REAL-AL-JAZIRA Wejście smoka: Bale wprowadza Real do finału mundialu

Real Al-Jazira 2-1 Klubowe Mistrzostwa Świata 2017 mundialRozgrywane od 2005 roku Klubowe Mistrzostwa Świata to kontynuator Pucharu Interkontynentalnego, w którym mierzyły się triumfator najbardziej prestiżowych europejskich rozgrywek klubowych Pucharu Europy (zwanego od 1993 roku Ligą Mistrzów) ze zwycięzcą ich południowoamerykańskiego odpowiednika, Copa Libertadores. Powszechnie wiadomo, że te dwa kontynenty są piłkarsko najlepiej rozwinięte. Mimo zmiany formuły i dopuszczenia do rozgrywek gospodarza turnieju i mistrzów poszczególnych kontynentów, klubowy mundial nadal nie cieszy się wielkim poważaniem, chociaż daje oficjalny tytuł najlepszej drużyny świata. Wygrywają go zwykle drużyny z Europy, rzadziej z Ameryki Południowej, a półfinały są na ogół zwykłą formalnością do awansu drużyn z tych dwóch części świata. Rok temu sporą niespodziankę sprawił przedstawiciel gospodarzy, japońska Kashima Antlers eliminując kolumbijskie Atlético Nacional i dochodząc do finału, gdzie niezdarny Real wygrał dopiero po dogrywce. Wniosek jest prosty – nikogo nie wolno lekceważyć. To zawsze powtarza Zidane, ale jakoś piłkarze niezbyt to biorą do serca i gubią punkty z ligowymi słabeuszami. Dzisiaj jednak w półfinale KMŚ ich rywalem była wyjątkowo egzotyczna ekipa ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich – Al-Jazira Club, i nawet ewentualna słaba forma madrytczyków nie powinna była im przeszkodzić w pewnym zwycięstwie. Niby poziom trudności tego spotkania nie wykracza poza wczesne mecze Pucharu Króla, ale z drugiej strony – tam Real potrafił tylko zremisować z trzecioligowcem. Może dlatego Zidane nawet na takiego rywala wystawił niemal najmocniejszy skład i nie dał szansy zmiennikom? Jedynie Achraf grał zagrał w miejsce Carvajala i Kovačić za Kroosa.

Real zaczął ostro, w ciągu kliku minut stworzył sytuacje, które w normalnych warunkach zamieniłby na gole. Był słupek, poprzeczka i kilka świetnych lub bardzo szczęśliwych interwencji Khasifa w bramce. Były dwa gole, oba niezaliczone – trafienie Beznemy przez faul Ronaldo, gol Casemiro przez wcześniejszą pozycję spaloną Benzemy (choć ten nie brał udziału w akcji). Czas mijał, Real grał coraz wolniej i coraz bardziej schematycznie (czyli w swoim stylu), a gospodarze wyprowadzali błyskawiczne kontry. Po jednej z nich i nieporozumieniu madryckich obrońców w 41. minucie bramkę strzelił Romarinho i sensacja stała się faktem. Real oddał 17 strzałów (tylko 5 celnych) i nic, a pierwsze uderzenie gospodarzy dało bramkę i to oni schodzili do szatni z prowadzeniem. Po zmianie stron zrobiło się jeszcze goręcej, bo pierwsza kontra Al-Jaziry dała im drugiego gola. Po konsultacji z VAR sędzia bramkę anulował z powodu minimalnego spalonego, ale sytuacja zrobiła się naprawdę niepokojąca. Real dalej grał bardzo słabo, za wolno, zbyt chaotycznie, bez pomysłu na rozerwanie obrony rywala. W 50. minucie boisko opuścił bramkarz gospodarzy, bohater tego spotkania, i to był moment przełomowy. Wszedł Al Senaani i zanim dotknął piłkę, już musiał ją wyjmować z siatki. Gola w 53. minucie zdobył Ronaldo po dograniu Modricia (wreszcie podanie prostopadłe zamiast wrzutki!). Potem były niezliczone okazje Realu, które seryjnie marnował Benzema (w najlepszej uderzył w bramkarza zamiast podać do stojącego obok Cristiano), a z gigantycznej przewagi Los Blancos niewiele wynikało. Prowadzili 19-0 w rzutach rożnych, oddali 35 strzałów, 12 w światło bramki, a piłka nie chciała wpaść. Dopiero wejście Garetha Bale’a na 10 minut przed końcem zmieniło sytuację – Walijczyk pierwszy swój strzał zamienił na gola i ustalił wynik. Mógł jeszcze trafić na 3-1, ale jego kapitalny strzał przewrotką obronił Al Senaani. Więcej okazji nie było, bo ostatnie 10 minut to już pokaz antyfutbolu, Królewskim wyraźnie brakowało chęci do gry i nie przeprowadzili ani jednej dobrej akcji. Przykro było to oglądać.

Ostatecznie Real wygrał i awansował do finału KMŚ, w którym już czeka brazylijskie Grêmio, ale gra madrytczyków wciąż jest daleka od ideału. Mówiąc bardzo delikatnie. Real Zidane’a jest bezbarwny, jałowy, nudny, wolny i nieskuteczny. Dzisiejszy rywal był na poziomie Fuenlabrady, postawił autobus i organizował nieliczne kontry. City, PSG czy Barcelona zrobiliby z Al-Jaziry miazgę, Real męczył się do ostatnich minut, by zwyciężyć rzutem na taśmę. Nie umiał zmienić rytmu, zagrać szybciej, wymyślić coś ponad wrzutki, zaskoczyć rywala. Awans cieszy, ale styl (raczej jego brak) woła o pomstę do nieba. Wygranych się nie sądzi, ale wstyd tak grać. Najgorsze, że nie widać żadnych symptomów poprawy. Chyba że takim światełkiem w tunelu będzie Bale. Jeśli za kilka dni znów nie złapie kontuzji…


Plus meczu: Bale
Minus meczu: Isco, Kovačić, Benzema

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: