LAST VEGAS

Last Vegas recenzja Turteltaub Kline De Niro Douglas FreemanLAST VEGAS
Last Vegas

2013, USA
komedia, reż. Jon Turteltaub
altaltaltaltalt

Latka lecą… Łatwiej to sobie uświadomić, gdy na ekranie pojawia się razem cała plejada oldboyów. Robert De Niro, Morgan Freeman, Kevin Kline, Michael Douglas. Wielkie gwiazdy kina postanowiły jeszcze raz zaszaleć w młodzieżowym stylu (oczywiście w Las Vegas, bo gdzieżby indziej) i widać, że na planie świetnie się bawili. Może nawet lepiej, niż widzowie przed ekranem, chociaż to już kwestia dyskusyjna. Ciepły film o przetrwaniu prawdziwej męskiej przyjaźni jednych rozbawi i wzruszy, innych zanudzi na śmierć. Jeśli podejdziecie do tematu na luzie, możecie mieć sporą frajdę z seansu. To nie stetryczała wersja Kac Vegas więc raczej nie oczekujcie wielkich salw śmiechu – wprawdzie są zabawne momenty, ale są też sceny zmuszające do refleksji nad wartościami w życiu, znaczeniem przyjaźni, poświęceniem dla dobra drugiego, itd.
   Fabuła koncentruje się na wieczorze kawalerskim jednego z bohaterów, który w Las Vegas wyprawiają mu trzej przyjaciele (stąd mimowolnie skojarzenia z Kac Vegas). Dziarscy 70-latkowie zapominają o problemach zdrowotnych, pogrzebują dawne waśnie i dowodzą, że prawdziwa przyjaźń trwa dłużej niż 58 lat (taki przeskok akcji w filmie funduje reżyser) i nic nie może się z nią równać. Nie będę opisywał perypetii emerytów, dodam tylko, że wszystko dzieje się za szybko – jak to w hollywoodzkim filmie. Panowie zostają jurorami w konkursie bikini, Archie nagle wygrywa fortunę w kasynie, panowie wynajmują najdroższy apartament, w 1 dzień organizują i rozkręcają najokazalszą imprezę (notabene – tej kasy by nie starczyło na pokrycie kosztów), Billy zakochuje się w lokalnej piosenkarce, Paddy wdaje się w bójkę, zaś zachowawczy Sam bez większego wysiłku podrywa jedną z panienek. W jeden weekend wrażeń więcej niż inni mają przez całe życie. Trzeba mocno przymrużyć oko, by to zaakceptować.
   Siłą filmu Turteltauba jest sympatyczny sposób przedstawienia zdarzeń oraz przede wszystkim obsada. Nawet jeśli to wszystko jest mało realne, to przesłanie i wnioski już jak najbardziej tak. Swój krótki epizod na ekranie ma nasza Weronika Rosati (podaje panom drinki w klubie), ale pierwsze skrzypce grają De Niro, Freeman, Kline i Douglas. Jeśli komuś przeszkadza ich wiek, niech nawet nie zasiada przed ekranem. To aktorska ekstraklasa i nawet jeśli to nie są ich najlepsze role, panowie pozostają sobą, grają w sposób naturalny i wdzięczny. Najgorzej wypada Michael Douglas – niedoszły pan młody, który żeni się z kobietą młodszą o 40 lat (!), ze sztuczną opalenizną i białymi jak śnieg zębami wygląda po prostu źle. Jednak to nie wpływa na grę i odbiór całości. Last Vegas to optymistyczna opowieść nie tylko o dozgonnej przyjaźni, lecz także o urokach życia starszych osób. Pokazuje, że z 70-tką na karku przy odpowiednim nastawieniu można dalej żyć w ten sam sposób, co wcześniej. Jeśli tylko zdrowie pozwala…
Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: