NEED FOR SPEED

Need For Speed recenzja film Waugh Aaron PaulNEED FOR SPEED
Need For Speed

2014, USA
akcja, reż. Scott Waugh

Odnosze wrażenie, że wszystkie rozrywkowe filmy o wyścigach samochodowych są identyczne. Tym bardziej, gdy wyrosły ze znanej od lat gry komputerowej. Różnią się jedynie drobnymi detalami, ale schemat i estetyka są zawsze takie same. W Need For Speed mamy więc dobrego i złego bohatera, atrakcyjną laskę, odlotowe fury, szybkie pościgi, uczieczki przed policją, nagminne łamanie przepisów, itp. itd. Porównania z kultową serią Szybcy i wściekli same się nasuwają, tylko że tutaj jest o poziom niżej. Obsada kiepska, kobieta mniej atrakcyjna, efekty nie tak efektowne, a fabuła prosta i naiwna. Nie zawodzi tylko wzorcowo odszykowany Ford Mustang. A więc Szybcy i wściekli dla ubogich? Poniekąd tak, ale nie do końca. To nadal duża frajda dla niewiele wymagających miłośników rajdów samochodowych obserwowanych na kinowym ekranie. Przypływ adrenaliny gwarantowany, a tempo adekwatne do tytułu (na którego przetłumaczenie dystrybutorowi zabrakło weny). Może w przypadku ekranizacji popularnej gry komputerowej tyle wystarczy?
   Nie będę na siłę narzekał na film, którego założenie było bardzo proste: dostarczenie wizualnej rozrywki. Nikt przecież nie oczekuje tu rozbudowanych emocjonalnie postaci czy głębi psychologicznej. Oparta na motywie zemsty fabuła jest prosta i niestety do bólu przewidywalna: kierowca rajdowy Tobey po odsiedzeniu 2 lat za popełnioną przez dawnego wspólnika zbrodnię wychodzi na zwolnienie warunkowe i przystępuje do działania. Gdzie kierowcy wyrównują rachunki? Oczywiście na torze wyścigowym. Aby zdążyć na czas, w zawrotnym tempie przemierza całe Stany Zjednoczone, łamiąc wszelkie możliwe przepisy i ograniczenia. Świetny przykład dla ludzi za kółkiem… Dalej nie muszę pisać, bo każdy i tak wie, co się wydarzy. To przecież Hollywood. Chociaż mam słabość do aktorów ze świetnego serialu Breaking Bad, to jednak grający główną rolę Aaron Paul tutaj nie do końca przekonuje. Jest miły i sympatyczny, ale brak mu charyzmy. Jako Jesse Pinkman był mocny i wyrazisty, tutaj gra zaledwie poprawnie i nic więcej. To zresztą i tak lepiej od pozostałych aktorów. Bo w Need For Speed bardziej od ludzi liczą się auta i to raczej Ford Mustang jest najważniejszym bohaterem widowiska. I inne drogie pojazdy, których nie brakuje, są nawet dość łatwo dostępne (czytaj: słabo chronione). Tym, co naprawdę napędza film Scotta Waugha, jest dynamika. Wprawdzie zawiązanie akcji trwa bardzo długo, ale potem mamy już tylko szybką jazdę bez trzymanki. Co ważniejsze, wiekszość efektów to popisy kaskaderskie, a nie praca speców komputerowych. Dzięki temu może brak tu efekciarstwa Szybkich i wściekłych, ale jest w miarę realistycznie. W miarę, bo jednak twórcy nie mogli sobie darować niepotrzebnych i zupełnie idotycznych scen, jak tankowanie w czasie jazdy czy podczepienie auta pod helikopter. Szkoda tylko, że w tej uczcie dla oka zapomniano o dramatyźmie, budowaniu napięcia, i tym podobnych drobiazgach, które odróżniają wybitną produkcję od tej na jeden raz. Need For Speed warto zobaczyć. Właśnie jeden raz.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: