HOSTAGES Zakładnicy

Hostages Zakładnicy recenzja serial ColletteHOSTAGES
Zakładnicy
2013, USA
serial, 1 sezon

Wyprodukowany przez Jerry’ego Bruckheimera serial to amerykańska wersja izraelskiego Bnei Aruba, którego twórcą jest Rotem Shamir. Centralną postacią opowieści jest dr Ellen Sanders (Toni Collette), która została wybrana do zoperowania prezydenta USA. Pozornie niegroźny zabieg staje się walką o życie własne i najbliższych, gdy jej rodzina stanie się zakładnikami bezwzględnego Duncana Carlisle (Dylan McDermott), rozgrywającego własną walkę agenta FBI. Aby uratować najbliższych lekarka musi zadbać, by prezydent zmarł podczas operacji. Akcja rozgrywa się na przestrzeni 2 tygodni, a każdy odcinek serialu obejmuje kolejny dzień koszmaru. Stopniowo poznajemy bohaterów i motywy ich działania, a liczne twisty scenariusza tylko wzmagają ciekawość.
   Przyznam, że mam spory problem z oceną tej produkcji. Sam pomysł intryguje, chociaż pierwsze sceny ukazujące bezkompromisowość Duncana w sytuacji zagrożenia są raczej trudne do wyobrażenia w realnym świecie (chociaż właśnie w ten sposób należałoby postępować z bandytami). I dokładnie tak samo jest dalej. Wprawdzie wszystkie sceny i reakcje bohaterów (z obu stron zresztą) da się jakoś wytłumaczyć, jednak na ekranie nie przekonują, począwszy od drobiazgów aż po samą ideę całości. Niestety nie mogę zdradzać szczegółów, aby nie psuć przyjemności tym, którzy zechcą obejrzeć serial, niemniej już samo zakończenie głównego wątku jest dość łatwe do przewidzenia. Czy wyobrażacie sobie, że w amerykańskim filmie (w kraju, gdzie polityczna poprawność i nadmierny patriotyzm aż wylewa się z każdej niemal produkcji) powszechnie szanowana pani doktor – lekarka zobowiązana przysięgą do ratownia życia pacjentów, zdecyduje się z zimną krwią zamordować prezydenta, najważniejszą osobę i symbol USA? Mimo wszystko scenarzyści zadbali, by jak najbardziej poplątać wątki (nawet te kompletnie niepotrzebne) i zagmatwać historię, dzięki czemu nawet przeczuwając finał możemy się rozkoszować widoącą ku niemu krętą drogą. Ujmę to tak: realizmu tu może niewiele, ale przecież w innych sensacyjnych produkcjach (z najlepszym serialem świata 24 godziny na czele) też musieliśmy bardzo często przymrużać oko. Każdy film jest fikcją, dlatego nawet jeśli Zakładnicy to nie jest produkcja najwyższych lotów, dzięki licznym (na moje oko trochę zbyt licznym) zwrotom akcji podczas projekcji trudno narzekać na nudę. Nic nie jest takie, jak się na początku wydaje, i nikomu nie można do końca ufać. Warunek jest jeden, jeśli chcemy miec frajdę z seansu: trzeba zaakceptować formułę, bo filmy o zakładnikach z reguły są banalne, nie mają odpowiedniego tempa, a tu jeszcze całość rozłożono na 15 odcinków. Trochę cierpi na tym dramatyzm zdarzeń, obu stronom brak konsekwencji w działaniach, to z kolei sprawia, że cała historia wygląda nieco sztucznie. Podobnie jak grająca główną rolę Toni Collette, ale to może tylko kwestia jej oryginalnej urody. Pewne jest jedno, i to jest minus produkcji, że nie ma tu wielkiego nazwiska, które zgodnie z obecną modą pociągnęłoby cały serial. Zakładnicy to typowy średniak, który można obejrzeć nie mając niczego ciekawszego pod ręką, ale proszę nie liczyć na emocjonalne fajerwerki.

Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: