MAD SHADOW Heavy Blues

Mad Shadow Heavy Blues recenzjaMAD SHADOW
Heavy Blues
2013
altaltaltaltalt

Moda na bluesrockowe granie w stylu lat 60./70. trwa w najlepsze i dla miłośników tamtego, najbardziej twórczego okresu w rozwoju hard rocka, nastały znakomite czasy. Już nie musimy sięgać po dzieła klasyków – na naszych oczach (i ku radości naszych uszu) powstają albumy, które potrafią rzucić na kolana. Nie swoim nowatorstwem lecz doskonałym warsztatem, wirtuozerią, feelingiem i zrozumieniem tematu. Przenoszą tamtą muzykę we współczesne czasy. Taki właśnie jest Mad Shadow, który swoim drugim krążkiem odtwarza klimat debiutu Led Zeppelin, momentami osiągając poziom mistrzów.
   Grupa powstała 6 lat temu w Vancouver biorąc nazwę od drugiej płyty brytyjskiej grupy Mott The Hoople z 1970 roku. Muzycy sporo koncertowali, wyrabiając sobie markę solidnej bluesrockowej kapeli, która podczas długich (nawet 4-godzinnych) występów oferuje nie tylko znakomite oldskulowo brzmiące numery, ale także świetne widowisko. Rozbudowane i często zaskakujące covery oraz wirtuozerskie popisy muzyków, przeradzające się często w spontaniczne improwizacje, zjednały zespołowi rzesze wielbicieli. Pisząc „rzesze” myślę oczywiście o odpowiedniej skali – to nie Lady GaGa dla masowego słuchacza tylko grupa świetnych muzyków grająca niezbyt nośne kawałki. W latach 70. byliby bogami, dzisiaj są zaledwie dostrzegani, i to też przez niewielu krytyków (spróbujcie znaleźć jakieś recenzje w internecie). Wszyscy chyba ogłuchli. To dla mnie niepojęte, że o Mad Shadow nie jest jeszcze głośno. Bardzo głośno. Na razie nazwiska Cole’a George’a, Erika Olufsona, Buddy’ego Lindgrina i Daniela Jamesa nikomu nic nie mówią. Czas to zmienić.
Poza elementem zaskoczenia (co zrozumiałe) Heavy Blues zawiera wszystkie pozostałe, które stanowiły o sile Led Zeppelin u progu kariery. To nie są dosłowne cytaty, ale klimat, melodie, styl śpiewania – wszystko to przypadnie do gustu wielbicielom Page’a i Planta. W zasadzie te słowa powinny wystarczyć za recenzję. Może kogoś takie porównanie szokuje – tym lepiej, niech gna do sklepu i kupuje ten album. Pogadamy po przesłuchaniu. Dla mnie Bad Moon to współczesny odpowiedni You Shook Me. Portki same opadają z wrażenia. Tytułowy 7-minutowy Heavy Blues to z kolei dzisiejsze Dazed & Confused. Pojechałem za daleko? Może, jednak muzyka Mad Shadow naprawdę robi wrażenie. Panowie wzorowo odrobili lekcję z klasyki hard rocka. Poza rozbudowanymi formami są utwory dynamiczne (Headed Down To Georgia), bardziej przebojowe, tak w kierunku Good Times Bad Times Led Zeppelin – chociażby Evil, jest też klasyczne zwolnienie w delikatnym bluesie What I Told You Before. Jest ciekawie i różnorodnie. Obok nowego krążka Black Sabbath to dla mnie jak dotąd najlepsza płyta tego roku.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: