Jose Mourinho nowym trenerem Realu Madryt

Jose Mourinho trener Real Madryt

José Mourinho oficjalnie został ogłoszony nowym trenerem Realu Madryt zastępując na tym stanowisku Álvaro Arbeloę, którego misja zakończyła się totalną klapą. Królewscy zakończyli sezon z pustymi rękami i bardzo złymi odczuciami. W drużynie panuje bałagan, zła atmosfera, dochodziło do podziałów i wewnętrznych bójek. Sytuacja wymaga stanowczej interwencji, bo z tą ekipą leniwych i przekonanych o swej wielkości indywidualistów nie poradził sobie ani Carlo Ancelotti rok temu, ani sprowadzony latem Xabi Alonso, bardzo ceniony trener młodego pokolenia, ani tym bardziej Álvaro Arbeloa debiutujący w wielkiej piłce, i to od razu w najtrudniejszej do prowadzenia szatni. Tu potrzeba weterana o silnej osobowości, który wprowadzi dyscyplinę i porządek. Kimś takim na pewno jest właśnie José Mourinho. The Special One.

Kilka słów przypomnienia dla tych, co nie pamiętają jego pierwszego etapu pracy dla Los Blancos w latach 2010-2013. Przyszedł, podobnie jak dziś, w bardzo trudnym momencie, by przeciwstawić się najlepszej w historii Barcelonie i przywrócić Madryt Europie. Real przez 6 lat z rzędu nie potrafił awansować do ćwierćfinałów Ligi Mistrzów (co dziś wydaje się jakimś żartem), mówiło się o klątwie 1/8 aż po grób, Real nie był nawet losowany z pierwszego koszyka. Mourinho uporządkował struktury sportowe klubu, porobił kapitalne transfery (Khedira, Di María, Özil, Modrić), ustawił drużynę, zaszczepił ducha walki i efekty przyszły od razu. Wygrany po latach Puchar Króla z Barceloną, odzyskana La Liga w stylu niespotykanym (liga rekordów 2011/2012, 100 punktów, 121 goli strzelonych, 32 zwycięstwa), do tego trzy półfinały Ligi Mistrzów. Nie udało się wygrać z różnych powodów (w 2011 przekręcony mecz z Barceloną, w 2012 rzuty karne z Bayernem i strzał Ramosa w kosmos, w 2013 niemoc wobec czterech goli Lewandowskiego, w rewanżu zabrakło kilku minut i jednej bramki), ale Real wrócił na swoje miejsce w Europie, a w Hiszpanii zakończył erę Guardioli. Ligę Mistrzów Real Madryt wygrał rok później z Ancelottim, który w spadku po José dostał gotową drużynę wzmocnioną o trzy wielkie transfery (Bale, Isco, Carvajal). A potem wygrał trzy razy pod wodzą Zidane’a. Oczywiście nie można umniejszać roli tych szkoleniowców, ale bez pracy u podstaw Mourinho nic z tego by się nie wydarzyło. To José wylał solidne fundamenty pod biały dom, który stał niewzruszony przez następną dekadę.

Teraz Portugalczyk ma podobne zadanie. Real znów jest ranny i trzeba go uzdrowić. Powszechnie mówi się, że to misja niemożliwa bez znaczących zmian kadrowych i usunięcia niektórych gwiazd. Być może. Ale jeśli nie on, to kto inny może to zrobić? Efekt Mourinho już widać, na razie w energicznych ruchach Realu na rynku transferowym. Przede wszystkim zaklepano transfer Bernardo Silvy, magika z Manchesteru City, którego sprowadzono na wyraźną prośbę José. A kolejne ruchy przed nami. Tak więc po dwóch chudych latach madridistas czeka rok pełen emocji, bo jedno wiemy na pewno: będzie się działo.

Bienvenido a casa, José!
José, witaj w domu.

Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: