REAL-SPORTING 2-1 Mordowanie futbolu w strugach deszczu

Real Sporting 2-1 liga hiszpańska 2016/2017Znowu Sporting? Przecież Real właśnie wygrał ze Sportingiem w Lizbonie. Tym razem to hiszpański Sporting, ten z Gijón, który wprawdzie w La Liga nie radzi sobie najlepiej i jest w strefie spadkowej, ale Asturyjczycy potrafili wygrać na Bernabéu, i to całkiem niedawno – w 2011 roku zwyciężyli 1-0 kończąc kilkuletnią passę Mourinho bez porażki u siebie i zamykając przy okazji temat ewentualnego mistrzostwa kraju dla Realu. Oczywiście madrytczycy nawet bez kilku podstawowych graczy nie mają prawa obawiać się takiego rywala, lecz już kilkukrotnie przekonaliśmy się, że to nie klasa przeciwnika, a podejście gwiazdorów do meczu są decydujące. Jeśli Królewscy podchodzą do gry poważnie, mogą wygrać z każdym. Jeśli grają na pół gwizdka, a to niestety częsta sytuacja w tym sezonie, z każdym mogą mieć problemy. Mecz ze Sportingiem jednak ostatni sprawdzian przed Klasykiem na Camp Nou więc nie mogło być mowy o żadnym odpuszczaniu. Chłopaki odpoczęli w Lizbonie, gdzie wyraźnie im brakowało pary i chęci do jakiegokolwiek wysiłku, więc musieli dzisiaj ruszyć na przeciwnika i zmieść go z powierzchni ziemi. Musieli? Nie w Madrycie. Nie panowie piłkarze Zinédine’a „zabrakło intensywności” Zidane’a. Dali kolejny kompromitujący występ i… znów zgarnęli komplet punktów. Bardzo szczęśliwie, ale jednak. Wyniki wciąż bronią trenera, styl gry przeciwnie. Od dekady nie pamiętam tak źle grającego Realu.

Z kronikarskiego obowiązku napiszę, że już w 5 minucie Cristiano Ronaldo wykorzystał rzut karny, a niecały kwadrans potem precyzyjne dośrodkowanie Nacho zamienił na drugiego gola. I to by było na tyle. Panowie uznali, że to wystarczy, oddali inicjatywę i przez resztę meczu na własnym terenie bronili się przed atakami drużyny z końca tabeli (!). Chwilami nawet rozpaczliwie, można było odnieść wrażenie, że w białych trykotach grają goście, bo przecież Real nie może u siebie być tak strachliwy. Za kadencji Zizou może. Niecelnymi zagraniami Blancos można by obdzielić kilka meczów, a forma obrony tuż przed Klasykiem budzi spory niepokój. Dzisiaj skończyło się na jednym trafieniu gości (Carmona w 35 minucie), a gola zawalił Modrić, lecz tych błędów było znacznie więcej. Nacho nawet sprokurował rzut karny (znów po stracie Modricia), który w 78 minucie wzorcowo zmarnował Čop, i dzięki temu Królewscy dowieźli szczęśliwe zwycięstwo do końca, ale nerwówka trwała do ostatniego gwizdka. W meczu lidera z outsiderem – przypominam.

Na koniec krótka refleksja zmartwionego kibica. Tak grająca drużyna nawet nie ma po co wychodzić na Camp Nou za tydzień. Ja wiem, że to inny mecz, że wyzwala inne emocje i że Real stać nawet na zwycięstwo – ale prawidziwy Real, a nie ten, który widzę w większości spotkań pod wodzą Francuza. Co z tego, że nie przegrali 31 meczów pod rząd, skoro dobrze zagrali zaledwie w kilku? Benítez do pewnego momentu też nie przegrywał, a potem wszystko runęło. Kiedy? Po meczu z Barceloną właśnie. Katalończycy nie wybaczają błędów. Zakończyli passę Ancelottiego 31 meczów bez porażki wygrywając w Madrycie 4-3, potem obnażyli braki drużyny Beníteza, teraz mogą zdemolować Zidane’a. Na tydzień przed meczem z Barceloną nadal nie widać drużyny, dobrej gry ani powodów do optymizmu. Zresztą problem Realu Madryt pod wodzą Zizou poniekąd wyjaśniłem we wstępie – to postawa wielu zawodników budzi wątpliwości. Trener na konfrenecji kurtuazyjnie mówił o bardzo, bardzo trudnym i skomplikowanym spotkaniu – lecz jeśli taki rywal jak Sporting jest skomplikowany i trudny, to który nie jest? Uważam, iż tego typu asekuracja Zidane’a przed każdym meczem nie przystoi w takim klubie jak Real Madryt. Chyba że sam szkoleniowiec nie wierzy w moc tej ekipy, bo ciągle musi przepraszać za brak intensywności i cierpienie na boisku. Przeprasza, a potem sytuacja się powtarza. Niech może wreszcie zagwarantuje lepszy fubol zamiast potem się głupio tłumaczyć? Jako kibic wymagam walki i pełnego zaangażowania, bo niezależnie od braków technicznych biegać chyba każdy umie i może? Nie chcę oglądać cierpiącego Realu w żadnym meczu, a już na pewno nie na Bernabéu w starciu z outsiderem ligi. To niedopuszczalne. Po co w Madrycie napastnik bez ambicji (Benzema dzisiaj), którego w ciągu 45 minut nie widać przy żadnej akcji, który nie wybiega na wolne pola, nie potrafi wygrać pojedynku biegowego ani minąć z piłką rywala. Nic dziwnego, że leniwy Francuz został wygwizdany przez publiczność. Jednak nie on jeden jest winny. Nie wiem, co chłopaki ćwiczą od miesięcy, ale trudno chyba w La Liga znaleźć drużynę tak statyczną i niezdarną, psującą proste piłki grane do kolegi obok. Obficie lejący deszcz nie jest usprawiedliwieniem, bo padał dla obu ekip. Sporting był dzisiaj lepszy w pressingu, wymianie podań i akcjach dwójkowych, o tempie gry nie wspominając. Ogólnie u Los Blancos od dawna kuleje odpowiednie ustawianie się i współpraca na boisku (mecz z Atlético był wyjątkiem), wypracowanie sytuacji przychodzi bardzo trudno, a ich wykończenie woła o pomstę do nieba. Po co wymieniać kilkadziesiąt podań, jeśli się nie zdobywa terenu i nie kończy akcji strzałem (bo na końcu i tak któreś z zagrań jest niecelne)? Już pal licho, że Real Zizou jest lata świetlne od polotu i wielkich spektakli, ale teraz nie gra nawet przyzwoicie. Wygrywa na farcie, po męczarniach z przeciętniakami. To boli kibica. Ponieważ jednak Królewscy mają dwa oblicza, pozostaje wierzyć, że na Camp Nou stanie się cud i objawią to drugie.


Plus meczu: Cristiano Ronaldo, Kovačić
Minus meczu: Benzema, James, Modrić

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: