WOLFSBURG-REAL 2-0 Niemiecki zimny prysznic obnaża mizerię Realu

Wolfsburg Real 2-0 Liga Mistrzów 2015/2016 ćwierćfinał   Liga Mistrzów to jedyne rozgrywki, w których Real Madryt może coś wygrać w tym sezonie. Teoretycznie może, jeśli tylko piłkarzom będzie się chciało grać w piłkę dłużej niż przez kwadrans. Skoro jednak kwadrans wystarczył na Camp Nou, panowie chyba wyszli z założenia, że skoro jadą do Niemiec walczyć z ligowym średniakiem, to nie muszą się specjalnie wysilać, bo mecz sam się wygra. Zanim się więc spostrzegli, Wolfsburg prowadził 2-0, a mógł znacznie wyżej. I tak już zostało gdyż Real nie miał żadnych piłkarskich argumentów. Lekcja futbolu była bolesna, bo gospodarze prezenowali cechy, których próżno było szukać u gości – waleczność i szybkość. Ambitni wojownicy stanęli naprzeciw zramolałych emerytów – ile razy ostatnio to widzieliśmy? A przecież tylko tutaj jest szansa na trofeum. Tylko odpowiednia postawa w Lidze Mistrzów może uratować Madrytowi kompromitujący sezon. A jednak zamiast pewnych siebie zwycięzców zobaczyliśmy bezradną grupę przypadkowo zestawionych zawodników, którzy nie mieli ani pomysłu, ani chęci, ani wiary. „Wielki” Real Madryt znów zagrał na poziomie średniaka Ekstraklasy. Kilka dni po pokonaniu Barcelony na jej terenie! Jednak futbol bywa przewrotny…
Zaczęło się obiecująco, bo już w 2 minucie Cristiano strzelił bramkę, ale sędzia odgwizdał pozycję spaloną. Jeśli Portugalczyk był wysunięty, to chyba o kosmyk włosów. Potem świetną okazję miał Benzema, lecz uderzył jak amator – po ziemi prosto w wysuniętą nogę Benaglio. I to by było na tyle jeśli chodzi o Real w pierwszej połowie. Za to gospodarze dostali rzut karny z kapelusza za wydumany faul Casemiro, który na bramkę zamienił Rodríguez. Od tego momentu Królewscy stanęli, a gospodarzom urosły skrzydła. Kilka minut później po składnej akcji na 2-0 podwyższył Arnold i było po meczu. Nie dlatego, że nie da się odrobić dwóch bramek. Dlatego, że Real nawet nie próbował. Nie umiał poradzić sobie z autobusem Niemców, którzy wyprowadzali kąśliwe kontry. Madrytczykom brakowało finezji, polotu, pomysłu, a przede wszystkim szybkości. Wróciły stare grzechy, bo przecież wiele razy pisałem, że Los Blancos to Dr. Jekyll & Mr. Hyde. Nigdy nie wiemy, na które oblicze drużyny trafimy. Dzisiaj było to najgorsze – bez walki, bez zaangażowania, bez żadnej reakcji na boiskowe wydarzenia. Aż trudno uwierzyć, że ten sam skład ograł Barcelonę, która wczoraj też nie zachwyciła i do przerwy przegrywała z Atlético, ale po zmianie stron zrobiła taki kocioł, że Rojiblancos nie wiedzieli, co się dzieje i niemal nie opuszczali własnej połowy. Nawet nie oddali celnego strzału na bramkę Ter Stegena. Tam było tempo, nieustanny pressing i wiara do samego końca, że losy rywalizacji można odwrócić. W Wolfsburgu tego zabrakło. Jednostajne, leniwe tempo gry Realu, bez ryzyka, bez jakości, szkoda to komentować. Tak grać nie wolno. Jeśli więc po zwycięstwie na Camp Nou ktoś myślał, że Real znów jest wielki i coś się zmieniło, to dzisiaj wiemy, że nie zmieniło się nic. Ta ekipa nie daje absolutnie żadnej pewności. Z taką grą nie ma szans na remontadę. Chyba że do królewiczów w bieli dotrze to, że w Madrycie trzeba zasuwać przez pełne 90 minut. I to też nie da gwarancji awansu…
Fani Królewskich w sobotę mogli być dumni. Dzisiaj znów muszą się wstydzić.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: