-1 dla Sevilli, a przy 3-1 już Realu nie było na boisku. Zero agresji, walki, woli zwycięstwa, dramat. Niejako podobnie wyglądał rewanż z PSG, gdzie Real dał się stłamsić Francuzom. Jakby wówczas PSG strzeliło bramkę to obawiam się, że zrobiliby z Realem to, co wczoraj zrobiła Sevilla. Trochę nie przystoi takiej drużynie grać w ten sposób w piłkę. Za Mou aż człowiek z wielką przyjemnością oglądał kontry, składne akcje, piękną i zespołową grę. Ancelotti to zbilansował, ale w granicach dopuszczalnej normy, natomiast Benitez całkowicie i doszczętnie zniszczył styl Mourinio. My chyba nie wyprowadziliśmy ani jednej kontry w tym sezonie. Gramy anemicznie, bez stylu i finezji, ospale i ociężale.


Ja widzę tu kilka problemów. Może źle to postrzegam ale nie widzę u nas ani trochę dobrego związku pomiędzy trenerem a graczami. Sami piłkarze między sobą też nie wyglądają, by byli zjednoczeni. Chłopaki powinni się wiecej bawić piłką i mieć frajdę ze wspólnej gry. Barça robi wygłupy na halloween, integruje się razem w miasteczku zabaw, a u nas Bale oświadcza, że niewielu piłkarzy Realu ma jego numer.
Inna rzecz to aspekt rywalizacji. Mamy owszem lepsza ławkę niż w ubiegłym roku ale wypada nam jeden napastnik plus lewy obrońca i nie mamy graczy. Gdyby był taki Griezmann na ławce to Ronaldo by się brał do roboty… a tak Jesé ani Rosjanin go nie przestraszą. Dalej mam nadzieję, że ten człowiek się odbuduje ale nie wiem, czy da radę bez psychiatry, bo coś mu dolega. Pomysł i styl gry – nie ma co opisywać, stabilności też nie ma. Chcę w końcu trenera na 5 lat, który nawet jeśli nie będzie co rok tytułów, da temu Realowi styl, stabilność, magię i uśmiech na naszych ustach.


OK, Ronaldo to Ronaldo tamto, a co wyprawiało nasze trio Modrić, Isco, Kroos? Brak słów! Modrić miał pretensje do Crisa, a jestem na 100% pewny, że nie strzeliłby bramki. Kto jak kto, ale Luka koncertowo potrafi marnować setki. Ile to już razy dostał piłkę na 11 metrze, która powędrowała na ostatnie piętro Santiago Bernabéu? Dlaczego teraz miałoby być inaczej? Słaba gra Realu to nie jest wina tylko 1 piłkarza lecz każdy z pola gra wręcz żenująco: Isco, Ronaldo, Bale, Kroos, Danilo, Modrić, cała defensywa. Kto teraz się wyróżnia? Navas, Casemiro? Piłkarze, którzy mogli w tym sezonie nie grać u nas. Ten sezon to jest jeden wielki paradoks. Trzeba poczekać do stycznia. Wtedy zacznie się gra na poważnie, o trofea.


Sevilla tak naprawdę pokazała, jak słabe są te punkty, które jeszcze niedawno były tak chwalone. Świetna defensywa Królewskich to mit, brak Navasa świetnie to pokazał. Od początku sezonu rywale wjeżdżają w nas jak w masło i tylko Keylorowi możemy zawdzięczać, że mamy te 24 punkty. Indywidualnie to zganiłbym Danilo, który w mojej opinii póki co się absolutnie nie sprawdza. Nie zachwyca w defensywie, a w obronie jest najsłabszym punktem. Rywale objeżdżają go jak pachołek. Danilo kojarzy mi się z takim Arbeloą, tylko szybszym. Jedym meczem, po którym nie można mieć zarzutu do obrony, jest spotkanie wyjazdowe z PSG.
Martwi również Toni Kroos, który nie przypomina tego zawodnika, który rok temu był uznawany za najlepszy transfer La Liga po połowie sezonu. Nie wiem, co ma wpływ na formę Niemca, ale nie podejmuje ryzyka, strzela mizernie, gra zbyt daleko od bramki, a w obronie jest tak słaby, że nawet Ronaldo by go minął. Jest strasznie ociężały, on wystawia nogę, gdy rywal już go wyprzedził dawno na 3 metry.
Isco to również cień samego siebie. Czasem mam wrażenie, jakby ten facet zapomniał z szatni zabrać głowę. Myślałem, że z czasem dojrzeje i przestanie holować tą piłkę, ale on ciągle to robi. Nawet gdy odbierze, pcha się na 3 rywali i ją traci. Gdzie jest ten Isco z poprzedniego sezonu?
Gareth Bale zagrał z Sevillą świetną pierwszą połowę i słabszą drugą (jak cały zespół). Mimo wszystko wrócił po kontuzji i zdecydowanie zaliczył występ na duży +. Grał po prostu odważnie, nie bał się brać gry na siebie, oddawać strzałów i wychodziło mu to naprawdę dobrze. Zaskoczył mnie w bardzo pozytywny sposób.
Jak bardzo martwiłem się o naszego Jamesa, że będziemy musieli poczekać na jego powrót do formy, a tu wchodzi w środku meczu, ładuje bramkę i posyła dwa piękne podania, które mogły skończyć się bramką 🙂 Ten gość jest naszą wielką nadzieją i ma predyspozycje, by kiedyś powalczyć o Złotą Piłkę z Neymarem. Złoty Chłopak, uwielbiam gościa i mam nadzieję, że wkrótce to on będzie liderem Realu Madryt.
Jeśli chodzi o Ronaldo… to osobny i obszerny temat. Zwyklę wstrzymuję się od skreślania jakichkolwiek piłkarzy, gdy mają gorszy okres, ale na pewnego pana od stycznia tego roku nie da się zwyczajnie patrzeć i nie chodzi mi tylko o jego grę. Dzięki niemu Real od pewnego czasu gra w 10 (ewentualnie w 9, jeśli Danilo próbuje mu dorównać). Moim skromnym zdaniem to, co ostatnio wyczynia Cristiano, przechodzi ludzkie pojęcie, a najgorsze w tym jest to, że on dalej będzie tak grać, a Benitez nie będzie miał odwagi posadzić go na ławce. Zaczynam wątpić w to, że ten piłkarz ma w głowie Real Madryt. Coraz częściej utwierdzam się w przekonaniu, że dla CR7 najważniejsze są jego statystyki i to, żeby on dalej był na pierwszysch stronach gazet. Denerwuje mnie praktycznie w nim wszystko, nie tylko każde nieudane zagranie, ale PRZEDE WSZYSTKIM jego pieprzone reakcje na boisku względem swoich kolegów. Notoryczne wymachiwania łapami, gdy Portugalczyk nie dostanie piłki, głupie symulowanie, szukanie karnych czy znikoma gra w defensywie. On po prostu od pewnego czasu gra TYLKO i wyłącznie za swoje zasługi, które oczywiście ma, ale przez to możemy po raz kolejny zostać pozbawieni tytułów.
Popatrzmy na Barcelonę i ich trio Messi-Neymar-Suárez. Tam wszystko wygląda pięknie, każdy cieszy się z udanego zagrania drugiego, razem celebrują bramki, oddają sobie karne i dzięki temu są najlepszym trio na świecie. Wyglądają jak trójka braci, wielkich przyjaciół, nie pamiętam, żeby któryś kiedyś wymachiwał łapami i stroił miny, gdy inny mu nie zagra. W Realu tego brak właśnie przez moim zdaniem Cristiano i jego debilne rekacje i gesty. Spójrzmy na takiego Bale’a. Co jest przy linii to zawsze, po prostu zawsze szuka w polu karnym Ronaldo. Ale tego właśnie dziś nie było. Bale brał grę na siebie i zagrał jeden z lepszych meczów od dawna! To mi się podobało.
Formę (?) Ronaldo w Sewilli podsumowuje fakt, że Claudio Bravo w meczu z Villarrealem miał więcej udanych dryblingów niż Portugalczyk. Jeszcze jak widzę próbę uderzenia Krychowiaka bez piłki, to mi się robi niedobrze. Nie dość, że gra piach to w bezsensowny sposób mógł nas osłabić, jeśli można uznać to osłabieniem. Dobrze, że Krychowiak to nie byle pipka, by paść na murawę w stylu wiadomo kogo i żebrać o kartkę. Czy nikt nie ma jaj, żeby jakoś CR7 ustawić do pionu? Czy tak ciężko zostawić Crisa na jeden mecz na ławce ? Czemu to takie trudne ? Mourinho posadził Hazarda na ławie, bo temu nie chciało się zapieprzać w obronie, to w meczu ze Stoke Belg zasuwał za dwóch. Nie rozumiem tego i chyba nie chcę rozumieć…
Łudzę się, że Cristiano jeszcze wróci do formy i że przestanie odpieprzać teatrzyk. Nie dość, że na boisku piach, to coraz częściej jakieś głupie wypowiedzi z jego ust. A to, że jest najlepszy, a to inne niepotrzebne słowa. Zamiast gadać, że się jest najlepszym, lepiej to pokazać na boisku, bo aktualnie Portugalczyk nie zasługuje na bycie w TOP3 Złotej Piłki. Dla mnie tam powinno być trio z Barcelony i mówię to z bólem serca. Jeszcze raz mówię, łudzę się, że CR coś w sobie zmieni. Nie chcę go sprzedawać, ale on od pewnego czasu bardziej przeszakdza na boisku niż pomaga. Smutna prawda, ale prawda…


Wczorajszy brak podania do Modrica w drugiej połowie, co mogło zmienić wynik na 2:2, był przestępstwem indywidualności z art. 323 traktującym o sabotowaniu dobra drużyny w imię indywidualnych osiągnięć. Usankcjonowany karą wydalenia, definitywnego i bez apelacji.


Doprawdy Real to dziwna drużyna? Patrząc na początkowe 20 minut wczorajszego meczu do głowy nie przyszłoby mi, że można to przegrać. Mecz absolutnie pod kontrolą, Sevilla nie potrafiła niemalże wyjść ze swojej połowy. A potem? kopanie się po czołach ? po prostu. Wbrew pozorom wynik nie oddaje w pełni tego, co się działo, bo Sevilla powinna wygrać wyżej. A strzał rozpaczy Jamesa trochę zamazuje rzeczywisty obraz.
Fantastyczny Jewhen Konoplanka!!! Gość robił co chciał na boisku, objeżdżał obronę Realu jak dzieci. Czysta przyjemność obserwować takiego zawodnika. Z drugiej strony zupełnie zgaszony Ronaldo. Powiem tak, nie powinno się kopać leżącego, ale takiego dramatu z jego strony nie było, NIGDY, chociaż miewał już doły. Mam wrażenie że on już nie tyle walczy z rywalami co z samym sobą, nie wychodzi mu kompletnie nic.
W każdej drużynie, gdzie to forma a nie marketing jest wyznacznikiem, CR grzałby ławę. To, że prezentując co prezentuje wciąż jest na boisku, działa tylko frustrująco na pozostałych, którzy naocznie przekonują się, że są ?równiejsi?, których reguły gry nie dotyczą. Frustrację już było widać w zachowaniu chociażby Modrica, po tym jak wychodził na czystą pozycję, a którego ?nie dostrzegł? CR. Jeszcze do niedawna rzecz nie do pomyślenia wręcz, a to się będzie nasilać.
Co mi się nasunęło po wczorajszym meczu. Żeby naprawdę regularnie wygrywać poważne trofea (nie jakieś puchary Audi), oprócz potężnych pieniędzy i klasy sportowej (którą Real bezsprzecznie posiada), trzeba także DRUŻYNY, ale rozumianej także jako ludzi, którzy oprócz tego, że wspólnie kopią piłkę, to także zwyczajnie się lubią i szanują. Tak właśnie jest w Barcelonie, wspólne spotkania, wypady, wygłupy (jak ten z Getafe), jeden drugiego dowozi na treningi, itd. I to wszystko dzieje się wtedy, gdy także przeżywają ogromne trudności kadrowo-sportowe, nawet wtedy są zjednoczeni jako grupa. A gwiazdorów mają również z najwyższej półki, ale ich siłą jest jedność. Choćby wczoraj, Neymar walczący o lidera strzelców oddaje karnego Suárezowi, który? depcze mu po piętach w tej kwestii, za chwilę Suárez pięknie asystuje Neymarowi, po prostu drużyna ponad wszystko. Patrząc od tej strony na Real to jest po prostu przepaść?
Z punktu widzenia takiego laika jak ja, taką drużynę w Realu można budować od zaraz i niekoniecznie od podstaw, ale opierając się na graczach typu James, Marcelo, Modric, itp., którzy oprócz klasy sportowej i zadziorności na boisku potrafią działać w grupie i na rzecz jej dobra. Stworzyć taką pakę mocną mentalnie, rdzeń, a dopiero potem dozbrajać się odpowiednio. A indywidualności z tak wybujałym ego jak Ronaldo, MUSZĄ się dostosować do tej grupy. Jeśli nie chcą/nie potrafią, to jest tylko jedno wyjście ? takie jakie zastosowała Barça z Ibrą. Nie może być żadnego kompromisu w tej kwestii. Jeśli danego zawodnika interesuje tylko jego szafka ze złotymi butami, to proszę bardzo, ale nie u nas. Nas interesuje tylko gablota z trofeami Realu Madryt.


Z Benitezem nic nie wygramy na koniec sezonu. Nie ma sensu porównywać początku obecnej drużyny z tymi José czy Carlo. Ancelotti przejmował drużynę rozbitą wewnętrznie, Mou zbieraninę chłopaków bez wiary we własne możliwości. Rafael dostał drużynę gotową do walki o najwyższe cele, drużynę zwycięską. Wystarczyło tylko dokupić rezerwowych i wkomponować ich w zespół. Taka mała rewitalizacja gotowej drużyny.
Benitez nigdy nie miał ani osiągnięć, ani wiedzy Włocha czy Portugalczyka. Drużyny Beniteza oglądełem wszystkie od czasu jego bytności w Valencii. Wszystkie były takie same. Głęboka defensywa, prymitytizm taktyczny połączony ze sztywna taktyką. Największe sukcesy to wygrana LM, którą zawdzięcza wyłącznie nocy cudów (było tak jak w powiedzeniu o broni palnej: „strzela sama raz w roku”) oraz wygrana ligi hiszpańskie (2x) i Pucharu UEFA z Valecią. Jedyną jego drużyną, której oglądanie nie sprawiało tortur, była Valencia 12 lat temu. Ta Valencia jeszcze bez widma bankructwa, bogata, mająca w składzie gwiazdy światowe i 1/3 graczy reprezentacji Hiszpanii, z Barają, Vicente, Aimarem czy Ayalą. Od szczęśliwej wygranej w LM z Liverpoolem kariera Beniteza to równia pochyła.
Nasz zarząd się nie popisał zatrudniając trenera, którego wykopali zarówno z The Reds czy z Interu. Aktualnego mistrza Europy rozwalił w mgnieniu oka. Inter nie może sie podnieść do tej pory. Nie lepiej było w Chelsea. W Neapolu miał drugą najlepszą kadrę w Italii, ustępując wyłącznie Juventusowi. Najwięksi rywale z Mediolanu w kryzysie. Jedyny zespół prezentujący poziom na miarę średniaka europejskiego – Roma – miał problem strukturalny w klubie. Dla Napoli wymarzone warunki, aby walczyć o wszystko w Italii. Efekt był jednak taki, że Napoli wygrało jedynie Puchar i Superpuchar kraju. Zespół grał beznadziejnie, owszem – strzelał rekordowo dużo goli, jednak równie rekordowo je tracił. Bilans bramkowy był bliski zeru. Ilość straconych goli była na poziomie spadkowiczów ligi.
Benitez nic się nie rozwinął, osiągnął wysoki poziom ponad 13 lat temu, od dekady gra tę samą melodię. Świat piłki poszedł do przodu, a on pozostał w tym 2004 roku. W Madrycie jest to samo co w Neapolu. Chaos, brak stylu, strach. Gramy jak mały klubik. Nigdzie, poza Valencią i może Liverpoolem, nie tęsknią za grubym Hiszpanem. Za sobą zostawiał tylko zgliszcza, smutek i żal.
Madryt prowadzi już pół roku, zespół rozegrał już 11 z 38 spotkań w Lidze oraz 4 z 13 meczów w Champions, to prawie 1/3 sezonu. W CL jesteśmy szczęśliwym liderem łatwej grupy. W Lidze mamy już 3 pkt straty do Barcelony. Niby nie najgorzej ale gdy się przyjrzymy z kim graliśmy, to już wygląda to o wiele gorzej. Na 11 spotkań rozegraliśmy jedynie 3 z mocnymi rywalami – Atlético, Celta i Sevilla – bilans 1-1-1 i tylko 4 punkty. Najgorsze jednak są nie wyniki a gra. Zespół nie rozegrał do tej pory ani jednego dobrego meczu, jedynie niezłe fragmenty.
Benitez jest niczym czeski mechanik ze starego dowcipu. Samochód niby napriawiony tylko części pozostały w pudle. Rozmontował całą drużynę, nawet Ronaldo nam popsuł. Podsumowując: co mistrz zbuduje – Benitez zrujnuje.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: