REAL-CELTA 5-2 Magia Bernabeu

Real Celta 5-2 hiszpańska la liga 2021/20221 marca 2020 roku Real pokonał w Madrycie Barcelonę 2-0, a zaraz potem pandemia pokonała futbol i wstrzymała wszelkie rozgrywki. Gdy je wznowiono, Królewscy przenieśli swe mecze do ośrodka treningowego w Valdebebas, by móc sprawniej przebudowywać Estadio Santiago Bernabéu. Teraz, gdy w Hiszpanii zezwolono na częściowy powrót kibiców, w stolicy przyspieszono prace, aby Real mógł rozegrać pierwsze od ponad półtora roku spotkanie przed własną widownią. Debiut wypadł bardzo okazale – Los Blancos pokonali Celtę 5-2 oferując kibicom emocje i wspaniałe widowisko. Emocje, bo już po 4 minutach gospodarze stracili gola, a gdy udało się wyrównać, stracili kolejnego. Oba po dużych błędach eksperymentalnej obrony (Alaba, Militão i Mendy kontuzjowani). Na nic się zdała przewaga i dominacja w środku pola – dwa wypady gości to dwa gole i to oni prowadzili do przerwy. A po zmianie stron Real wpakował cztery bramki i zamknął dyskusję, kto tu jest lepszy. Trzy bramki Benzemy (to dopiero trzeci hat-trick Francuza w białych barwach), jedna Viníciusa Júniora, który pod wodzą Ancelottiego wyraźnie odżył i rozgrywa na razie świetny sezon, i trafienie debiutującego 18-latka Eduardo Camavingi, który zmienił Hazarda i zaledwie 6 minut potem strzelił gola po akcji Modricia.

Magia Bernabéu wciąż działa. Nie chodzi już o samą wygraną, bo przecież Celta to nie rywal z górnej półki (aczkolwiek w poprzednim sezonie madrytczycy gubili punkty właśnie w takich meczach, z ekipami okupującymi dolne rejony tabeli), lecz o widowiskową grę, o entuzjazm, o energię, którą uwolniło odejście Zidane’a. Carlo Ancelotti radzi sobie doskonale, przynajmniej na stracie rozgrywek (chociaż z ocenami poczekajmy na mecze z mocniejszymi rywalami – za trzy dni Inter, potem Valencia). Jest zrelaksowany, zdecydowany, odważny, złapał dobry kontakt z chłopakami, daje pograć nowym i każdemu poczuć się ważnym (Zidane tylko o tym mówił). Kibicom wróciła chęć oglądania meczów Realu, królewskich spektakli tworzonych przez piłkarzy, którym się chce, którym zależy, którzy nie chcą już cierpieć tylko dominować, którzy zamiast murować bramkę ruszają do przodu. W obronie jest nadal wiele do zrobienia, ale wróciła radość. Wróciła wiara. Gdy ekipa Zidane’a traciła gola, często było po meczu. Piłkarze Ancelottiego odpowiadają kilkoma trafieniami. To musi się podobać. Hasła „piłka nie chciała wpaść, zabrakło intensywności, przeciwnik też gra” odeszły do lamusa. I oby tak zostało. Oby ten entuzjazm przerodził się w coś trwalszego i bardzo konkretnego, oby zapału i chęci starczyło na dłużej niż w Evertonie, gdzie włoski manager też świetnie zaczął, ale skończył fatalnie. Powodzenia Carletto.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: