UNDERWORLD: AWAKENING Underworld: Przebudzenie

Underworld Awakening Przebudzenie recenzja Kate BeckinsaleUNDERWORLD: AWAKENING
Underworld: Przebudzenie
2012, USA
horror, reż. M?ns M?rlind, Björn Stein

Już przywykłem do tego, że pozorna trylogia ma zwykle czwartą część, bo skoro poprzednie dobrze zarobiły, to dlaczego nie kontynuować dochodowej opowieści? Nawet jeśli brakuje pomysłu na sensowny scenariusz. Tak było z serią Obcy, gdzie nawet śmierć bohaterki w trzeciej części niczego nie zmieniła – w kolejnej odsłonie można ją przecież sklonować. I tak oto doczekaliśmy się także czwartej odsłony wampirzej serii Underworld z ponętną Kate Beckinsale w roli głównej. Nie ukrywam, że mam dużą słabość do tej aktorki i nie bardzo potrafię być obiektywny w przypadku tego filmu. Na dodatek bardzo lubię tę serię – pełną mistycyzmu, mroczną i ponurą, dokładnie taką, jaka powinna być opowieść o walce wampirów i lykanów. Ale to wszystko dotyczyło poprzednich odsłon. Przebudzenie jest dla zupełnie innego widza – bezrozumnego, bezkrytycznego fana, który w ciemno kupi każdą bzdurę. Co z tego, że efekty specjalne są dobre, a seans w 3D robi duże wrażenie, skoro prostacka fabuła jest tak idiotyczna, że trudno rozkoszować się seansem. Nawet opięte w lateks pośladki głównej bohaterki tego nie wynagrodzą. Co najwyżej dodam za to jedną gwiazdkę…
Czy po tym wstępie jest sens opisywać fabułę, której praktycznie nie ma i sprowadza się do efektownego, ciągłego mordobicia? Przepraszam, są jeszcze infantylne dialogi i wskrzeszanie wampira chwytem za serce. Wow! Z kronikarskiego obowiązku opiszę, że pojmana podczas walki Selena po kilkunastu latach hibernacji budzi się by odkryć, że straciła kochanka, ale za to ma córkę – hybrydę wampira i lykanina. Świat natomiast zmienił się nie do poznania. Ludzie już dawno odkryli istnienie skonfliktowanych ze sobą ras wampirów i lykanów, a przez wiele lat krwawej wojny przetrzebili je tak skutecznie, że oba gatunki znajdują się na krawędzi wymarcia. Ostateczny cios wampirom mają zadać tworzeni w laboratoriach Antigenu genetycznie zmodyfikowani superlykanie. Oczywiście pod warunkiem, że pokonają Selenę….
Szczerze mówiąc nie nastawiałem się na ambitny film, więc nie byłem totalnie zawiedziony. Kate Beckinsale koiła moje zmysły i udawałem sam przed sobą, że nie zauważam głupoty scenariusza (poza kilkoma momentami przegiętymi na maksa). Jednak z perspektywy czasu muszę uczciwie napisać, że twórcy niestety nie stanęli na wysokości zadania. Szkoda tej serii. Obawiam się, że będą jej kolejne odsłony. Czas pokaże, czy równie idiotyczne. Ale i tak z przyjemnością je obejrzę i – z wiadomego powodu – włączę do mojej kolekcji.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: