EAGLE Dziewiąty Legion

Eagle Dziewiąty Legion recenzja Channing TatumEAGLE
Dziewiąty Legion

2011, Wielka Brytania
przygodowy, historyczny, reż. Kevin Macdonald

Historyczna opowieść rodem z Hollywood charakteryzuje się na ogół dwiema cechami: jest dość odległa od prawdy sprzed lat i ma być atrakcyjna dla mało wymagającego widza. Taki właśnie jest film The Eagle, u nas tłumaczony jak zwykle inaczej, jako Dziewiąty Legion. Opowiada historię z II wieku naszej ery, gdy Rzymianie podbili Brytanię, ale zostali zatrzymani w Szkocji, która nie poddała się nowej władzy. Właśnie tam w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął cały Dziewiąty Legion (5000 żołnierzy), a jego prestiżowy symbol – Orzeł, wpadł w ręce Celtów. Aby więcej nie doszło do podobnej wpadki, cesarz Hadrian wybudował słynny wał o długości ponad 120 km, oddzielający Szkocję od reszty kraju i stanowiący symboliczną, północną granicę Imperium Rzymskiego w Brytanii. 20 lat później Marcus, syn dowódcy niesławnego legionu, wyrusza poza Mur Hadriana, by odzyskać Orła, a wraz z nim przywrócić honor zmarłemu ojcu.
   W rolę Marcusa wcielił się modny ostatnio Channing Tatum. Gra na poziomie całego filmu, czyli średnio. Na początku nieco drewniany, w miarę rozwoju akcji trochę się rozkręca. Ale o jakiej akcji tu mówimy? Tempo jest wolne, dzieje się niewiele, z ekranu wieje nudą, a emocji praktycznie brak. Mielizny scenariusza są momentami denerwujące (bo jak uwierzyć, że Szkoci biegają szybciej niż Marcus ucieka na koniu, albo że początkowo pełen pogardy dla najeźdźców brytyjski niewolnik, gotów jest oddać życie za Rzymianina, którego powinien szczerze nienawidzić – wszak to Rzymianie podbili jego ziemie i wymordowali mu całą rodzinę). Aby mieć przyjemność z oglądania tego filmu, trzeba przymknąć oczy na takie banały i zaakceptować obronę tradycyjnych wartości, bo przecież dla Rzymian liczył się tylko honor. W imię honoru gotowi są ginąć bez mrugnięcia okiem. Szkoda, że dzisiaj nie ma już takich ludzi…
   Ten film mógł być dobry. Gdyby nie nadmierne nadęcie w końcówce, typowo hollywoodzkie nagromadzenie patosu (dobrze, że jeszcze flaga nie załopotała), można by przełknąć tę przewidywalną i naciąganą, cukierkową historię. Niestety finał niweczy wysiłek włożony w wytrwanie do końca. Nie zdradzę go, bo może ktoś jednak zechce się poświęcić i obejrzeć. Naprawdę nie warto.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: