Czarny tydzień w Madrycie

Julen Lopetegui Real kompromitacja CSKA10. Tyle meczów pod wodzą Julena Lopeteguiego rozegrał Real. Ten skromny jubileusz nie daje jednak żadnych powodów do świętowania. Dlaczego? Z powodu drugiej liczby: 5. W tylu meczach Real nie potrafił wygrać. 3 porażki i 2 remisy oraz zaledwie 50% zwycięstw to wynik katastrofalny. Absolutnie nieakceptowalny w Madrycie. Nie w takiej drużynie, którą tworzą wielokrotnie nagradzani i wybierani najlepszymi na świecie zawodnicy, zarabiający za swoją grę grube miliony. Czy nagle wszyscy zapomnieli, jak się gra i jak się strzela bramki? Trzy kolejne mecze bez gola to wynik nieznany w tym klubie od ponad dekady. Rok temu Real Zidane’a bił rekord kolejnych meczów z bramką, licznik stanął dopiero na liczbie 73, a teraz posucha trwa już 519 minut. Nie może być inaczej, gdy podstawowy napastnik w 6 meczach nie umie oddać jednego celnego strzału. Co on jeszcze robi na boisku? Ale nie jeden Benzema jest winien. Gdzie jest cała reszta? Gdzie jakaś kreacja? Gdzie pressing? Gdzie przyspieszenia akcji? Każda kontra jest wstrzymywana i zwalniana. Ktoś napisał, że Real w tej chwili jest tak dynamiczny jak słonica w ciąży, i wiele w tym prawdy. Gra Realu zawsze opierała się opierać na szybkich kontratakach, szybkim konstruowaniu akcji i szukaniu szybkiego wykończenia – żadnego z tych elementów dzisiaj nie ma. Są setki podań w poprzek boiska na 30. metrze i potem jedno wielkie nic. To taka upośledzona karykatura tiki-taki – statyczna, bez ruchu do piłki, bez podejmowania ryzyka, bez dynamicznych wejść w pole karne, bez prostopadłych otwierających podań do napastnika, który musiałby umieć do takiej piłki wybiec, wywalczyć pozycję, przepchać się – Benzema tego nie umie. Podobnie jak Kroos czy Modrić rzadko grają w uliczkę (zwłaszcza Niemiec nie lubi ryzyka), Casemiro nie rozgrywa nic (a i strzela ostatnio tylko do gołębi na dachu – celność chyba można wytrenować?), a skrzydłowych Real w ogóle nie posiada (stąd częste zapędy bocznych obrońców, których potem brakuje z tyłu przy kontrach rywala). Może więc trzeba dobrać inny styl, pod zawodników, jacy są w kadrze? Może więc problem leży w trenerze, uparcie lansującym nudnawą tiki-takę i jeden skład złożony z wypalonych, zmęczonych wygrywaniem piłkarzy, do tego będących daleko od swej optymalnej formy? To jego praca i odpowiedzialność – by dobrać taktykę, odpowiednio dobrać i ustawić piłkarzy, wreszcie by ich zmotywować do wysiłku, a nie tylko rozgrywania jednej połowy. To wszystko jest odpowiedzialność i błędy Lopeteguiego, które niedługo mogą go kosztować posadę. Julen źle dobiera kadrę, źle ją ustawia i źle motywuje. Być może źle wybrał zawód.

Dwa dni temu pisałem, że Lopetegui oblał pierwszy egzamin, ale po meczu w Moskwie sytuacja wygląda jeszcze gorzej. Królewscy przegrali w Lidze Mistrzów ze słabym rywalem będąc jeszcze słabszą ekipą, która nie pokazała niczego, co mogłoby napawać optymizmem i wiarą, że trener wie co robi i podąża we właściwym kierunku. Dobrze, że trener zachowuje optymizm i broni swojej drużyny, ale od samego opowiadania dyrdymałów gra się nie poprawi. Niedostrzeganie problemu nie jest żadną receptą. Jeśli po takim meczu czytam wypowiedzi w stylu „nie chciało wpaść, daliśmy z siebie wszystko” to problem jest naprawdę duży, bo chłopaki winą obarczają los, a nie samych siebie. Przy takiej postawie trudno się dziwić, że Real zakończył najczarniejszy tydzień od ponad dekady – w ciągu 7 dni rozegrał 3 mecze, dwa przegrał, jeden zremisował, i nie strzelił żadnej bramki. Wnioski z kompromitacji w Sewilli nie zostały wyciągnięte, a wczoraj nawet siedzący na trybunach Raúl spuścił głowę i zakrył twarz widząc, co robią jego koledzy. Jakże to wymowne i smutne zarazem.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: