REAL-DEPORTIVO 3-2 Mariano i Ramos dają remontadę i rekord

Real Deportivo 3-2 liga hiszpańska 2016/2017Tuż przed klubowym mundialem w Japonii Zinédine Zidane postanowił oszczędzać siły podstawowych graczy i na ligowy mecz z Deportivo La Coru?a nie powołał tak kluczowych zawodników jak Cristiano Ronaldo, Luka Modrić czy Karim Benzema. Zważywszy, że kontuzjowany jest Gareth Bale – dziś na Bernabéu nie pojawił się nikt z BBC, to prawdziwy ewenement (poprzednio w La Liga taka sytuacja miała miejsce w maju 2014 – Real Ancelottiego przegrał z Celtą 0-2 i stracił szanse na tytuł). Czy to źle? Teoretycznie nie, bo na boisko wyszła młodzież, gracze kreatywni i wszechstronni, którzy mają coś do udowodnienia. Niestety udowodnili tylko, że nie bez powodu są rezerwowymi. Real grał wolno i niedokładnie, a do przerwy tylko raz potrafił zagrozić bramce rywala, gdy James przegrał walkę sam na sam z Przemysławem Tytoniem. Goście w odpowiedzi trafili w słupek i to tyle wydarzeń do przerwy. Nie muszę dodawać, że akcje i gra piłką Galisyjczyków wyglądały znacznie lepiej niż po stronie Królewskich. To niestety smutna norma, że niemal każda drużyna z La Liga jest lepsza technicznie od Los Blancos.

Deportivo wprawdzie nie jest ligowym potentatem, ale tydzień temu wbiło aż 5 bramek Realowi Sociedad, który wcześniej całkowicie zneutralizował Barcelonę i omal nie wygrał (sędzia nie zaliczył Baskom prawidłowej bramki), więc nie można mówić, że to słaba ekipa. Wystawienie rezerw było więc dość ryzykowne jak na konserwatywnego Zizou, lecz od kandydata na mistrza kraju trzeba wymagać znacznie więcej niż podwórkowej kopaniny. Pozbawiony swoich najważniejszych armat Real musiał odpowiedzieć na goleadę Barcelony i zainkasować pewne trzy punkty.

Druga połowa zaczęła się najlepiej, jak tylko można. W 50 minucie Morata, który dotąd grał wyjątkowo kiepsko, myślami był chyba przy wczorajszych zaręczynach i wyróżniał się jedynie paleniem każdej akcji, huknął z 20 metrów i Tytoń skapitulował. Real niby odzyskał kontrolę nad meczem, lecz nie stwarzał dalszych zagrożeń. W 63 minucie jak junior z okręgówki zachował się Casemiro, po jego stracie cudownym uderzeniem wyrównał Joselu. Ten sam zawodnik po chwili wyprzedził Ramosa i trafił na 2-1. Żarty się skończyły, Real musiał przyspieszyć grę, jeśli chciał oddalić widmo żenującej porażki. Tempo gry wprawdzie wzrosło lecz akcje dalej się nie kleiły. Zidane wreszcie poszedł po rozum do głowy i dokonał zmian. Na boisko wszedł Lucas i permanentnie olewany Mariano, zdobywca hat-tricka w niedawnym meczu Pucharu Króla. Dominikańczyk wszedł i strzelił. W 84 minucie Lucas dośrodkował, a Mariano niezwykle precyzyjnie uderzył… barkiem i wyrównał stan meczu dowodząc, że jest najbardziej niedocenianym piłkarzem w tym zespole. Potem były kolejne bezowocne próby ataków madrytczyków, aż nadszedł doliczony czas gry. Czas Ramosa. Czas kapitana. Czas zrehabilitowania się za błąd przy drugiej bramce. Czas zapewnienia Realowi kompletu punktów. Który to już raz? W 92 minucie po rzucie rożnym Sergio wyskoczył do główki i trafił pod poprzeczkę. Tak oto w dramatycznych okolicznościach Ramos Madryt wygrał kolejne spotkanie.

Dzisiaj brakowało jakości lecz szczęście nadal nie opuszcza ekipy Zidane’a. Horror na Bernabéu zakończył się happy endem. Mariano i Ramos sprawili, że Real pod wodzą Zizou zanotował 35-ty mecz z rzędu bez porażki ustanawiając tym samym nowy rekord. Teraz czas na wyśrubowanie tego wyniku w Japonii na Klubowych Mistrzostwach Świata. Z mistrzami innych kontynentów trzeba jednak zagrać dużo lepiej.


Plus meczu: Mariano
Minus meczu: Casemiro, Danilo

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: