REAL-RAYO 1-0 Kolejne cierpienia niewyraźnego Realu

Real-Rayo 1-0 hiszpańska la liga 2018/2019Po wielkich męczarniach z zamykającą ligową tabelę Huescą przed tygodniem, dzisiaj Real podejmował kolejnego beniaminka, sąsiada z Madrytu i zarazem przedostatnią drużynę Rayo Vallecano. Kiedyś, za czasów Mourinho czy Ancelottiego liczylibyśmy, ile bramek Los Blancos strzelą outsiderowi. Teraz nastały takie czasy, że nawet jednobramkowe wygrane cieszą, a wszystkie są okupione wielkim cierpieniem, jakie nie przystoi tak wielkiemu klubowi, który przecież już w najbliższą środę zagra w półfinale klubowego mundialu. Jeśli chcesz być najlepszy na świecie, drużyny pokroju Rayo powinieneś zjadać na przystawkę. Solari podszedł do meczu z pełną powagą i wystawił galową jedenastkę, w której zabrakło jedynie kontuzjowanego Bale’a (zważywszy na jego dyspozycję, to akurat żadna strata). I Real przez 45 minut zagrał w miarę przyzwoicie, dominując spotkanie i rzadko dopuszczając rywala pod własną bramkę. Zawiodło to, co zwykle – skuteczność mizernego ataku oraz nastawienie po przerwie. Na szczęście jedna bramka wystarczyła do zwycięstwa, bo że Real umie strzelić więcej to już dawno zapomnieliśmy. Od dawna nie umie.

Gol padł po ładnej akcji Lucasa, który pięknie uruchomił Benzemę, a Francuz dopełnił formalności. Nie potrafił tego zrobić Asensio, który chwilę później w sytuacji sam na sam miał do wyboru całą bramkę, ale zdecydował się uderzyć w bramkarza i nie podwyższył prowadzenia. Swój wyczyn powtórzył po przerwie marnując kolejną setkę i zgarniając tytuł najgorszego zawodnika meczu. Hiszpan jest cieniem samego siebie sprzed dwóch lat. Przed przerwą jeszcze mieliśmy bombę Kroosa w słupek, a po zmianie stron golkiper gości Dimitriewski mógł iść na kawę, bo poza sytuacją Asensio Real nie potrafił już niczego stworzyć – przypomnę: na własnym stadionie w starciu z jedną z najsłabszych drużyn La Ligi. Zaledwie 4 celne strzały Królewskich i ogromne cierpienie pod koniec meczu, gdzie Courtois podwójną interwencją zapobiegł kolejnej kompromitującej stracie punktów. Żeby drżeć o zwycięstwo z ostatnią i przedostatnią drużyną w lidze… Taki jest dzisiaj Real Madryt i raczej nic nie zapowiada, by w dalszej części sezonu miało być inaczej. Dzisiaj znowu gry nie było, ale punkty i owszem. Na 10 minut przed końcem boisko opuścił kulejący Benzema, jedyny nominalny napastnik Los Blancos. Karim jest jaki jest, ale nikogo innego nie ma (Mariano też kontuzjowany) więc trzeba liczyć, że to nic poważnego i że Francuz wykuruje się na środowy półfinał KMŚ.


Plus meczu: Courtois
Minus meczu: Asensio

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: