BORDER RUN / MULE Granica

Border Run Mule Granica recenzja Sharon StoneBORDER RUN / MULE
Granica

2013, USA, Meksyk
thriller, reż. Gabriela Tagliavini

Granica w oryginale funkcjonuje pod dwoma tytułami: Border Run oraz The Mule. Co bym nie napisał o tym filmie, to i tak całą uwagę skupia na sobie Sharon Stone. Kobieta, której się udało. Kobieta, która zagrała jedną świetną rolę (w Kasynie u Scorsese) i raz zmysłowo rozchyliła nogi (Nagi instynkt), dzięki czemu zrobiono z niej boginię seksu. Ale to było 20 lat temu. Potem nie najlepiej dobierała role i nie wykorzystała swojego potencjału (jeśli go w ogóle miała – bo może Scorsese wycisnął wszystko). Nadal jest piękną kobietą, ale nie w omawianym filmie. Tutaj ma inne zadanie. Gra bezkompromisową reporterkę, która postanawia odnaleźć zaginionego w Meksyku brata, i bezwiednie staje się aktywną uczestniczką procederu przerzutu przez granicę z USA nielegalnych imigrantów. Sofie, której poglądy w tej sprawie były surowe i bardzo stanowcze, poznaje skalę zjawiska i okrucieństwo ludzi zajmujących się tym procederem, którzy mają za nic życie przewożonych biedaków płacących wielkie pieniądze za iluzję wolności.
   O Sharon Stone napiszę krótko nie robiąc wycieczek do jej wieku czy zrozumiałego teraz braku seksapilu. To nie jest rola dla niej. Nie dlatego, że w ciemnych włosach wygląda jak stara ciotka czy jest złą aktorką. Po prostu nie przekonuje w roli bojowniczki o problemy społeczne i prawa Meksykanów do ludzkiego traktowania. To trochę tak jakby zatrudnić Pamelę Anderson do roli pobożnej zakonnicy. A poza Sharon niewiele się tu dzieje i żaden inny aktor nie zwraca uwagi, także Billy Zane jako brat Sofie, którego widzimy ciągle związanego i bitego, bez żadnego efektu zresztą. Metoda przesłuchania tak samo bezsensowna jak cały film. Scenariusz jest kiepski, chociaż nie brak w nim zwrotów akcji i zaskoczeń. Jednak można to było pokazać lepiej, wytworzyć jakąś więź z bohaterami. Reporterka jest niewiarygodna bo nie ma żadnego pomysłu na znalezienie brata. Nie jest typem wojowniczki choć na okładce figuruje z pistoletem w ręku. Działa na zasadzie: pojadę tam i jakoś to będzie. Jest naiwna i kompletnie bezradna – w efekcie trudno jej kibicować. Trudno też przejąć się losem Meksykanów, bo są tu kompletnie anonimowi. Pani reżyser nie popisała się na równi ze scenarzystami. Sytuację nieco ratują wspomniane twisty, ale nie zmienia to faktu, że Granica jest filmem zaledwie przeciętnym, w którym cały ciężar złożono na jedną, źle dobrana aktorkę. Ponieważ jednak na końcu dumnie powiewa flaga amerykańska, więc wszystko pod kontrolą i everybody happy.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: