AXEL RUDI PELL Ghost Town 2026

Axel Rudi Pell Hhost Town

Regularnie co dwa lata, z iście niemiecką precyzją (Ordnung muss sein) Axel Rudi Pell serwuje kolejny dobry album, a ja równie regularnie to odnotowuję, gdyż muzyk z Bochum w Polsce nie ma takiego statusu, na jaki zasługuje, wiele osób nawet go nie zna. Inna sprawa, że brak mi pomysłów, jak to opisywać, bo wirtuoz gitary zza Odry jest bardzo przewidywalny i jego płyty, pełne potężnych gitarowych riffów i chwytliwych melodii, są do siebie bardzo podobne. To źle czy dobrze? Dla mnie dobrze bo lubię takie granie, a jeśli jesteś w czymś świetny, to nie trzeba na nowo odkrywać Ameryki i wystarczy robić swoje. Tym bardziej, że w muzyce heavymetalowej trudno coś nowego wymyślić. Na płycie Ghost Town patenty są stare, ale piosenki nowe, brzmią świeżo, a dobra muzyka rockowa zawsze się obroni i nigdy jej za wiele.

Opisywanie poszczególnych nagrań mija się z celem, bo niemal wszystkie cechuje przebojowość, tempo, kapitalne solówki mistrza oraz świetna forma Johnny’ego Gioeli (wokal w stylu nieodżałowanego Dio od ponad 20 lat jest ozdobą wszystkich płyt Axela). Jak zawsze całość zaczyna się od klimatycznego intro, a potem mamy jazdę bez trzymanki. Singlowy Guillotine Walk to absolutna metalowa petarda z przebojowym refrenem, zaraz później nieco bardziej surowy Breaking Seals, gdzie wokalnie prezentuje się zacny gość, sam Udo Dirkschneider. Kompozycja tytułowa przyspiesza tempo i bicie serca, to kolejny murowany numer nie do zdarcia. Oddech można złapać dopiero przy utworze The Enemy Within, który sunie niczym walec (pamiętacie Stargazer Rainbow czy Heaven And Hell Black Sabbath? To te klimaty). Przeciwwagą jest najszybszy w zestawie Hurricane, ale w tym tempie ginie reszta. Jest też bezpłciowa ballada, o której nawet nie wspomnę, bo tysiące takich słyszałem. Warto jeszcze odnotować zamykające zestaw nagranie Higher Call. To utrzymana w średnim tempie niemal kalka wspomnianego The Enemy Within, ale zdecydowanie bardziej mi podchodzi i mimo aż 7 minut tak się nie ciągnie. To godny finał całkiem niezłej płyty, choć nie wybitnej płyty muzyka, na którego zawsze można liczyć.

Moja ocena 4/5

Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: