
Wprawdzie każde hiszpańskie El Clásico to osobna historia, ale w obecnym sezonie spotkania Realu Madryt i Barcelony są dość jednowymiarowe. Były już trzy i we wszystkich Królewscy byli tylko tłem dla Katalończyków, tracąc 12 bramek, strzelając zaledwie 4. Stracili na rzecz drużyny Hansiego Flicka dwa puchary (Superpuchar Hiszpanii – porażka 2-5, oraz Puchar Króla – porażka 2-3), dlatego trudno było mieć wielkie oczekiwania przed ostatnim ligowym starciem tych dwóch gigantów. Barcelona obecnie jest po prostu dużo lepsza od Realu – lepiej poukładana, mocniej zmotywowana, bardziej skuteczna i niezwykle efektowna. Co nie znaczy, że nie może przegrać – właśnie odpadła z Ligi Mistrzów po porażce z Interem, więc da się ją pokonać, ale do tego potrzeba wszystkiego tego, czego madrytczykom ostatnio brakuje. W tych najważniejszych meczach sezonu Real zwyczajnie odpuszczał – z Arsenalem był niemrawy, nie podjął walki na całym boisku, w finale Copa del Rey przespał pierwszą połowę, a w Klasyku na Bernabéu rozsypał się, gdy rywal wyszedł na prowadzenie. Real jest nasycony, nie sprawia wrażenia, że mu zależy, bo przecież te najważniejsze mecze zwyczajnie odpuszczał, nie walczył na sto procent. Mówiąc potocznie – brakowalo mu jaj. Czy odnalazł je dzisiaj?
Na Montjuïc sprawa była prosta – madrytczycy musieli wygrać, by zmniejszyć czteropunktową stratę do Barcelony i zachować szansę na obronę mistrzostwa, a potem liczyć na jej kolejne potknięcia. Niestety, cudów nie ma, Real znów stracił 4 bramki i przegrał czwarty mecz z Barceloną w jednym sezonie, co wcześniej nigdy nie miało miejsca. To smutny rekord smutnego sezonu w Madrycie. Wynik 4-3 dla Blaugrany nie wygląda tragicznie, ale zupełnie nie oddaje tego, co się działo na boisku. Real zaczął dobrze, prowadził 2-0, ale potem dostał 4 gole do przerwy i było po sprawie. Po 45 minutach Barcelona prowadziła 4-2, 11-2 w strzałach, 8-0 w rzutach rożnych. Realu nie było na boisku. Pary starczyło na 15 minut. Po zmianie stron było lepiej, ale tylko trochę. Pudrujący wynik trzeci gol Mbappé niczego nie zmienia – Królewscy przegrali, oddali mistrza w ręce rywala, a świetny występ i hat-trick Kyliana Mbappé przejdzie bez echa.
Dla postronnego widza było to kapitalne widowisko, ze zwrotami akcji, wieloma bramkami i kontrowersjami. Łatwość, z jaką Katalończycy strzelają gole Realowi jest irytująca, ale skoro masz Lucasa Vázqueza na obronie, to nie można oczekiwać czystego konta. Tak czy inaczej sprawiedliwości stało się zadość, Barcelona przez cały sezon była lepsza od Realu, wygrała wszystkie bezpośrednie mecze i zasłużenie zostanie nowym mistrzem Hiszpanii. Gratulacje dla rywala, a w Madrycie pora na przemyślenia i zmiany kadrowe. Samo zwolnienie Ancelottiego nie pomoże.
