Zdemolowany w Manchesterze Real Madryt odpada z Ligi Mistrzów

Manchester City-Real Madryt 4-0 Liga Mistrzów 2022/2023 półfinał

Na Etihad Stadium w Manchesterze Real Madryt grał dziś mecz o sezon. Nie oszukujmy się, mimo zdobycia Pucharu Króla to wygranie Ligi Mistrzów jest zawsze celem dla Los Blancos. Zwłaszcza gdy się zawaliło rozgrywki krajowe i praktycznie bez walki oddało ligowy tytuł w ręce Barcelony. To rewanżowe starcie z Manchesterm City Pepa Guardioli, zwane przedwczesnym finałem, rozgrzewało kibiców obu drużyn. Jednak z zupełnie innych powodów. Oczywiście dla Realu, który w ostatniej dekadzie Ligę Mistrzów wygrał 5 razy, to kolejny dzień w pracy, lecz z drugiej strony mecz, który może uratować sezon. Dla Obywateli, którzy regularnie wygrywają najlepszą ligę świata (teraz również będą mistrzem Anglii, do tego grają w finale Pucharu Anglii, więc mają szansę na potrójną koronę), Liga Mistrzów ma inny wymiar. To drużyna spełniona na krajowym podwórku, lecz nigdy nie potwierdziła prymatu w Europie, chociaż Guardiola przez kilka lat wydał ponad 1,2 miliarda euro na wzmocnienia. Dominacja w Anglii już nie wystarcza. Spowszedniała. Dlatego Champions League jest celem absolutnym, nawet jeśli trener bardzo tonuje nastroje i stara się nie nadawać jej aż takiego znaczenia.

W tego typu meczach zwykle decydują szczegóły (choć akurat nie dzisiaj…). Remis w pierwszym meczu na Bernabéu w roli faworyta stawiał maszynę Guardioli, która u siebie nie tylko wygrywa, ale wręcz niszczy kolejnych rywali (przypomnę choćby 3-0 z Bayernem czy 7-0 z Lipskiem w Lidze Mistrzów). Z kolei Królewscy swoje najlepsze mecze rozgrywają właśnie na wyjazdach (wygrali z Chelsea 2-0, zmiażdżyli 5-2 Liverpool na Anfield i 4-0 Barcelonę na Camp Nou). Kto więc dziś był lepszy? Wynik meczu nie pozostawia wątpliwości. Manchester City wygrał 4-0, a mógł znacznie wyżej. Madrytczycy nie dojechali na mecz. Niby fizycznie byli na boisku, ale mentalnie zostali w Madrycie. Nawet trudno to skomentować, gdy drużyna prezentuje się tak żałośnie. Przez pierwsze 45 minut Real rzadko przekraczał linię środkową. Oddał jeden strzał (niecelny), City 13, z czego padły dwa gole Bernardo Silvy, a w kilku sytuacjach Los Blancos uratował Courtois. Po zmianie stron City już tak nie cisnęło, ale kontrolowało spotkanie strzelając kolejne dwa gole. Nie chcę się pastwić nad drużyną czy trenerem, ale dzisiaj była widoczna przepaść między dwiema drużynami. Nie tylko w golach – one są efektem świetnie wykonanej pracy przez jednych i zupełnego nieprzygotowania drugich. Ancelotti nigdy nie poukłada gry drużyny tak jak Guardiola. To było arcydzieło w wykonaniu The Citizens dzisiaj, a bezradność i apatia Realu tylko uwypukliła różnicę jakościową, jaka dzieli te dwie ekipy. Gospodarze więcej biegali, wychodzili do podań, dużo ruchu bez piłki, atakowali całą drużyną, podobnie stosowali pressing, wobec którego gorszy technicznie Real był bezradny. Po drugiej stronie tego nie było. I to najbardziej dziwi i boli madridistas. Nie było widać zaangażowania, chęci, madrytczycy nawet nie podjęli walki. Nie chcieli grać w piłkę, jedynie byli na boisku. To nie ta sama drużyna co rok temu. Wtedy wygrywali sercem. Teraz w połowie marca poddali ligę i od tego momentu są na wakacjach. Miłego wypoczynku.

Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: