BATTLE BEAST No More Hollywood Endings

Battle Beast No More Hollywood Endings recenzjaBATTLE BEAST
No More Hollywood Endings
2019

Przyznaję bez bicia – bardzo chwaliłem Battle Beast, fiński kwintet grający przebojowy heavy metal, czy innymi słowy power metal. Świetny album Battle Beast sprzed 6 lat czy ten ostatni Bringer Of Pain z 2017 roku oferowały sporo kapitalnych melodii. Czadowe riffy, pulsujący bas, solidna sekcja rytmiczna, chwytliwe refreny i znakomity, agresywny śpiew Noory Louhimo potrafiły oczarować słuchacza, a porównania z Accept, Iron Maiden, Judas Priest, Rammstein czy Manowar nikogo nie dziwiły. Owszem, zdarzały się też próby komercjalizacji i wycieczki w stronę popu, toporne próby połączenia metalu z disco, ale były to pojedyncze przypadki i można było je Finom wybaczyć. Z tym większym zainteresowaniem sięgnąłem po najnowszy krążek formacji No More Hollywood Endings. Czy znów będzie tu sporo rockowego czadu, za który ją tak polubiłem? Niestety nie…

Zaniepokoił mnie już sam fakt, że płyta ukazała się wiosną, a w sieci cisza. Nikt nie zauważył? A może fani wstydzą się podpisać pod tym czymś, co jest dość dalekie od metalowych oczekiwań? Grupa spokorniała, postawiła na słodkie piosenki, obierając kierunek, jaki fanom rocka trudno zaakceptować. Niepokoiły już single pilotujące wydawnictwo – wszystkie trzy utwory Eden, Endless Summer i tytułowy No More Hollywood Endings były bardzo odległe od tego, co zespół grał wcześniej. Może tylko ten pierwszy nieco przypomniał o metalowych korzeniach. Większość materiału jest dokładnie taka sama – mocno kiczowata, bardziej popowa niż rockowa, bez czadu i agresji, i co gorsza – pozbawiona ciekawych melodii, co czyni całość mocno niestrawną. To, co wcześniej było wyjątkiem, na nowej płycie stało się normą, a wyjątkiem są nagrania w starym dobrym stylu, jak Piece Of Me, The Golden Horde czy My Last Dream na samym końcu. Trochę tego mało… O niebo lepiej wypada krążek From Hell With Love zespołu Beast In Black, który po opuszczeniu Battle Beast w 2015 roku założył gitarzysta Anton Kabanen.

Nie będę się więcej znęcał ani poświęcał zbyt dużo czasu albumowi, który na to nie zasługuje. No More Hollywood Endings to spore rozczarowanie, ale ponieważ dotychczasowe krążki miały formę sinusoidy (lepszy-gorszy-lepszy-gorszy), rozumiem, że jesteśmy w dołku i następnym razem będzie tylko lepiej. Albo muzycy złamią tę zasadę i całkowicie polegną. Byłoby szkoda.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: