PEOPLE LIKE US Ludzie jak my

People Like Us Ludzie jak my recenzjaPEOPLE LIKE US
Ludzie jak my

2012, USA
dramat, reż. Alex Kurtzman

Ludzie jak my to reżyserski debiut Alexa Kurtzmana. Bardzo udany debiut. Porusza temat, który rzadko gości na dużym ekranie. Bohaterem jest Sam, niespełniony pośrednik handlowy, który właśnie wpędził swoją firmę w poważne tarapaty. Na domiar złego dowiaduje się o śmierci ojca, z którym od dawna nie utrzymywał żadnych stosunków. Po pogrzebie, podczas rozmowy z adwokatem i wieloletnim przyjacielem zmarłego odkrywa, że ojciec – uznany producent muzyczny, miał również córkę, o której istnieniu nikt nie wiedział. Testament zobowiązuje Sama do przekazania jej 150 tysięcy dolarów i zatroszczenia się o nią i jej dziecko. Jednak gdy ten poznaje uzależnioną od alkoholu i mającą kłopoty z wychowaniem syna Frankie, nie umie zdobyć się na odwagę wyznania prawdy. Powoli zbliża się do przyrodniej siostry, staje się częścią jej życia. Rozumie jej żal do ojca, który ją porzucił dobra innej rodziny. Przecież i on miał do niego żal o zmarnowane dzieciństwo.
   Rzadko trafiają się filmy z tak dobrze skrojonym scenariuszem i tak dobrze dobraną obsadą. Właściwie jedynym problemem tego filmu jest to, że jest taki zwyczajny. Wręcz film obyczajowy. W miarę rozwoju akcji, dodam – bardzo wolnego rozwoju akcji, stopniowo dochodzimy do wniosku, że i tak niewiele się dowiemy. Problemy głównych bohaterów nie zostaną rozwiązane. Ich życie zostało tak zamotane, że nie będzie łatwo go poskładać. Zadra zawsze gdzieś tam zostanie. Utraconego dzieciństwa nie można zapomnieć. Czasu nie da się cofnąć. Ojciec, który zostawił rodzinę, nie powróci. Trzeba patrzeć w przyszłość i zadbać, by naszym dzieciom było lepiej. By nie przeżywały podobnej traumy. Ale tego już w filmie nie będzie. Obserwujemy jedynie wycinek historii. Kilka dni i tygodni z życia dzieci pokrzywdzonych przez rozwiązłego ojca. Patrzymy, jak próbują sobie z tym poradzić. Jak usiłują zrozumieć. Jak własną tragedię przykrywają nienawiścią. Jak jedno z nich próbuje nawiązać nić porozumienia. Jak drugie się przed tym broni. Mimo że przecież są de facto rodzeństwem. Długo można by o tym pisać. Równie długo mógłby trwać ten film, a i tak nic nie byłoby prostsze. Nic więcej nie zostałoby wyjaśnione.
   Świetnie zagrany film. Każdy z aktorów gra dobrze. Duże brawa dla wiecznie młodej Michelle Pfeiffer. Przekonująco wypadają Elizabeth Banks jako zapomniana córka Frankie oraz Chris Pine jako obrażony syn. Ale i tak główną rolę w tym filmie pełni scenariusz. To sama opowieść wciąga. To jej realizm powoduje, że natychmiast identyfikujemy się z bohaterami i stawiamy się w ich sytuacji. Przeżywamy ich dramat. I po zakończeniu tego prawie dwugodzinnego filmu czujemy niedosyt, że już koniec. Już się niczego więcej nie dowiemy. Musimy zdać się na własną wyobraźnię.
   Gorąco polecam ten film. Znakomite, wzruszające kino. Życiowe. Dające do myślenia. Jak łatwo swoją nieodpowiedzialnością można kogoś zranić i zniszczyć mu życie. Film może chwilami za słodki, zbyt amerykański i hollywoodzki, ale naprawdę dobrze się go ogląda. Zapada w pamięć.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: