GONE Zaginiona

Gone Zaginiona recenzja Amanda SeyfriedGONE
Zaginiona

2012, USA
thriller, reż. Heitor Dhalia

altaltaltaltalt

Amanda Seyfried zdecydowanie ma w sobie to „coś”. Nie umiem okreslić, czy to jej wielkie usta, jej charakterystyczne duże oczy czy dziecięca uroda, ale na pewno potrafi skupić na sobie uwagę widza. Moją na pewno. I nie tylko, bo twórcy coraz chętniej korzystają z jej talentu. Od czasu Mamma Mia zagrała w wielu dobrych filmach (Chloe, Wciąż ją kocham, Listy Julii, Wyścig z czasem), ale także w kilku niewypałach. I do takich zaliczam też Zaginioną.
   Brazylijski reżyser nie sprostał zadaniu. Źle dobrał aktorów, zrobił film nudny, naiwny i pozbawiony napięcia. Historia Jill, która na własną rękę stara się rozwiązać tajemnicę zniknięcia siostry (bo oczywiście policja jej nie wierzy, gdyż w przeszłości miała problemy psychiczne po rzekomym porwaniu przez seryjnego mordercę), kompletnie pozbawiona jest elementu zaskoczenia – wszystko jest przewidywalne aż do bólu. Policja jest nieudolna i od początku źle nastawiona, zaś zdesperowana Jill jedynie przy pomocy kilku telefonów rozwikłuje trudną zagadkę – ach jakież to proste! Powinni ją jak najszybciej zatrudnić jako detektywa.
   Chyba jednak Amanda Seyfried lepiej się sprawdza w komediach czy melodramatach. Tam jest naturalna. Jej delikatna uroda predysponuje ją do takich właśnie ról. W Zaginionej aktorka zupełnie nie przekonuje. Nie potrafi oddać emocji, niczym Nicolas Cage gra z jedną miną przez cały film. A przecież jest jego główną gwiazdą! To nie jest rola drugoplanowa! Oczywiście winę ponosi też słaby scenariusz i toporna reżyseria. Ale dobry aktor czasem potrafi uratować film. Tu się nie udało.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: