REAL-MANCHESTER CITY 1-1 Pierwsze starcie gigantów na remis

Real Madryt - Manchester City 1-1 Liga Mistrzów 2022/2023

półfinale Ligi Mistrzów mamy w tym roku powtórkę sprzed roku – Real Madryt o finał znów walczy z Manchesterem City Pepa Guarioli. Wtedy jakimś cudem udało się wygrać tę rywalizację – kto pamięta ten wie doskonale, że to jednak rywale grali lepiej, stwarzali więcej sytuacji, a na minutę przed końcem meczu w Madrycie mieli dwie bramki przewagi. To, co się potem wydarzyło, przeszło do historii Champions League – Rodrygo w dwie minuty strzelił dwa gole, potem trzeciego dołożył Benzema, i City musiało niepyszne wracać do domu, a Real ostatecznie po raz 14. sięgnął po uszaty puchar. Dzisiaj okoliczności są nieco inne, bo Guardiola pewnie kroczy po dublet w Anglii, z ostatnich 20 meczów wygrał 19 (a remis z Bayernem to jak wygrana, bo u siebie ograł Bawarczyków 3-0 i w rewanżu nic nie musiał) strzelając w nich aż 60 bramek. Real dopiero co wygrał Puchar Króla, ale gra w kratkę, w lidze co chwila przegrywa i traci do Barcelony aż 14 punktów. To nie budzi zaufania. Maszyna Ancelottiego nieco zardzewiała, bo sprzedano Casemiro, ostoję środka pola, i przede wszystkim nie ma dobrego napastnika – rok temu błyszczał formą Karim Benzema, który po zdobyciu Złotej Piłki jakby zapomniał, jak się gra w piłkę, i teraz jest ledwie cieniem samego siebie. Z kolei w City wtedy brakowało dobrego napastnika, który by tworzone masowo sytuacje zamieniał na gole, teraz Obywatele mają najlepszego z najlepszych, prawdziwego cyborga, Erlinga Hålanda, który w Premier League bije rekordy strzeleckie i niedawno przekroczył barierę 50 goli w sezonie (czyli ma dwa razy tyle co Karim). Nic więc dziwnego, że wszyscy zgodnie upatrywali wielkiego faworyta w drużynie Guardioli. Madrytczycy pocieszali się tym, że Liga Mistrzów to ich rozgrywki, że w nich dostają skrzydeł i że rok temu też nie byli faworytem. To wszystko prawda. Ale….

Mecz w Madrycie niczego nie rozstrzygnął. Padł remis 1-1, który nie krzywdzi żadnej ze stron. W pierwszej połowie przeważali goście, stwarzali groźniejsze sytuacje, ale to Real objął prowadzenie po kapitalnym uderzeniu Viníciusa z 20 metrów. Był to jeden z niewielu wypadów Los Blancos pod bramkę Edersona. Po zmianie stron znów wydarzenia wymknęły się logice, bo kiedy Real otrząsnął się z przewagi rywala i sam tworzył zagrożenie, bombę zza pola karnego posłał De Bruyne i zrobiło się 1-1. Więcej okazji miał Real, tuż przed końcem mocne uderzenie Tchouameniego ledwo wybronił Ederson, ale wynik już się nie zmienił. Obejrzeliśmy dobry mecz, grały ze sobą dwie wielkie ekipy i sprawa awansu pozostaje otwarta, chociaż remis w lepszej sytuacji stawia podopiecznych Guardioli.

Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: