Barcelona z Pucharem Króla

Puchar Króla 2025 finał Barcelona-Real Madryt

W finale hiszpańskiego Pucharu Króla mieliśmy kolejne w tym sezonie El Clásico. Poprzednie dwa Klasyki Real Madryt nie tylko przegrał, ale dostał wielkie lanie od Barcelony, tracąc w obu aż 9 bramek. Nie był więc faworytem tego starcia i nic dziwnego, że przegrał, a trofeum powędrowało do Katalonii. Wynik 3-2 dla Blaugrany, ustalony dopiero w dogrywce, wielkiego wstydu nie przynosi, ale pozostawia Madryt bez znaczącego triumfu w tym sezonie. Real odpadł wcześniej z Ligi Mistrzów (w dwumeczu wstydliwe 1-5 z Arsenalem, tak wstydliwe i po tak żenującej grze, że aż nie chciałem o tym pisać), teraz stracił Copa del Rey, a na obronę mistrzostwa Hiszpanii szanse ma iluzoryczne. W zasadzie żadne, bo przy 4 punktach straty musiałby pokonać Barcelonę na jej terenie i wygrać resztę spotkań licząc na potknięcie Katalończyków. Nie ma co udawać – Barcelona jest obecnie dużo lepsza od Los Blancos i pewnie zmierza po tryplet, a w Madrycie muszą się poważnie zastanowić, co i dlaczego poszło nie tak. Bo Real z Mbappé miał być postrachem i budzić grozę, a budzi jedynie zażenowanie i swą grą przynosi wstyd. Sama zmiana trenera może nie wystarczyć.

Mecz z Barceloną toczył się według oczywistego scenariusza. Na pierwszą połowę Real nie dojechał, co jest niemal normą w tym sezonie. Katalończycy prowadzili grę, kontrolowali wydarzenia, a Królewscy w pierwszym kwadransie wybijali na oślep i nie umieli nawet wyjść z własnej połowy. Obraz był fatalny, wyglądali jak jacyś amatorzy, a nie kadra warta miliard euro. Gol Pedriego to i tak minimalny wymiar kary. W przerwie Ancelotti zdjął bezużytecznego Rodrygo (swoją drogą to piłkarz fenomen – nikt nie potrafi tak znikać jak on, niby jest na boisku, ale nikt nie wie gdzie i po co), wszedł Mbappé (Francuz jest po kontuzji, nie mógł grać od początku) i spotkanie nabrało rumieńców. Okazało się, że Barcelonę można naruszyć, trzeba tylko chcieć. Madrytczycy stworzyli kilka okazji i chociaż nie potrafili strzelić gola z gry, trafili ze stałych fragmentów. W 70 minucie Mbappé z rzutu wolnego, a 7 minut później po rożnym Ardy gola strzelił Tchouaméni. Było 2-1 i wydawało się, że to Real wygra mecz. Gapiostwo Rüdigera i błąd Courtois dały jednak gola Ferrana na dogrywkę, a tam nie popisali się dwaj rezerwowi. Modrić podał za lekko, Brahim się zagapił, do bezpańskiej piłki dopadł Koundé i 5 minut przed końcem zdobył gola na miarę zwycięstwa. Tak, w Barcelonie nawet obrońca potrafi precyzyjnie huknąć zza pola karnego – zjawisko obce w Madrycie. Tak oto wygrała drużyna, która może nie rozegrała wielkiego meczu, ale była regularna i konkretna. Barcelona grała od pierwszej minuty, Real 45 minut przespał, a potem nie starczyło czasu na więcej.

Warto dodać, że po spotkaniu trzech piłkarzy (Rüdiger, Lucas i Bellingham) dostało czerwone kartki za protesty i obrażanie sędziego. Cóż, przegrywać też trzeba umieć. To nie jest zachowanie godne zasad wyznawanych w królewskim klubie. Gdzie one się podziały? W efekcie do kolejnego ligowego Klasyku w maju Real przystąpi osłabiony, bo na pewno będą zawieszenia. Można więc uznać sezon za skończony i trzeba poważnie rozmyślać nad tym, co trzeba poprawić, by następny nie był tak fatalny jak obecny. Tylko czy stetryczały zarząd stać na taką refleksję i chociaż odrobinę samokrytyki? Szczerze wątpię.

Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: