IMPOSSIBLE Niemożliwe

Impossible Niemożliwe recenzja Naomi Watts Ewan McGregorIMPOSSIBLE
Niemożliwe

2012, Hiszpania
dramat, katastroficzny, reż. Juan Antonio Bayona

Juan Antonio Bayona to reżyser niezłego Sierocińca sprzed 5 lat. Tym razem w niezwykle ujmujący sposób opowiada nam prawdziwą historię jednej z tysięcy rodzin pokrzywdzonych przez mordercze tsunami, jakie nawiedziło Tajlandię w grudniu 2004 roku. Zginęło wtedy 200 tysięcy ludzi. Pięcioosobowa hiszpańska rodzina rozdzielona przez fale miała ogromne szczęście, że przeżyła ten kataklizm. Długo się zastanawiałem, jak skomentować ten film, który z jednej strony mocno ściska za gardło (a ja bardzo rzadko się rozklejam), z drugiej nieco zawodzi od strony fabularnej. W tym wypadku jednak postawiłem na emocje, bo w końcu o nie chodzi w kinie, a tych jest tu naprawdę sporo. Nie sposób przejść obojętnie obok ogromu cierpienia pokazywanego na ekranie. Plusy filmu są oczywiste i przeważają nad niezbyt ciekawym, napisanym przez samo życie scenariuszem, którego finał jest z góry wiadomy.
   Po pierwsze – reżyserem jest Hiszpan, co jest dla filmu zbawienne. Nie ma hollywoodzkiej sztampy, patosu, zadęcia, koloryzowania itd. Historia jest prosta i rzetelnie opowiedziana – może dzieje się niewiele, ale jest to przedstawione w bardzo realistyczny sposób. Jedyne zmiany w stosunku do faktów to dodany wątek małego chłopca i zamiana rodziny hiszpańskiej na angielską, co wywołalo spore dyskusje, ale jest zabiegiem zrozumiałym i oczywistym, jeśli film ma osiągnąć sukces i zdobyć szeroką widownię. W końcu to nie jest film dokumentalny, więc zarzuty wobec reżysera są mocno chybione – to jego film i jego prawo opowiedzieć historię tak, jak chce. W rolach głównych występują znakomita tutaj, niezniszczalna Naomi Watts (dała radę King Kongowi, to i tsunami jej nie zmoże), nominowana zresztą do Oscara za tę rolę, oraz Ewan McGregor, również zasługujący na uznanie (piękna scena z telefonem). Ale nie tylko zawodowi aktorzy zachwycają – równie duże brawa należą się dzieciom, szczególnie debiutującemu na ekranie Tomowi Hollandowi, grającemu najstarszego syna Lucasa.
   Po drugie – film jest świetnie zrealizowany. Właściwie od strony technicznej nie ma się do czego przyczepić. Sceny kataklizmu krótkie, ale fantastycznie pokazane. Imponują zwłaszcza zdjęcia pod wodą – widz nieustannie ma wrażenie, że znajduje się w centrum akcji. Bayona doskonale oddał realia klęski żywiołowej, dodał dużo drobnych szczegółów i smaczków, przemycił również autentyczne obrazy sprzed 8 lat. Niektóre sceny wywołują obrzydzenie, ale tak właśnie ma być. Realizm i uczucia oraz spora dawka ludzkich emocji skutecznie wynagradzają brak wartkiej akcji, typowej dla katastroficznych dzieł rodem z Hollywood.
   Trzeba pamietać, że film Bayona z założenia nie jest tamtych kroniką wydarzeń. Tragedia widziana z perspektywy ofiary – kochającej się rodziny, rozdzielonej przez śmiercionośną falę i wrzuconą w wir chaotycznych i dramatycznych wydarzeń, nabiera u Hiszpana innego wymiaru. Może nie wszystkich to wzruszy, bo takie mamy dzisiaj czasy. Może niektórym zabraknie elementu zaskoczenia – wszak już sam plakat reklamowy pokazuje, że wszyscy ocaleją, ale tu nie o to chodziło. Może scena odnalezienia się małżonków jest zbyt naiwna, następuje za wcześnie (bo po niej mamy jeszcze ponad kwadrans filmu), ale nie ma co szukać dziury w całym. Film niesie bowiem bardzo pozytywne przesłanie. Pokazuje, że nadzieja umiera ostatnia, zawsze należy wierzyć i walczyć do końca. Dowodzi, że mimo dzielących nas różnic w obliczu katastrofy wszyscy jesteśmy tacy sami. Nie ma znaczenia kolor skóry czy grubość portfela. Niemożliwe pokazuje, jak wiele jest możliwe, gdy ludzie okazują sobie miłość, poświęcenie i bezinteresowną pomoc. To kawałek naprawdę wzruszającego, emocjonalnego kina. Wrażliwym widzom polecam zabranie chusteczek.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: