REAL-LIVERPOOL 3-1 Historyczny wynik – trzecia z rzędu Liga Mistrzów dla Realu!

Real-Liverpool 3-1 Liga Mistrzów 2017/2018 finałOkoliczności finałowego meczu tegorocznej Ligi Mistrzów były oczywiste. Spotkały się dwie drużyny bez trofeów – Real zajął 3. miejsce w La Liga, Liverpool 4. w Premier League. Walczono więc nie tylko o rozstawienie w kolejnych rozgrywkach, lecz by nie pozostać z pustymi rękami. Anglicy ostatnio triumfowali w 2005 roku, a madrytczycy bronili tytułu i chcieli wejść do historii sięgając po swój trzeci puchar z rzędu, a czwarty w ostatnich 5 latach. „Finałów się nie rozgrywa, finały się wygrywa”, powiedział Benzema po półfinale z Bayernem. Zgodnie z tą znaną dewizą Królewscy zwyciężyli w Kijowie i uratowali stracony sezon. Osiągnęli coś absolutnie wyjątkowego w Champions League wygrywając po raz trzynasty (przypomnę, że tydzień temu również koszykarze Realu zostali mistrzami Europy – zdobyli upragnioną Décimę).

Mecz zaczęli dość słabo i właściwie na pierwszą połowę nie dojechali – grali bojaźliwie, defensywnie, bez akcji zaczepnych i celnego strzału na bramkę Kariusa (jedyny tuż przed przerwą oddał Ronaldo, a skutecznie dobijał Benzema, lecz bramka nie została uznana). Z kolei podopieczni Jürgena Kloppa wyglądali znakomicie i sporo mieszali pod bramka Navasa, który kilka razy efektownie interweniował. Punktem zwrotnym spotkania była kontuzja Salaha, który uszkodził bark po starciu z Ramosem. Rozgrywający fantastyczny sezon Egipcjanin w 30 minucie opuścił boisko, co znacząco osłabiło siłę rażenia The Reds. Niedługo potem kontuzji doznał Carvajal i podobnie jak Salah, ze łzami w oczach zszedł do szatni.

W drugiej połowie zaczęły się prawdziwe emocje. Los Blancos postanowili wreszcie pograć w piłkę i rozpoczęli z przytupem. Najpierw Isco w idealnej sytuacji trafił w poprzeczkę, a chwilę później padł przedziwny gol. Benzema pognał za straconą piłką, którą złapał bramkarz Liverpoolu. Ten tak niefortunnie próbował ją wybić, że trafił w nogę Karima. Francuz skorzystał z prezentu i było 1-0. Królewscy zbyt długo Gareth Bale Real Madryt 2018 Liga Mistrzównie cieszyli się z prowadzenia, bo w 55 minucie po rzucie rożnym wyrównał Mané. Jednak potem nastąpiło wejście smoka – Gareth Bale zastąpił Isco i efekt był piorunujący. W 64 minucie popisał się efektowną przewrotką i trafił idealnie w okienko bramki Kariusa. Gol marzenie, równie piękny jak trafienie Ronaldo w Turynie. Madrytczycy kontrolowali spotkanie, a jedyne zagrożenie to strzał Mané w słupek. Pod koniec meczu Walijczyk ukąsił jeszcze raz. Mocno uderzył z ponad 20 metrów prosto w niemieckiego golkipera, a ten jakimś cudem wpuścił strzał. To praktycznie zakończyło zmagania. Z liverpoolczyków uszło powietrze i Real mógł rozpoczynać świętowanie 13. Pucharu Europy.

Co można dodać po takim sukcesie? Jeszcze pół roku temu wydawało się to mrzonką – piłkarze Zidane’a olewali mecze ligowe, hańbili Bernabéu remisami z drugo- i trzecioligowcem, odpadli z Pucharu Króla, a oto teraz podnoszą najważniejsze trofeum w piłce klubowej, i to po raz trzeci z rzędu. I wcale nie grając jakoś porywająco. Gareth Bale finał LM Kijów 2018Ale jakie to ma znaczenie, gdy do klubowej gabloty trafi la Decimotercera? Wypada pogratulować i nie wypominać przeszłości. MVP meczu został Gareth Bale, a Cristiano Ronaldo, któremu akurat ten mecz nie wyszedł, może się cieszyć z kolejnego tytułu króla strzelców rozgrywek. 15 bramek to drugi najlepszy wynik Portugalczyka, a w sumie w Lidze Mistrzów nastrzelał już ich 120. CR7 nie byłby sobą, gdyby nie skoncentrował na sobie uwagi mediów, zasugerował więc w pomeczowym wywiadzie, że opuszcza Real Madryt. Nawet jeśli coś jest na rzeczy, wybrał do tego najgorszy możliwy moment, niepotrzebnymi słowami zaburzył wspólne świętowanie i tym samym okazał brak szacunku kolegom z szatni, trenerowi i ogólnie Realowi Madryt.

Gdy rok temu finał z Juventusem wraz z żoną mieliśmy przyjemność oglądać w miłym towarzystwie rodzimych madridistas w warszawskim Hulakula (na zlocie fanów zorganizowanym przez stowarzyszenie Águila Blanca, polską peñę Realu Madryt), napisałem prorocze słowa: do zobaczenia za rok. Naprawdę nie myślałem, że będzie okazja to powtórzyć. A jednak udało się, i było jeszcze lepiej. To z kim za rok?

Real Madryt Kijów Decimotercera

Sławek Orski finał Ligi Mistrzów 2018

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: