HUESCA-REAL 0-1 Wstydliwe męczarnie z ligowym outsiderem

Huesca-Real 0-1 hiszpańska la liga 2018/2019Założona w 1960 roku Huesca to absolutny beniaminek La Ligi, który w najwyższej klasie hiszpańskich rozgrywek gra po raz pierwszy. Radzi sobie słabiutko (zamyka tabelę), czego efektem było zwolnienie trenera już po 8. kolejce. Nowy szkoleniowiec Francisco jeszcze nie wygrał spotkania (w ostatnich 6 meczach zaledwie dwa remisy) i trudno było oczekiwać, że zgarnie komplet punktów w starciu z Realem. Jednak nie takie rzeczy futbol widział i nigdy nie wiadomo, jakie oblicze pokażą grający w kratkę madrytczycy. Wiadomo było jedno – to święto dla miasta i dla gospodarzy mecz wyjątkowej rangi, bowiem to pierwsza wizyta jakiegokolwiek piłkarskiego giganta na stadionie Alcoraz (bo do takich trudno zaliczyć Athletic Bilbao, który trzy dni temu wygrał tu 4-0 w Pucharze Króla). I Real wcale nie zamierzał zepsuć tego święta pokazując swą najgorszą wersję. Wprawdzie Los Blancos szybko, bo już w 8 minucie objęli prowadzenie po strzale Bale’a, ale po tym przestali grać i nie zrobili nic więcej, by spotkanie wygrać. Ostatecznie wygrać się udało, ale zawdzięczają to nieskuteczności gospodarzy, których ataki i organizację gry oglądało się z dużą przyjemnością. Zabrakło doświadczenia i odrobiny szczęścia pod bramką będącego w dobrej formie Courtois. To jedyny piłkarz Realu, którego można wyróżnić. Ewentualnie jeszcze Bale’a, który po 10 meczach bez gola w Primera División wreszcie się odblokował. Walijczyk był jedynym zagrożeniem w ataku gości, oddał trzy strzały, z których dwa ładnie obronił Jovanović. Reszty ataku po prostu nie było. Gubił się Lucas „strata” Vázquez, jeszcze bardziej tragicznie zagrał Karim „nie wiem, co to spalony” Benzema. Francuz, którego próżno szukać na liście najlepszych strzelców, nie tylko psuł każdą akcję, ale dzisiaj został liderem niechlubnej klasyfikacji – nikt w La Lidze nie był łapany na spalonym tyle razy.

Solari na konferencji mówił, że piłkarzy nie trzeba motywować na to spotkanie, tymczasem brak tej motywacji był aż nadto widoczny. Niemal wszyscy przeszli obok meczu, różnica w intensywności kłuła w oczy. To był mecz starych, wypalonych, leniwych graczy, którym jest wszystko jedno i nie chcą się wysilać, z młodymi, ambitnymi walczakami, którym może czasem brakuje umiejętności, ale nie serca i wiary. Ostatecznie przegrali, ale po meczu, w którym byli stroną przeważającą i potrafili zamknąć wielkiego rywala na jego połowie. Gra na czas, dziesiątki podań do bramkarza i paniczne wybicia Królewskich chwały im nie przynoszą, zwłaszcza w meczu z czerwoną latarnią La Ligi, ale zwycięzców się nie sądzi, więc cieszmy się trzema punktami i dalej udawajmy, że kryzys minął, a najlepsi piłkarze są w Madrycie. Barcelona strzeliła Aragończykom 8 goli, Real musiał zadowolić się jednym i nawet nie bardzo umiał stworzyć sytuacje na kolejne. Cóż…


Minus meczu: Benzema, Lucas Vázquez

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: