FACTORY
Factory
2011, USA, Australia
thriller, reż. Morgan O’Neill





John Cusack jako Mike Fletcher, nieustępliwy nowojorski detektyw, ściga wraz z partnerką seryjnego mordercę prostytutek. Zaginione dziewczyny stają się jego obsesją. Gdy zostaje porwana nastoletnia córka policjanta, sprawa staje się osobista, a czas ma podwójne znaczenie. Jeśli chce ocalić dziecko, w tej mozolnej układance detektywa nie stać już na najmniejszy błąd. Factory to dość przeciętny thriller z Johnem Cusackiem w roli głównej. Scenariusz nie porywa, ale też nie mogę powiedzieć, że film jest nudny. Bardziej przeszkadza, że jest schematyczny i mało wyrazisty. Wszystko to już widzieliśmy w znacznie lepszym wydaniu. Poza końcówką, która jest całkiem oryginalna i zaskakująca, ale za to pozbawiona sensu i obrażająca inteligencję widza. Factory ogląda się bez większych emocji. Psychopata wcale nie jest taki straszny (powiem nawet, że jest wyjątkową fajtłapą i nie rozumiem, jak przez lata uciekał policji), a gliniarz mający obsesję na punkcie wyjaśnienia sprawy to nic nowego. Tylko pozazdrościć zaangażowania. Oglądając tego typu filmy odnoszę wrażenie, że mało który policjant w Ameryce ma poukładane życie osobiste, bo praca jest ponad wszystko. Gdy porwano jego córkę tylko czekałem, aż jakimś cudem rozwiąże zagadkę. Zrobił to w mało przekonujący sposób (albo kojarzył fakty kilka razy szybciej ode mnie). Zagrał również średnio, ale na poziomie filmu. Factory to typowy zapełniacz czasu – pozycja, którą można obejrzeć w zimowy wieczór, ale właściwie po co? Chyba, że dla samej dziwacznej, wręcz idiotycznej końcówki. Jednak też raczej niekoniecznie.
