REAL-ATLETICO 1-1 Madryckie derby na remis, Real gubi punkty

Real Atletico 1-1 hiszpańska la liga 2016/2017Derby to zawsze derby, po El Clásico z Barceloną mecz Realu z Atlético to najbardziej prestiżowe starcie w Primera División. Tym bardziej od czasu, gdy Simeone zrobił z Colchoneros światową potęgę. Wystarczy wspomnieć, że Materace grały w dwóch finałach Ligi Mistrzów w ostatnich trzech latach oraz wygrały trzy poprzednie ligowe potyczki na Bernabéu. Ekipa Simeone nabrała wiatru w żagle, wygrała 5 kolejnych spotkań w La Liga tracąc zaledwie 2 bramki. A Real? Real walczy o wygranie rozgrywek i prowadzi w tabeli, był więc faworytem meczu na własnym stadionie, ale żeby pokonać rozpędzone Atlético, trzeba pokazać znacznie więcej jakości niż Królewscy ostatnimi czasy.

Zidane wystawił swój ulubiony skład czyli CKM w środku i BBC z przodu. Co to oznacza wszyscy wiemy. Mało piłki kombinacyjnej, mało ruchu, sporo wrzutek i czekania na cud (czytaj: błąd rywala). Zastanawiam się, po co Zidane daje odpocząć swoim ulubieńcom, skoro oni potem i tak nie biegają, nie stosują pressingu i ruszają się jak muchy w smole. W pierwszej połowie dokładnie tak to wyglądało. Spokojna gra Blancos i dynamiczne kontry gości. Dobrych akcji jak na lekarstwo. Zapamiętamy tylko niezłą klepkę Cristiano z Benzemą zakończoną niezbyt finezyjnym uderzeniem Francuza, mocny strzał Ronaldo po kontrze, który z linii bramkowej wybił Savić oraz koszmarny i jakże typowy błąd Ramosa, po którym Navas wyciągnął się jak struna, by wybronić precyzyjny strzał Griezmanna. Tyle.

Po zmianie stron tempo wzrosło. Real ruszył do przodu i na efekty nie trzeba było długo czekać. Najpierw Ronaldo minimalnie chybił, potem Oblak wybronił setkę Benzemy, ale już w 52 minucie był bezradny, gdy Pepe uderzył głową po dograniu Kroosa z rzutu wolnego. Tym razem nie Ramos, ale znów obrońca musiał wyręczyć mizernych napastników za setki milionów. Real był w gazie, w 55 minucie Carvajal nie trafił z 15 metrów, zaś chwilę później Atlético przeprowadziło wzorową kontrę, a strzał Torresa w sytuacji sam na sam obronił Navas. Derby wreszcie nabrały rumieńców, z czasem jednak to goście prezentowali się lepiej. Zachowali więcej sił, dominowali w środku pola, a Królewscy starali się jedynie utrzymać korzystny wynik, a w ostatnim kwadransie rzadko umieli podejść pod pole karne rywala. Ten jakże charakterystyczny dla drużyny Zidane’a minimalizm srogo się zemścił. W 85 minucie Griezmann wyrównał i Real stracił punkty. Co gorsza, Blancos nawet nie zareagowali i przez ostatnie kilka minut nie zbliżyli się do bramki Oblaka. Nie mieli ani siły, ani pomysłu, ani jakości, by ten mecz wygrać. A trener wreszcie powinien przemyśleć swoje wybory. Nie tylko taktyczne (cofanie się i oddawanie inicjatywy po golu), lecz również osobowe. Może przede wszystkim osobowe, bo panowie BBC snuli się po boisku, po przerwie nie tworzyli żadnego zagrożenia, a ich gra była na poziomie okręgówki, a nie topu La Liga. Podobnie zresztą jak w całym sezonie. Z takim bezbarwnym graniem Real musi się przyszykować na ostre lanie w Monachium. I nie ma mowy o wygraniu jakichkolwiek tytułów, jeśli coś się drastycznie i szybko nie poprawi. Pisałem niedawno o teście ekipy Zidane’a i czterech meczach prawdy. Długo nie musieliśmy czekać – Zidane oblał egzamin, a jego Real poległ już na pierwszej przeszkodzie. Tej pozornie najłatwiejszej.


Minus meczu: Bale

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: