EVERLY

Everly recenzja Joe Lynch Salma HayekEVERLY
Everly
2015, USA
akcja, reż. Joe Lynch

Teatr jednego aktora – tak można określić nową produkcję mało znanego reżysera Joe Lyncha. W tym przypadku jednej aktorki, a ponieważ jest nią lubiana Salma Hayek, ten fakt ratuje film przed zupełną klapą. Przyjęło się jeszcze inne określenie: „Kill Bill dla ubogich”, i to mówi o zawartości znacznie więcej. Opis fabuły można zamknąć w jednym zdaniu: uwięziona w apartamencie kobieta stawia czoła licznej grupie morderców nasłanych przez mafię. Nie warto dociekać motywów, szukać profilu psychologicznego postaci czy jakiejkolwiek logiki zdarzeń, tego tu nie ma. Everly to pełen niedorzeczności ryzykowny eksperyment igrający z cierpliwością widza, jednocześnie najprostsze w swoim wyrazie krwawe kino akcji z dużą ilością elementów gore. Niestety wszystko tu jest zbyt na serio, brakuje luzu typowego dla kina robionego z dużym przymrużeniem oka, który choć trochę równoważyłby idiotyczny scenariusz i puste dialogi. Tylko wtedy piękna kobieta kładąca pokotem całe grupy wyszkolonych gangsterów i zawodowych zabójców, na której liczne rany czy postrzał w brzuch nie robią żadnego wrażenia, byłaby wiarygodna lub przynajmniej możliwa do zaakceptowania. Bez tego pasuje jak kwiatek do kożucha i wręcz irytuje. To nie rola dla Salmy Hayek, zresztą nie wnosi niczego pozytywnego do jej emploi. Z drugiej strony, właśnie z jej powodu wiele osób wytrwa do końca seansu. Nawet jeśli zagrała w miarę poprawnie, rola Everly poza bieganiem w niekompletnym stroju nie dała jej możliwości do wykazania się kunsztem aktorskim. Do całego arsenału wykorzystywanej tu broni (pistolety, automaty, granaty, sztylety, japońskie miecze, paralizator, kwas siarkowy) bardziej pasowałby Danny Trejo ze swoją poharataną facjatą, który jako Maczeta budził sporą sympatię, a nie gorąca Meksykanka, od lat uwodząca widza swą seksualnością.
Jeśli komuś zupełnie nie przeszkadza to wszystko, co napisałem, a w kinie szuka jedynie błahej rozrywki i da sobie wcisnąć każdy kit, łącznie ze skleconą bez ładu i składu absurdalną historyjką, zapraszam na seans. Pozostałym radzę lepiej spożytkować czas. A jeśli tęsknicie za atutami Salmy Hayek, sięgnijcie po Od zmierzchu do świtu Rodrigueza i Tarantino.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: