EIBAR-REAL 1-4 Rezerwy lepsze od gwiazd – Real wreszcie przekonuje

Eibar Real 1-4 la liga hiszpańska 2016/2017Po ostatnich wyczynach Królewskich – niemal zerowym zaangażowaniu w trzech kolejnych spotkaniach i utracie pozycji lidera La Liga, w Madrycie ogłoszono alarm. Teraz każdy mecz jest o wszystko. Czy zawodnicy na boisku będą o tym pamiętać? Czy trener da pograć tym, których wciąż dyskryminuje kosztem wiecznie szukających formy przereklamowanych gwiazdeczek? Jak wiadomo, Zidane rotuje, ale nie wtedy co trzeba i nie tymi co trzeba. Dzisiaj jednak nie miał wyjścia – Morata i Bale pauzują za kartki, a Cristiano ma przeciążenie, skład musiał więc zostać nieco zmieniony. Ale trzy dni temu z Las Palmas też wystąpili zmiennicy, a drużyna grała na stojąco i zbytnio się nie wysilała. Jednak zapłaciła za to wysoką cenę i dzisiaj oczekiwano odpowiedniej reakcji, bo żarty się skończyły i znów trzeba gonić Barcelonę. To smutna norma w ostatnich kilku latach. Warto dodać, że rywal z Kraju Basków – walczący o europejskie puchary Eibar to rewelacja sezonu, znacznie lepsza drużyna od tych trzech, z którymi Królewscy niedawno się tak męczyli. Ale to tylko powinno zmotywować madrytczyków do cięższej pracy. I tak właśnie było.

Real na Ipurua Municipal Stadium zameldował się nie tylko bez napastników (jedynie z Karimem Benzemą – ostatnie ligowe trafienie 7 stycznia, poprzednie… w październiku!; w ogóle w La Liga 5 bramek, czyli tyle co nic), lecz także bez Kroosa, Isco, Carvajala i Marcelo. Zidane poddaje ligę? Nic z tych rzeczy. Rezerwy Realu grają lepiej od wyblakłych gwiazd – to dziwne stwierdzenie, ale tak zwykle jest. Madrytczycy w Kraju Basków rozegrali jedno z najlepszych spotkań sezonu, porównywalne do pierwszego starcia z Sevillą w Pucharze Króla (wtedy też grał drugi garnitur). Było tempo, walka, bieganie, pressing, gra na jeden kontakt oraz imponująca skuteczność. Było wszystko to, czego brakuje w większości meczów pod wodzą Zizou. Bez Crisa i Bale’a (którzy, jak wiadomo nie grzeszą techniką) gra była bardziej zespołowa i mogła się podobać, a najlepszym na boisku okazał się… Benzema. Karim był nie do poznania, i nie chodzi tylko o dwie bramki i asystę, lecz także o pełne zaangażowanie na boisku. Już w 14 minucie trafił na 1-0 dobijając własny strzał, 10 minut później wykorzystał dogranie Jamesa, a potem sam zrewanżował się Kolumbijczykowi, który w trudnej sytuacji podwyższył na 3-0 i po pół godzinie było po meczu. Zszokowani gospodarze nie umieli nic zrobić, a do głosu doszli dopiero w drugiej połowie, gdy zmęczony Real nieco odpuścił. Wtedy prowadził już 4-0, bo piękną akcję Asensio próbował skończyć James, lecz uderzył w słupek, a Hiszpan skutecznie poprawił kolegę. Później dla gospodarzy honorowego gola zdobył Peña, lecz było to trafienie na otarcie łez. Tak grający Real był poza zasięgiem Eibaru. Tak grający Real miałby dziś pewne prowadzenie w ligowej tabeli. Ale tak grający Real to niestety rzadkość. Oby od teraz zamieniła się w codzienność. Szkoda, że ten skład nie wystąpi w Neapolu.

Dzisiejszy mecz pokazał/udowodnił/potwierdził to, o czym fani Realu wiedzą od dawna, a jedynie Zidane wydaje się tego nie dostrzegać i jawnie lekceważy: formuła Realu z taktyką 4-3-3 i BBC+CKM dawno się wyczerpała. Real jest silniejszy w innym ustawieniu i bez zmanierowanych gwiazdorów, którym się nie chce biegać i wracać do obrony, za to z kreatywnym mediapuntą grającym za napastnikiem. Dzisiaj w systemie 4-2-3-1 tę rolę pełnił James, którego na skrzydłach wspomagali szybcy i przebojowi Lucas i Asensio. Grali piłkarze, którzy potrafią podawać i rozgrywać, zrobić coś ponad ciągłe wrzutki w pole karne, jakie serwuje Kroos, o Casemiro nie wspominając, bo ten nie rozgrywa zupełnie nic. Dzięki ich ruchliwości nie było potrzeby tak częstego angażowania bocznych obrońców w ataku, którzy często nie nadążają wrócić na swoje pozycje. Była walka o każdą piłkę i dominacja w środku pola, odpalił nawet Benzema, bo wreszcie dostawał piłki i miał z kim pograć, a zaskoczony tą taktyką Eibar okazał się całkowicie bezradny. Real bez sztucznego tworu o nazwie BBC gra dużo lepszą piłkę. Bez Cristiano Ronaldo i Bale’a, którzy są słabi z piłką przy nodze i do gry kombinacyjnej po prostu się nie nadają (potrafią jedynie kończyć akcje), Królewscy dają nieprzewidywalność i dużo szumu w linii napadu. O to właśnie chodzi. Nawet gdy za świetnego dziś Benzemę na pół godziny wszedł Mariano Díaz, przyjemnie było patrzeć na jego akcje, szybkość, pressing, ustawianie się, start do piłki, który notabene przerósł arbitra (boczny sędzia odgwizdał fikcyjnego spalonego, gdy Dominikańczyk perfekcyjnie wyszedł sam na sam z bramkarzem i mógł strzelić gola). Miło było obejrzeć tak dobrze grający Real Madryt. Tym bardziej, że pewnie nieprędko znów nadarzy się taka okazja. Uparty Zidane powróci do klasycznego zestawu BBC+CKM z gigantyczną dziurą między formacjami i grania na wrzutki, z leniwym przodem i mało kreatywnym środkiem. Piłkarze będą cierpieć na boisku, a widzowie na stadionie lub przed telewizorami. Obym się mylił…


Plus meczu: Benzema, Asensio, James

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: