STEVEN WILSON The Raven That Refused To Sing

Steven Wilson Raven That Refused Sing recenzjaSTEVEN WILSON
The Raven That Refused To Sing
2013

Podczas wizyty Stevena Wilsona w Polsce rozmawialiśmy sporo o jego nowym wydawnictwie. I oto wreszcie jest – oficjalnie dostępny do nabycia album The Raven That Refused To Sing. Nie będę powtarzał tego, co wtedy pisałem o jego tematyce, przypomnę tylko jedną ważną myśl Stevena: „zamiast stu perfekcyjnych technicznie ale beznamiętnych nut lepiej zagrać jedną, która poruszy twoje serce”. Ta idea przyświecała muzykowi przy pracy nad nową muzyką. Ona porusza serce. Ale tylko to wrażliwe, rockowe, karmazynowe serce. Bo trudno nie zauważyć w nowych kompozycjach zauroczenia twórczością King Crimson. Nie na darmo Wilson pracował nad remasteringiem starych albumów Frippa i spółki. Przesiąkł tą muzyką. I bardzo dobrze.
Napiszę to tylko raz, od razu na samym początku, aby nie robić z tego wielkiego tematu – poprzedni album Stevena Grace For Drowning podoba mi się znacznie bardziej. To nie oznacza, że ten nowy jest słaby, po prostu tamten był na poziomie nieosiągalnym w XXI wieku. The Raven That Refused To Sing to 55 minut muzyki i tylko 6 utworów. Inspiracją do ich powstania były dawne opowieści o duchach. „Uwielbiam opowiadania Edgara Allana Poe i Arthura Machena. To takie makabryczne bajki. I są o wiele bardziej nastrojowe i przerażające niż hollywoodzkie horrory. Przeważa w nich czające się gdzieś głęboko poczucie zagrożenia”. Skoro mowa o Poe, nie mogło zabraknąć Alana Parsonsa – to on nagrał najlepszy album oparty na ponurej poezji Edgara: Tales Of Mystery And Imagination. Parsons został inżynierem dźwięku na płycie Wilsona i zadbał, by wszystko brzmiało jak należy. Brzmi nawet lepiej niż dobrze. Nie będę pisał elaboratu na temat tej muzyki, bo nikt nie czyta długich tekstów. Muzyki należy słuchać, zamiast ją szczegółowo opisywać. The Raven That Refused To Sing trzeba delektować w ciszy i skupieniu, a każde kolejne obcowanie z tymi wielobarwnymi kompozycjami wydobywa z nich więcej piękna. Polecam słuchawki – wtedy docieramy do samej głębi muzyki, do jej duszy. O wirtuozerii Wilsona i jego zespołu (tak, tak, to nie są przypadkowo dobrani muzycy) nawet nie muszę wspominać, ale i tak ostatecznie liczy się jakość utworów, a nie same popisy. Nagrania są utrzymane w duchu lat 70. i wielbiciele wczesnego Genesis, Yes, Camel czy VDGG, poczują się jak w domu. Można dyskutować, czy to dobrze, że muzyk jest tak zatopiony w przeszłości, iż nie kreuje niczego nowego. Przeciwnicy powiedzą, że Wilson to gorsza kopia w/w i mimo technicznego mistrzostwa jest jedynie odtwórcą. Nie zgodzę się z takim rozumowaniem. Każdy korzysta z przeszłości. Praktycznie nie ma znanych muzyków, którym nie można by przypiąć jakiejś łatki. W muzyce nie chodzi jednak o etykiety lecz o przelanie na instrument tego, co w sercu. Nie każdy to potrafi. To nic złego, że Wilson ma podobny pomysł na granie jak Fripp, Latimer czy Gilmour. Cieszmy się z tego, bo dzisiaj nie ma takiej muzyki. Dzisiaj liczy się rytm, prosty refren i wypindrzone laski w clipie. Wilson proponuje co innego. Muzykę przez duże M. Bez zbędnej otoczki. Współczesną muzykę progresywną zanurzoną w przeszłości. Od klasyków czerpie to, co najlepsze. Po to mamy klasyków. Kto wie, czy za kilkadziesiąt lat inni nie będą kopiować Wilsona. Bo trudno dziś znaleźć większego pasjonata….
Koniec dywagacji bo znów będzie za długo (już jest). Utwory na nowym albumie Wilsona są bardzo zróżnicowane. Te kilkunastominutowe mają bardzo zmienny nastrój, pozwalają na solowe popisy i improwizacje, łącząc się w intrygującą całość. Te krótsze urzekają pięknem i partiami gitary jak za najlepszych lat prog rocka. Jest delikatnie i kameralnie, momentami ostro i dynamicznie. Są hardrockowe riffy, ale także jazzująca sekcja, majestatyczne klawisze i delikatne pianino, jest flet i melotron. Jest wszystko, co być powinno. Celowo nie wymieniam utworów i ich nie opisuję. Nie ma potrzeby. Płyty trzeba słuchać w całości. To nie jest muzyka dla wszystkich. Na szczęście….
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: