O co chodzi z tym Realem?

Wolfsburg Real 0-2 wstyd kompromitacjaZ nieba do piekła – tak najłatwiej scharakteryzować to, co się wydarzyło w ciągu 4 dni w obozie Realu Madryt i w sercach fanów drużyny. Muszą mieć stalowe nerwy, bo ich cierpliwość wciąż jest wystawiana na wielką próbę – w sobotę mogli być dumni, w środę znów musieli się wstydzić. Rzeczywiście, kibicowanie Królewskim to ostatnio bardzo trudne zadanie. Po zwycięstwie w Klasyku studziłem emocje, a po kompromitacji w Wolfsburgu chciałem krótko zastanowić się, co się tak naprawdę dzieje z Realem. Bez wypisywania błędów, bo robiłem to po niemal każdym meczu obecnego sezonu. Bardziej chodzi o zrozumienie przyczyn takiego stanu rzeczy, że najbardziej utytułowana, kultowa drużyna gra na poziomie polskiej Ekstraklasy i dostaje baty z niemieckim średniakiem. Tu nie ma znaczenia, że to dwumecz i być może madrytczycy za tydzień z nawiązką odrobią straty (chociaż dzisiaj nie postawiłbym na to pieniędzy) – mleko już się rozlało i nikt nie cofnie wczorajszych wydarzeń. Wstydliwy jest nie tylko sam wynik, lecz bardziej sama gra ekipy Zidane’a. Mecz zawsze można przegrać, ale po wyniszczającej walce, a nie na stojąco. To, co widzieliśmy na Volkswagen Arena, nie miało prawa się zdarzyć. Nie na tym etapie rozgrywek. Nie w takim klubie, który zawalił sezon i tylko tu może się odkuć. Piłkarze w ogóle nie byli tym zainteresowani i to irytuje bardziej niż wynik. Brakowało intensywności i ruchliwości we wszystkich liniach. Niemieccy rzemieślnicy bez nazwisk walczyli jak lwy, a księżniczki z Madrytu nawet nie chciały tej walki udawać. Zwalanie winy na sędziego, który może i nie miał dobrego dnia, nie przystoi po takiej grze, bo Real w formie strzeliłby 3 lub 4 bramki i nie musiał szukać śmiesznych usprawiedliwień, że karny był niesłuszny, a w drugą stronę (po faulu na Bale’u) w ogóle nie został odgwizdany. O żałosnym teatrzyku w wykonaniu Marcelo nawet nie wspomnę, bo nie należy kopać leżącego.
Grę Realu doskonale scharakteryzował prowadzący popołudniowe wiadomości sportowe Jugones Josep Pedrerol, mówiąc: „Nie biegają. Nie naciskają. Nie walczą. Nawet się nie wkurzają. Jest im wszystko jedno. (…) Kibice czują wstyd. Co za wizerunek. Co za obojętność. Przegrali z ósmą ekipą ligi niemieckiej. Z ósmą ekipą. Co za impotencja. To Liga Mistrzów, a wychodzą bez zęba. Wychodzą spacerować. Znowu ta sama historia. Znowu trzeba marzyć o remontadzie. Dość! Koniec z tym niechlujstwem. Koniec z lenistwem. Koniec ze śmianiem się z ludzi. Socios są wściekli. Zawsze ich wspierają. Zawsze dopingują. Wydają pensje na karnety. Ta drużyna nie zasługuje na takie wsparcie. Zasługuje, żeby ich opieprzyć. Zasługuje, żeby ich pożegnać. Trzeba zacząć wskazywać winnych. (…) Ta drużyna nie ma duszy. Nie ma chęci. Nie ma serca.”
Hiszpański dziennikarz powiedział dokładnie tyle, ile trzeba. W zasadzie mnie wyręczył, bo po tym cytacie nie trzeba nic dodawać. Dokładnie tu leży Wolfsburg Real 0-2 Liga Mistrzów ćwierćfinał 2016problem tej drużyny, o czym niejednokrotnie pisałem. Nie w kolejnych trenerach, tylko w zawodnikach. Zmiany szkoleniowców są błędem, tu trzeba wywalić połowę gwiazdorów, którym zwyczajnie się już nie chce walczyć na sto procent. Nic dla nich nie znaczy ten herb, który noszą na piersi. Niby mają umiejętności, a na boisku wyglądają jak Piast Gliwice (ten obecny, bo tamten z jesieni by ich ograł). Ja wybaczę każdą porażkę, jeśli zobaczę, że chłopaki dali z siebie wszystko. W wielu meczach nie dają nic. Nawet ta wygrana na Camp Nou przyszła dzięki dobremu kwadransowi, gdy Barcelona opadła z sił i pozwalała się skontrować. To nie umniejsza wagi zwycięstwa, ale chciałoby się obejrzeć piłkarzy grających przez 90 minut, a nie 15. W Wolfsburgu, gdy do przerwy było 2-0 dla gospodarzy, liczyłem na dynamit w drugiej połowie, prawdziwą nawałnicę. Przynajmniej taką, jaką dzień wcześniej Katalończycy zafundowali Atlético, które nawet z własnej połowy nie mogło wyjść. Tymczasem Real atakował przez 5 minut, a potem znów grał wolno i schematycznie, nie sprawiając wrażenia, że komukolwiek zależy na odwróceniu wyniku. Dość takiej postawy. Dość usprawiedliwień po każdym zlekceważonym meczu, by w kolejnym powtarzać te same błędy. Dość kalania królewskiego herbu. Tu nie ma miejsca dla ludzi bez ambicji. Trzeba odrodzić Real Madryt, zbudować go na wartościach, a nie na pieniądzach. Wiem, że to utopia przy polityce Florentino, ale bez tego przez kolejne lata będziemy tylko obserwować, jak Barcelona zgarnia kolejne puchary. Powinien to wiedzieć prezes i działacze, również trener, jeśli ma odrobinę oleju w głowie. Nie powie tego wprost, bo musi bronić swoich, ale klasę Zidane’a poznamy po jego ruchach w letnim okienku transferowym. Oczywiście jeśli wtedy nadal będzie szkoleniowcem. I jeśli Real w ogóle będzie mógł kupować.
Kibic ma to do siebie, że zawsze wierzy. Nawet wbrew przeciwnościom. Niewielki jest procent drużyn odrabiających w rewanżu dwubramkowe straty, niemniej jeśli ktoś ma tego dokonać, to właśnie Real. Wilki to nie Bayern i Królewscy spokojnie są w stanie strzelić im 3 bramki, skoro w weekend zrobił to Bayer Leverkusen, ale warunek jest jeden – musi im się chcieć! Wszyscy muszą biegać i walczyć, pomagać sobie nawzajem, narzucić pressing i grać do przodu, a nie w poprzek. Nie odpuszczać ani przez moment. Czy stać na to znudzonych milionerów, którzy nie cieszą się piłką i często sprawiają wrażenie, jakby grali za karę? Zobaczymy. We wtorek serce będzie wierzyć w remontadę, rozum niestety nie.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: