OCTOBER BABY

October Baby recenzjaOCTOBER BABY
Każde życie jest cudem

2011, USA
dramat, reż. Andrew & Jon Erwin

Istnieje grupa filmów, które urzekają samą opowiadaną historią i można by je uznać za bardzo dobre, gdyby nie zbyt nachalnie lansowany przekaz. W przypadku October Baby brzmi on mniej więcej tak: aborcja jest zła ale Chrystus cię kocha i nakazuje wybaczać błędy, bo to przestępstwo jest złe a nie ludzie je popełniający. To tak w skrócie. Teraz trochę więcej na temat fabuły, która jest ciekawa i bez tego przekazu brzmi znacznie lepiej. 19-letnia Hannah ma kłopoty z przystosowaniem się do życia we współczesnym świecie. Czuje się zagubiona, miewa samobójcze myśli, do tego dochodzą kłopoty ze zdrowiem. Po jednym z ataków poznaje okrutną prawdę – jej problemy wynikają ze zbyt wczesnego porodu. Hannah jest wynikiem nieudanej aborcji przeprowadzonej w 24 tygodniu ciąży. Zdruzgotana dziewczyna ucieka z domu i postanawia odnaleźć biologiczną matkę, by zrozumieć jej powody, co z kolei ma pomóc w nadaniu sensu własnej egzystencji. Nie mogę napisać więcej, dodam tylko, że w końcówce nieźle poprowadzony film obyczajowy ostro skręca w kierunku religijnej pogadanki z umoralniającą nauką i jedyną słuszną prawdą, że wiara w Chrystusa i słuchanie Jego słów automatycznie rozwiąże wszystkie problemy.
   Jak można się było spodziewać, October Baby wywołał ożywioną dyskusję przeciwników i zwolenników aborcji. Dla jednych to przedstawiona jednostronnie, manipulująca emocjami płytka i przewidywalna historia z bezbarwnymi bohaterami, będąca rozwlekłym kazaniem o wartości życia i sensie wybaczania w imię Chrystusa. Dla innych to wzruszająca opowieść o prawdziwych wartościach w życiu młodego człowieka, który szuka własnej tożsamości. Jak by nie patrzeć – obraz braci Erwin wywołuje emocje (dość skrajne, ale jednak), a to już połowa sukcesu. W końcu kino ma za zadanie grać na emocjach. Pytanie brzmi: czy wywołuje je film, czy sama tematyka? Obawiam się, że to drugie. October Baby jest nieźle zagrany, fabuła jest ciekawa, muzyka pasuje, a niespieszne tempo wcale nie przeszkadza. Irytują detale. O narzucaniu treści pro life już pisałem. Mnie najbardziej denerwowało zachowanie głównej bohaterki i samo przedstawienie tematu adopcji. Dziewczyna źle się odnajduje w życiu, czuje, że coś jest nie tak, a gdy dowiaduje się prawdy – olewa rodziców, by szukać osoby, która ją niechcący urodziła (bo trudno tę osobę nazwać „matką”). Po co? Kobieta dokonała aborcji. Dokonała wyboru. Na co liczy dziewczyna? Na refleksję po latach, na „przepraszam, nie chciałam cię zabić, ale skoro przeżyłaś to stwórzmy rodzinę i zacznijmy od nowa”? Hannah, obnosząca się po wszystkich ze swoją tragedią, w ogóle nie dba o uczucia rodziców, którzy ją adoptowali, wychowali i kochają ponad wszystko. Gotowa jest ich ukarać za to, że nie potrafili powiedzieć jej prawdy, i dopiero matka musi ją zjednywać tragiczną historią własnej rodziny (straciła swoje dzieci i wtedy zdecydowała się na adopcję). Mimo schematycznej fabuły i intensywnego lansowania jednej tezy, October Baby może się podobać, wzruszyć i rozczulić. Bo to w sumie smutna historia, jakich być może wiele na świecie. Tylko tutaj wszystko jest podane na tacy, natomiast w prawdziwym życiu nie byłoby tak łatwo dojść do prawdy.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: