BEYONCÉ: LIFE IS BUT A DREAM Beyoncé: Życie to tylko sen

Beyonce Life But Dream Życie tylko sen recenzjaBEYONCÉ: LIFE IS BUT A DREAM
Beyoncé: Życie to tylko sen

2013, USA
biograficzny, dokumentalny, reż. Ed Burke, Beyoncé Knowles

Nie zwykłem recenzować filmów dokumentalnych, ale każda reguła ma swoje wyjątki. Tym bardziej, gdy chodzi o wielką artystkę Beyoncé, która kilka dni temu po raz pierwszy wystąpiła w Polsce śpiewając na wypełnionym po brzegi Stadionie Narodowym W Warszawie. Poza tym film Beyoncé: Życie to tylko sen nie jest typowym dokumentem – to wyprodukowana przez piosenkarkę jej własna biografia, szczera do bólu, prawdziwa i bardzo intymna. Dokument przedstawiający głównie kulisy jej koncertów, wspomnienia z drogi na szczyty popularności i wybrane opowieści z życia prywatnego, obrazujące miłość do męża rapera Jaya-Z, tragedię przeżytego poronienia oraz oczekiwania względem macierzyństwa. Oprócz fragmentów prób i występów rejestrowanych przez artystkę, mamy tu trafne refleksje na temat współczesnych czasów, gdy ludzie przestali samodzielnie myśleć (mają Internet), przestali słuchać całych płyt (wystarczą single – pojedyncze piosenki), przestali w artystce dostrzegać normalną kobietę (widzą tylko kostium, szukają pikantnych zdjęć i tanich sensacji), a głos i talent mają drugorzędne znaczenie.
   Beyoncé Knowles to jedna z największych gwiazd dzisiejszego show biznesu. Wokalistka, aktorka i projektantka mody ma na swoim koncie liczne nagrody Grammy i ponad 100 milionów sprzedanych płyt. Jest założycielką i główną kompozytorką jednego z najpopularniejszych kobiecych zespołów Destiny’s Child. Wyreżyserowany przez nią film o jej życiu i karierze był najchętniej oglądanym dokumentem w historii HBO – jego premierę obejrzało 1,8 miliona widzów, bijąc rekord sprzed kilku lat należący do filmu Spike’a Lee When The Levees Broke, opowiadającego o zniszczeniu Nowego Orleanu przez huragan Katrina. Polska premiera miała miejsce 22 maja.
   Trudno ocenić tę biografię. Dla fanów rzecz bezcenna, pozostałych też może zainteresować, jest bowiem opowieścią o fenomenie, jakim niewątpliwie jest Beyoncé. Ponieważ wokalistka sama odpowiadała za montaż i produkcję, mogła przedstawić swój wizerunek dokładnie w takiej formie, w jakiej chciała. Jednak podczas seansu nie odniosłem wrażenia, by był to obraz fałszywy i polukrowany. Artystka szczerze opowiada o lękach, obawach i trudnych chwilach. Nie chwali się specjalnie, chociaż miałaby czym. Jest skromna i naturalna. Dlatego nawet nie będąc jej fanem, obejrzałem z przyjemnością. Nie nudziłem się ani przez moment.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: