LEGEND OF HERCULES Legenda Herkulesa

Legend Hercules Legenda Herkulesa recenzja Harlin LutzLEGEND OF HERCULES
Legenda Herkulesa
2014, USA
fantasy, reż. Renny Harlin

Przygody Herkulesa, najpopularniejszego z bohaterów mitologii rzymskiej, to bardzo wdzięczny temat dla filmowców, ile tu możliwości wykazania się pomysłowością i kunsztem reżyserskim. Na tyle wdzięczny, że Hollywood w jednym czasie zaproponowało aż dwa obrazy o tej postaci – to taka nowa moda w Fabryce Snów. Pierwszy na ekranie pojawił się film nieco już zapomnianego fińskiego reżysera Renny’ego Harlina, z Kellanem Lutzem w roli głównej. Już samo to nie wróżyło dobrze produkcji. Nie chodzi o jego zbyt cukierkową jak na mitycznego herosa urodę czy porażające bielą zęby, problemem jest drewniana gra aktora. To wystarczyło w Zmierzchu, ale tu facet ma ciągnąć film. Nie ciągnie. Jeśli w ogóle warto wspomnieć jakiegoś aktora, to wyłącznie Scotta Adkinsa grającego króla Amfitriona. Jednak nie Kellan Lutz kładzie Legendę Herkulesa. Problemem numer jeden jest głupiutki scenariusz, nad którym – w co trudno uwierzyć, pracowało aż czterech ludzi.
   Fabuła w stylu taniego love story zupełnie nie oddaje boskości i mocy Herkulesa, Lutz wygląda na zwykłego mięśniaka z siłowni i tak też się zachowuje dostając nieraz lanie niegodne potomka Zeusa. Jego moc budzi się dopiero pod koniec gdy ni stąd ni zowąd zaczyna machać betonowymi głazami, wtedy jednak bardziej bawi niż zachwyca. A kiczowatych popisów z mieczem świetlnym (albo: miotania piorunami Zeusa) z litości nie skomentuję. Film Harlina to prościutkie i przewidywalne kino klasy B z kiepską historią, drętwymi dialogami, miernym aktorstwem i całą masą zapożyczeń z klasyki. Reżyser odrobił lekcję: szkielet opowieści oparł na Gladiatorze (tylko że Kellan Lutz to nie Russell Crowe, brak tu napięcia, muzyki i ręki Ridleya Scotta), a pełne zwolnień obrazu sceny walk przypominają te z nowatorskiego 300 Zacka Snydera. Chociaż mnie slow-motion nie przekonuje, to akurat choreografia walk i przede wszystkim scenografia muszą zostać zapisane po stronie plusów. Niestety to za mało by można było z czystym sumieniem polecić seans. Chyba że ktoś akurat potrzebuje się odmóżdżyć przy bajeczce dla dzieci, w której jest sporo walki lecz nie poleje się nawet kropelka krwi.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: